Maciej Ryszczuk: Jestem niesamowicie dumny z Igi!

5219
Iga Świątek Instagram

Trener przygotowania fizycznego Igi Świątek Maciej Ryszczuk opowiada o tym, jak dumny jest, że jego podopieczna wytrzymała trudy turnieju wielkoszlemowego i swoją ciężką pracą zapracowała na tytuł na kortach przy Church Road.

 

Gdzie dokonaliście tych najbardziej kluczowych zmian, które przyniosły takie owoce na trawie?

Tak naprawdę to nie było żadnych dużych zmian, więc gdybym wiedział, jaki to był element, który to odpalił, to bym to sobie zapisał i byśmy to robili zawsze. Po prostu mieliśmy troszeczkę więcej czasu na bardzo mocną pracę i myślę, że kluczem było to, żeby sama Iga po prostu wierzyła w to, że jest w stanie to zrobić na trawie… i tyle. Bo ta gra i przygotowanie było od zawsze w niej. Już też z poprzednimi trenerami potrafiła pokazać, jak super gra na trawie, więc po prostu to wiara w siebie i w tę swoją grę.

A jeżeli chodzi o tę pracę, którą wykonaliście na Majorce?

Dzięki np. gumom oporowym dajemy większy bodziec na konkretną pracę mięśni w danym wzorcu ruchowym. To pozwoliło wejść na inny bodziec ? więcej dynamiki. Staraliśmy się zrobić na trawie więcej pracy nad umiejętnością wyhamowania bez doślizgów… i tyle. Mieliśmy czas, żeby docisnąć, i to było kluczowe. W poprzednich latach po prostu tego czasu nie było. Choćbyśmy chcieli, to wszystkie znaki mówiły, że nie możemy tego zrobić, bo fizycznie źle by się to skończyło pod koniec sezonu.

Czyli paradoksalnie to, że sezon tak się dla Igi układał?

Myślę, że na pewno odegrało to jedną z kluczowych ról. Iga potrzebowała sama zobaczyć, że jest w stanie dobrze grać na trawie – i to była w stanie zobaczyć już na Majorce, a później w Bad Hamburg. Paradoksalnie miało to wpływ.

Maćku, a teraz odpoczynek?

Tak, około pięciu dni trzymamy się z dala od kortów, od tenisa. Jak się uda… to i od siebie. Nie, żartuję oczywiście, ale daleko od tego, co robimy na co dzień. I fizycznie, i mentalnie to nam potrzebne.

Powiedz o tym słynnym pasztecie, który wrzuciłeś Idze.

Na kortach treningowych zawodnikom zadawano pytania o ulubiony cheat meal. Iga powiedziała „Pad Thai”, media przetłumaczyły to jako „pasztet”. Więc stwierdziłem, że jak wygra – dostanie „swój” cheat meal. Czyli najlepszy polski pasztet.

A makaron z truskawkami i jogurtem?

Nie ma w tym nic złego. Od najmłodszych lat to uwielbiałem ? w przedszkolu, w szkole, na stołówce. Moja mama mi robiła . Ze śmietaną, z jogurtem, trochę cukru ? to dobry, piękny posiłek.

Czego ty się o sobie dowiedziałeś po tym turnieju?
Że są jeszcze rzeczy, które potrafią mnie w tej pracy zaskoczyć. Bo nie spodziewaliśmy się aż takiego przejścia przez turniej. Zawsze wierzymy, że Iga może wygrać ? ale to, co zrobiła tutaj, było niespodziewane.

Ale doświadczenie zaprocentuje?

Każde takie przejście przez turniej daje dużo wiedzy na przyszłość.

A Kasia Kawa? Ostatnio odniosła niesamowity sukces, była w finale 125. Od jakiegoś czasu pracujecie razem.

Bardzo się cieszę, jestem dumny z Kasi. Robi progres pod okiem Maćka Domki i przy mojej współpracy. Głównie pracujemy zdalnie, ale Kasia jest bardzo pokorna, słucha, czuje, że to procentuje. Mimo doświadczenia na korcie, cały czas się rozwija. Super, jestem mega zadowolony.

Czy są punkty wspólne między Kasią a Igą w treningu?

To trochę inne jednostki. Kasia potrzebuje innych rzeczy, innych bodźców niż Iga, inaczej układamy plan. Ma też więcej lat na korcie, więc podejście musi być inne.

Rozmawiał i notował: Piotr Dąbrowski

 

Poprzedni artykułHamburg 2025 Najważniejsze wydarzenia dzień 3
Następny artykułAlan Ważny najlepszy w deblu juniorów!