Magda Linette: Wchodziło po prostu wszystko!

Magda Linette zwyciężyła w turnieju rangi WTA International na twardych kortach nowojorskiego Bronksu. W finale Linette, która jest dopiero drugą Polką po Agnieszce Radwańskiej w historii, która dokonała tej sztuki pokonała 5:7, 7:5, 6:4 Włoszkę Camilę Giorgi i sięgnęła po swój pierwszy tytuł w karierze. Z Magdą Linette rozmawiamy kilka chwil po meczu finałowym.

 

Magda jak to jest wygrać tytuł rangi WTA? Całe życie na to czekałaś!

No tak, cały czas nie mogę w to uwierzyć! (śmiech). Nie wierzę, że mi się to udało. Tym bardziej, że szłam z eliminacji, więc cała ta droga wydawała się przecież tak daleka, a jednak dałam radę. Jestem strasznie zmęczona, ale super szczęśliwa.

Jednak mimo wszystko najpierw musiałaś go sobie wywalczyć na korcie, a Giorgi postawiła trudne warunki.

Tak, jasne. Miałam dużo szans w pierwszym secie, było już 3:1 i nie wykorzystałam tej możliwości, dałam Camili wrócić do meczu i przejąć inicjatywę, a dopiero w trzecim secie udało mi się wrócić z tego breaka. I wtedy już wiedziałam, że po prostu muszę wziąć sprawy w swoje ręce i to ja muszę dyktować warunki. Tak też zrobiłam i cieszę się, że byłam aż tak agresywna, bo wszystko po prostu wchodziło.

Grałaś tutaj wiele spotkań, także w eliminacjach. Czujesz trudy tego turnieju w nogach?

Tak, no nie można powiedzieć, że jestem zupełnie świeża. Ale czułam się nieźle, nie miałam niczego zaplastrowanego, byłam w całkiem niezłym stanie. Miałam to szczęście, że wczoraj było troszkę chłodniej i dzisiaj też było już troszkę chłodniej, bo nie było aż tak parno i gorąco, jak właściwie przez cały poprzedni tydzień. Naprawdę miałam to szczęście, że pogoda się nad nami zlitowała i ten mecz wczorajszy, który był troszkę krótszy aż tak mnie nie zmęczył i to naprawdę bardzo mi pomogło.

Jak czułaś się mentalnie przed takim meczem?

To był mój drugi finał, poprzednio (WTA Tokio 2015 z Yaniną Wickmayer – przyp. red.) przegrałam w trzech setach więc tym razem chciałam po prostu walczyć do samego końca i chciałam, abym to ja była tą osobą która ma inicjatywę w meczu, która zmienia kierunki i jest bardziej agresywna. Cieszę się, że na samym końcu to mi się udało, bo cały mecz właściwie szukałam takiego rytmu, którego jakoś nie mogłam znaleźć. Ten mecz nie był jakiś piękny, czy komfortowy, ale cieszę się, że udało się to wszystko zakończyć naprawdę niezłym tenisem, bo te ostatnie trzy gemy były naprawdę niezłe w moim wykonaniu.

Jak ważny jest dla Ciebie, patrząc przekrojowo na całą twoją karierę, ten tytuł?

Bardzo ważny, chyba najważniejszy w karierze. Czekałam na to tyle lat, zajęło mi to tyle czasu żeby dojść tutaj gdzie teraz jestem i wygrać ten turniej. Tym bardziej, że to był akurat turniej w którym byłam w eliminacjach więc tym bardziej ta droga wydawała się dużo dalsza, ale te mecze w eliminacjach bardzo dużo mi dały. Dodały mi pewności siebie i właściwie z meczu na mecz byłam coraz spokojniejsza i czułam się komfortowo na korcie. Także fizycznie, nie wiem jak, ale jakimś sposobem to wytrzymałam i dzięki temu wszystko wydawało mi się być w moim zasięgu. Jestem jak najbardziej przekonana i już od dawna byłam przekonana o tym, że jestem w stanie wygrywać te turnieje, co w końcu udowodniliśmy. Właściwie cały team udowodnił sobie, że robią dobrą robotę i jesteśmy na dobrej drodze. Po prostu trzeba w to wszystko wierzyć i kontynuować.

Takie sukcesy powinno się świętować, ale chyba jednak nie tym razem, bo teraz US Open?

Dokładnie, nie będzie dużego świętowania (śmiech). Nie ma na to czasu, bo trzeba się za chwilę skupić na kolejnym turnieju. Ale takie też jest życie tenisisty i trzeba się tego nauczyć. To też będzie moja kolejna nowa sytuacja (śmiech). Ale na pewno bardzo miła sytuacja, więc myślę, że się w niej odnajdę i po prostu zjemy fajną kolację i będziemy mieć dzień wolny. I to będzie na tyle (śmiech).

Jak duże znaczenie ma dla Ciebie to, że wygrywasz turniej akurat poprzedzający wielkoszlemowy US Open? Czujesz, że twoja pewność siebie jest na innym poziomie?

Na pewno, ma to duże znaczenie. Ale oczywiście to wszystko było też okupione bardzo dużym wysiłkiem, emocjami i wieloma innymi rzeczami, ale ja podchodzę do tego spokojnie. Oczywiście ważne co będzie na US Open, ale my patrzymy długofalowo. Wszyscy wykonujemy bardzo ciężką pracę i to jest dla nas znak, że jesteśmy na dobrej drodze, ale też dostaliśmy nagrodę za cały ten rok. Właściwie półtora roku ciężkiej pracy, a z innymi osobami jeszcze dłużej, bo przecież z Izo to już w ogóle pięć lat. On zawsze we mnie wierzył i to jeszcze wtedy, gdy byłam w trzeciej setce rankingu. To naprawdę ogromna nagroda dla wszystkich, którzy mi pomogli.

To teraz US Open. Można powiedzieć, że obszedł się z Tobą łaskawiej, bo nie ma ani Karoliny Pliskovej, ani Sereny Williams.

Powiedzmy, że tym razem dostałam troszkę lepsze losowanie w I rundzie, to racja. Ale oczywiście to będzie trudny mecz i będziemy się do niego jak najlepiej przygotowywać, bo Astra Sharma jest rzeczywiście bardzo niebezpieczną dziewczyną, która potrafi naprawdę bardzo dobrze serwować. Na pewno to nie będzie dla mnie łatwy mecz, tym bardziej, że mam tak mało czasu wolnego. Tylko jeden dzień. Aby naprawdę wgrać się w korty US Open to na pewno niewiele, ale jesteśmy bardzo pozytywnej myśli i myślę że to, że ostatnio z nią przegrałam będzie dla mnie ogromną motywacją do tego, żeby się odegrać.

To życzę miłego, choć krótkiego, świętowania!

Dzięki!

 

Rozmawiał: Piotr Dąbrowski