Iga Świątek: Ręce mi się trzęsły

Z czołową polską tenisistą i uczestniczką turnieju głównego Australian Open Igą Świątek rozmawiamy o tym, jak odnaleźć się w świecie wielkiego tenisa.

Ręce Ci się trochę trzęsły?

Szczerze mówiąc ręce mi się trochę trzęsły. Ale to raczej nie z emocji, ale po prostu z gorąca, które było na korcie. Jestem bardzo podekscytowana i cieszę się, że w ogóle mogę tu być. Mogę zobaczyć, jak to wszystko wygląda, jak się jest pro zawodnikiem i mam nadzieję, że będę mogła tutaj dalej wygrywać i zostanę na dłużej.

Pierwsza runda chyba była najtrudniejsza?

Jak zobaczyłam losowanie, to wiedziałam, że mecz z Olgą będzie na tyle wymagający, że muszę się skupić tylko i wyłącznie na nim. W pierwszym secie Olga w ogóle nie dała mi żadnego pola do manewru. Generalnie strzelała już od drugiej piłki w punkcie i jej to wchodziło, więc ciężko było cokolwiek z tego zrobić. Ale wiadomo, że zawodnik nie jest w stanie utrzymać takiego poziomu gry przez cały czas, więc trochę to było tak, że cierpliwie czekałam aż siądzie jej koncentracja i zacznie trochę więcej psuć i myślę, że dobrze wykorzystałam ten moment w drugim secie. Obie bardzo przeżywałyśmy ten mecz, bo to był właściwie nasz piąty, bo obie jesteśmy w tym samym wieku, więc właściwie się czułam, jakbym grała turniej juniorski. Mimo wszystko, nawet jak nie chcemy, to myślę, że porównujemy się do siebie i tego jaki, która zrobiła postęp. Pamiętam, jak grałyśmy na Wimbledonie w 2016 roku. Wtedy grałyśmy trzy sety i chyba skończyło się na 9:7, a przy po sześć nie zdawałam sobie sprawy, że my gramy jeszcze na gemy i byłam trochę zła, bo miałam wrażenie, że jakby był tie-break to miałabym większe szanse. Ale na pewno przez ponad dwa lata nauczyłam się bardzo dużo i czuję się dziś o wiele lepiej grając na takim obiekcie. Ten mecz wymagał bardzo dużo siły mentalnej od obu stron i cieszę się, że to decydujące spotkanie udało się wygrać.

Czujesz już, że jesteś uczestniczką ?dorosłego? turnieju wielkoszlemowego?

Największą różnicę odczuwam w tym, jak to wszystko jest zorganizowane i z czego możemy korzystać, bo nawet mamy takie fotele, które same masują (śmiech), więc to jest naprawdę świetne. W juniorach to trochę wyglądało tak, że mniej uwagi nam poświęcano, ale wiem, że trzeba było na to zapracować. Zaczynając turnieje WTA muszę od nowa wszystko poznawać i budować sobie pozycję. W Auckland to było wspaniałe uczucie, bo przechodziłam wszystkie kursy WTA, gdzie bardzo dużo się dowiedziałam o federacji i o tym jak ona funkcjonuje oraz jak jak mam w jej ramach funkcjonować. No i właśnie najfajniejsze uczucie z tego wszystkiego, to było to, że przynależę do grupy, że mam ?membership? i po prostu samo to było ekscytujące. Nawet to, że w Auckland przegrałam w III rundzie eliminacji to cała ta otoczka i to, jak opiekowali się mną nawet wtedy, kiedy przegrałam to sprawiło, że będę miała chyba sentyment do tego turnieju.

Podoba ci się atmosfera dorosłego Australian Open? Jak wspominasz juniorskie występy?

Generalnie bardzo lubię grać w Europie, bardziej niż na innych kontynentach. Australian Open szczerze nie wspominam tak kolorowo, nawet mimo tego finału juniorskiego debla. Przez cały czas, jak grałyśmy debla to obie z Mają Chwalińską nie czułyśmy do końca tego spotkania i to, że doszłyśmy do finału to myślę, że to był jakiś cud. Wtedy też byłam po Traralgonie, gdzie wygrałam singla i debla, więc byłam wykończona. Australian Open w sumie tak średnio wspominam, ale na pewno za rok będzie lepiej (śmiech).

Na Australian Open po raz pierwszy od dawna z powodów zdrowotnych nie ma z tobą trenerki przygotowania fizycznego Jolanty Rusin-Krzepoty.

Jesteś w szoku?

Całkowitym. Nie ma Teamu Świątek!

Dziwna sytuacja. Ale teraz zamiast trenerki Joli jest z nami Jason Israelshon. Jasona poznaliśmy dzięki temu, że Dawid Celt powiedział, że jakbym miała jakiś problem, to zawsze mogę się do niego zwrócić. Aż sama byłam w szoku, jak bardzo chętny był Jason żeby przyjść na korty. I do tego cały czas mówił o Agnieszce, jak dziwnie jest w Melbourne bez niej i opowiadał wiele śmiesznych historii. Naprawdę fajnie i bardzo się cieszę, że się poznaliśmy. Miałam drobny problem z kontuzją w Auckland, ale wtedy Jason właściwie uratował mi życie i go rozwiązał.

II runda i Aliona Bolsova była już nieco innym spotkaniem, niż to z Danilovic.

To prawda. W I secie bardzo trudno było ją przełamać. W drugim też, ale w drugim popełniła trochę więcej błędów i dlatego udało mi się go wygrać 6:2. Pierwszy set był naprawdę bardzo ciężki i właściwie w najważniejszych momentach serwowała tak, że nie byłam w stanie nic z tego zrobić, więc cieszę się, że skoncentrowałam się na tie-breaka i zdobyłam przewagę 4:0, z której było jej już bardzo ciężko wyjść.

Coaching bezpośrednio z kortu to dla Ciebie coś nowego?

Tak. Właściwie pierwszy raz spotykam się z takim czymś, że trener może “coachować” z ławki i może mówić cały czas, nawet pomiędzy punktami. W tym przypadku to się przydało, choć zazwyczaj staram się z tego nie korzystać, bo mimo wszystko wolę się skoncentrować na tym, co się dzieje na korcie. Wiem też, że zazwyczaj sama mam tyle pomysłów, że mogę znaleźć jakieś rozwiązanie. Zwykle to by mi przeszkadzało, ale to był taki dzień, gdzie naprawdę nie wiedziałam, co zrobić na returnie. Sierzput mi pomógł, dał mi trochę pewności siebie i powiedział, co mogę poprawić.

Wspaniała sprawa. Zagrasz w turnieju głównym wielkoszlemowego Australian Open. I to w pierwszym starcie w życiu!

Cel, czyli pokazanie się w turnieju głównym został spełniony. Nie ważne jaki będzie wynik, chcę zagrać zgodnie ze swoimi możliwościami. Po meczu zbyt dużo o tym nie myślałam. Jestem bardzo szczęśliwa, ale też za bardzo nie ogarniam co się dzieje wokół mnie. To jest dla mnie nowa sytuacja i teraz koncentruję się na tym, żeby nie stracić tej formy(śmiech). W tym ostatnim meczu najtrudniejszą rzeczą dla mnie było przestawienie się na inny rytm. Grając pierwsze dwie rundy eliminacji grałam z zawodniczkami, które mają bardzo szybką rękę. Grały tak szybko, że ja raczej byłam w defensywie, a tutaj grałam z zawodniczką, która zmieniała cały czas rytm, lubiła zagrać slajsa, do czego było bardzo ciężko się przyzwyczaić. Trzeba było użyć trochę innego stylu gry. Ale dobrze to zrobiłam. Teraz celem będzie wygranie pierwszego meczu. Wiem, że teraz nie ma na mnie żadnej presji, nie mam nic do udowadniania. Może będę miała tą przewagę nad przeciwniczką, że jestem nowa i zagram bez psychicznego obciążenia.

Weekend to?

Shopping, shopping, shopping. Czytanie książki i spanie(śmiech). Odcięcie się od tego wszystkiego i reset jest bardzo potrzebny. Ja generalnie się tym nie męczę, ale ile można spędzać czasu na obiekcie tenisowym (śmiech).

Rozmawiał w Melbourne: Piotr Dąbrowski