Puchar Davisa: okiem fizjoterapeuty

Zaczęło się dość nerwowo – Jurek w drodze na lotnisko z Łodzi do Warszawy utknął w korku przy Jankach i prawie spóźnił się na samolot. Zdążył dosłownie w ostatniej minucie! Lecz, do czego przyzwyczaił nas już od dawna, nie stracił dobrego samopoczucia i z dala można było zobaczyć ogromny banan na ustach nadbiegającego do gate’u „Januwy”. Do Helsinek lecimy w piątkę (Grzesiek Panfil, Jurek Janowicz, dr Hubert Krysztofiak, stringer Jarek Duda i ja), skąd mamy transport do pobliskiego Espoo. Tam odbędzie się mecz.

Jutro doleci do nas kapitan Radek Szymanik, który pędzi prosto z US Open. Nasi dzielni debliści, Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski, dolecą odpowiednio w środę i czwartek. Na pewno przyda im się 2 dni odpoczynku po maratonie i życiowym sukcesie, jaki odnieśli w Nowym Jorku.

Na miejscu bez przykrych niespodzianek, choć pogoda depresyjna.

Dzień 2 – wtorek

Wciąż pada ale mimo to humory dopisują. Jurek z Grzesiem przyzwyczajają się do specyficznej nawierzchni na hali (hard acrylic – ułożonej na lodzie służącym normalnie za boisko do hokeja). Kozioł jest szybki i przede wszystkim bardzo niski, co zmusza zawodników do wyjątkowej aktywności na nogach. Chłopcy trenują rozegrania na punkty. Grają na zakłady więc emocje są duże. Poziom ich tenisa z godziny na godzinę jest coraz wyższy i widać, że nasi czują się na korcie doskonale. Wieczorem Grzesiek odczuwa ogólne zmęczenie i ból w prawej stopie – ostatnie tygodnie grał wyjątkowo dużo. Robię mu masaż nóg i pleców oraz techniki przywracające prawidłowe napięcie mięśni w stopie. Jednym z moich zadań jest przeprowadzanie okresowych badań fizjoterapeutycznych, w celu wykrycia pewnych niedoskonałości w funkcjonowaniu organizmu zawodnika, zanim dojdzie do groźnych kontuzji. Tego dnia badanie wykonuję z Grzegorzem. Znajduję kilka dysfunkcji, które wymagają uwagi i mogą być przyczyną bólu stopy. Robimy terapię, a Grzesiek dostaje pracę domową w postaci kilku ćwiczeń. Jurkowi do regeneracji wystarczyła dwugodzinna drzemka i podwójną porcja kurczaka w knajpie. Na noc wykonuję okład z tajemniczej maści na stopę starszego zawodnika.

Dzień 3 – środa

Leje od rana. Kolejne udane treningi Grzesia i Jurka pod czujnym okiem kapitana Radka Szymanika. Ciekawie wygląda konfrontacja kombinowanej gry tego pierwszego z, bezwzględnie wykorzystującym swój wzrost przy serwisie, Jeżykiem. Wieczorem odbyła się oficjalna kolacja. Restauracja była usytuowana tuż przy porcie i kołyszących się na spokojnej wodzie dostojnych jachtach. Było wykwintnie i sympatycznie. Na długo zostanie mi w pamięci przemowa referee z Wielkiej Brytanii Alana Millsa, który opowiadał jakie to „drobne” zmiany zaobserwował od ostatniego razu kiedy tu gościł (jedyne 50 lat temu!). Chyba wszyscy z nas czują w takich chwilach dumę , że uczestniczą w rywalizacji tak wyjątkowych rozgrywek tak wyjątkowej dyscypliny sportu. Traktują nas tutaj bardzo dobrze i wszyscy są niezmiernie serdeczni, choć zagęszczającą się atmosferę sportową czuć w powietrzu?
Dziś późnym wieczorem dołączył do nas Mariusz.

Dzień 4 – czwartek

Losowanie – w piątek zaczynamy od meczu Janowicz – Henri Kontinen, a następnie Panfil – Nieminen. Jestem bardzo ciekaw występów chłopaków po tym jak oglądałem ich w akcji na treningach. Jak zadziałają na nich emocje związane z Davis Cup’em? Zagrają trochę lepiej czy trochę gorzej niż na sesjach w ostatnich dniach? Jak Janowicz poradzi sobie z sytuacją, że w pewnym sensie gra przeciwko swojemu trenerowi Kim’owi Tiilikainen’owi, który jest kapitanem fińskiej reprezentacji? Szkoleniowiec nie będzie mógł przebywać na korcie w trakcie rozgrywek, zastąpi go inny trener.
Dzisiaj dojechał do nas Marcin.
Każdy z zawodników, oprócz Jurka, skarży się na mniejsze bądź większe dolegliwości zdrowotne więc mam coraz więcej pracy. Mam dużo satysfakcji z tego, że mogę im w jakiś sposób pomóc.
Wieczorem doleciał prezes Jacek Kseń.

Dzień 5 – piątek

Jurek wchodzi na kort o 16ej. Nie jest przeziębiony, tak jak to miało miejsce gdy graliśmy z Izraelem więc myślę, że stanie na wysokości zadania i będzie górą w tym spotkaniu.
Niestety, mimo intensywnego dopingu z naszego boksu pod koniec dnia przegrywamy z Finlandią 2-0. Jurek przegrał w 4 setach (4-6 3-6 7-6 3-6), głównie za sprawą świetnej dyspozycji serwisowej i returnowej przeciwnika. Z powodu nękających go kontuzji Kontinen nie jest bardzo wysoko notowanym zawodnikiem, mimo, że poziom jego gry ewidentnie by na to wskazywał.
Grzesiek natomiast nie podołał doświadczonemu Nieminen’owi i poległ w 3 setach (4-6 4-6 4-6) lecz stworzyli świetne widowisko. W każdym secie było 4-4 w gemach i o końcówce decydowała zimna krew Fina.
Nikt nie ma poważnej kontuzji ale, jak to w wyczynowym sporcie, każdego coś tam pobolewa. Staram się im pomagać w przygotowaniu do meczu, czuwać w trakcie i dopomóc po.
Jutro debliści grają o 14ej. Oby przedłużyli nasze szanse na utrzymanie się w I grupie strefy Euro-Afrykańskiej?

Dzień 6 – sobota

Miała dziś miejsce zabawna, lecz jakże charakterystyczna dla Matki sytuacja;) Pięć minut przed rozpoczęciem meczu zawodnicy zostali wywołani z szatni na kort na uroczystą prezentację. Marcin nie miał koszulki z napisem Poland (napis Polska nie przechodzi w Davis Cup’ie). Pożyczył ją szybko od Grześka. Uwierała go metka więc, zamiast wyciąć ją nożyczkami jak reszta zawodników, wybrał rozwiązanie siłowe i szarpnął ile wlezie – efekt to dziura z boku koszulki, że pięść można włożyć. Na szczęście fizjo był przygotowany na takie dziwne zdarzenie. Nić i igła znalazły się w magicznym plecaczku.
Tak więc zaczęło się wesoło, a zakończyło smutno. Chłopcy przegrali w 3 zaciętych setach (6-7 6-7 4-6). Przeciwnicy zagrali genialny mecz i szczęście im dopisywało w ważnych momentach.
Balans po drugim dniu to 3-0 w plecy. W takiej sytuacji jutro będą rozgrywane mecze singlowe tylko do 2 wygranych setów.

Dzień 7 – niedziela

Oby więcej takich dni było dla naszej reprezentacji. Kapitan Finów dał szansę pokazać się innym zawodnikom. Jurek wygrał w 2 setach z Harri Heliovaara (6-3 6-4), a Grzesiek odprawił młodego, choć bardzo utalentowanego Micke Kontinen’a (7-6 6-4). W pierwszym gemie nasz zawodnik poczuł silny ból w udzie lewej nogi podczas dobiegu do skróta. Zostałem wezwany na interwencję na kort. Na szczęście problem udało się rozwiązać szybko i Grzegorz mógł kontynuować spotkanie wolny od bólu, popisując się sprytną grą „na miecze” (płaskie uderzenie z dużą rotacją wsteczną).
Końcowy rezultat meczu z Finlandią to 3-2 dla gospodarzy. Z jednej strony można powiedzieć, że wygrali faworyci ale z drugiej zawsze pozostaje pewien żal i niedosyt. No ale taki jest sport. Jedno jest pewne, chłopcy dali z siebie wszystko ale z tak dysponowanymi przeciwnikami okazało się to za mało.
Z wyjazdu zostanie mi w pamięci wiele dobrych wspomnień. Cieszy wspaniała atmosfera jaka panuje w drużynie, w dużej mierze za sprawą kapitana, i wciąż rosnący poziom gry naszych tenisistów.
Nie sposób przecenić wartości jakie wnoszą do drużyny nasi debliści. Swoją postawą na korcie służą przykładem młodszym kolegom i dzielą się z nimi swoim ogromnym doświadczeniem. Prezentują także klasę, dowcip i inteligencję poza placem boju, dzięki czemu są tak ciepło przyjmowani na kortach całego świata.