Po najlepszym sezonie w swojej karierze Jasmine Paolini wciąż nie może uwierzyć w swoją niesamowitą passę, w której dotarła do finału French Open i Wimbledonu.
Włoska supergwiazda rozpoczęła sezon 2024 od tytułu w Doha, największego tytułu singlowego w jej karierze. Następnie w ciągu kilku tygodni dotarła do finałów French Open i Wimbledonu, przegrywając odpowiednio z broniącą tytułu Igą Świątek i byłą mistrzynią Rolanda Garrosa, Barborą Krejcikovą.
To było surrealistyczne doświadczenie, mówi Paolini
28-latka wykorzystała swój impet do końca roku, kończąc na najwyższym w karierze rankingu nr 4 na świecie. Co więcej, zakwalifikowała się do kończących rok finałów WTA, a kilka tygodni później poprowadziła Włochy do tytułu Billie Jean King Cup.
W wywiadzie dla Sky Sport Italy Paolini zastanawiała się nad swoim nastawieniem podczas obu finałów Wielkiego Szlema. Włoszka przyznała, że bardziej zapadł jej w pamięć finał SW19 i ujawniła, że wciąż jest pod wrażeniem tego momentu.
„Próbowałam uświadomić sobie, gdzie jestem i w jakim momencie żyję, ponieważ szczerze mówiąc, zawsze oglądałam finały Wimbledonu w telewizji, wydawało mi się to bardzo odległą rzeczywistością” – powiedziała Paolini. „Kiedy tam byłem, starałem się powiedzieć sobie, aby zdać sobie sprawę z tego, jaki to był moment i cieszyć się nim w pełni. Widziałem Serenę [Williams], [Rogera] Federera, [Rafaela] Nadala, [Novaka] Djokovica, [Marię] Sharapovą. Bycie tam osobiście miało na mnie duży wpływ. Szczerze mówiąc, nadal nie wydaje mi się to zbyt realne”
Artykuł wygenerowany na podstawie wyników oraz informacji udostępnionych przez Google News













