K-Swiss BigShot

k_swiss_bigshotMarka słabo dotychczas rozpoznawalna w Polsce, a wielka szkoda. Dlaczego? O tym poniżej.

Buty otrzymałem do testów dzięki uprzejmości sklepu sportclub.com.pl mimo, iż od razu zaznaczyłem, że nie będę wypisywał z tego tytułu dedykowanego marketingowego bełkotu. Podjęli wyzwanie i mogę powiedzieć, że dziś rozumiem dlaczego. But jest po prostu dobry.

Wrażenia wstępne: 5.0

Największą wadę tych butów widać (a w zasadzie czuć) już po otwarciu pudełka. Nie wiedzieć czemu tworzywa użyte do ich wykonania mają dość intensywny, niezmiernie lotny zapach. Rozczarował mnie również brak w zestawie torebki na buty do czego przyzwyczaiły mnie moje Wilson’y Trance’y. Niby torby takie są dorzucane do lepszych termobag’ów, ale… to torba na buty, więc mogłaby być z butami. I to by było na tyle, jeśli chodzi o wady.
Same buty już na pierwszy rzut oka robią wrażenie solidnych. Plastiki użyte do wykończenia są miękkie i nie sprawiają wrażenia jakby się zaraz miały połamać. Elementy tekstylne są porządnie zszyte i w trakcie eksploatacji nie przejawiały skłonności do przyjmowania mączki. Po kilku godzinach na korcie but prezentuje się nadal okazale w oryginalnej kolorystyce.
Jeśli chodzi o design – o gustach się nie dyskutuje, jednak na mnie ten but robi pozytywne wrażenie nie wyłażąc przed szereg, a jednocześnie jednoznacznie zaznaczając się w stroju.

Trakcja: 5.5

Moje pierwsze odczucia, kiedy zobaczyłem wzór bieżnika były mieszane. Do tej pory brak równomiernej jodły oznaczał, iż należy się spodziewać większych lub mniejszych kłopotów z przyczepnością. Jakimż zaskoczeniem było więc odkrycie, że ten but „chodzi” nie gorzej niż wysoko oceniany przeze mnie Trance Wilson’a. Co więcej bieżnik nie przejawia tendencji do zapychania się, więc zawsze możemy liczyć na równe, pewne trzymanie tak wertykalne jak horyzontalne względem siatki.

Stabilność: 6.0

Gdy doszedłem do tego punktu musiałem się dłużej zastanowić. Po prostu nie potrafiłem sobie przypomnieć ani jednej sytuacji, kiedy postawienie stopy przyprawiłoby mnie o szybsze bicie serca. Po prostu zawsze jest ok. Jak przejście w kapciach od stołu na fotel przed telewizorem. But zawsze stoi pewnie, a przy poruszaniu się wzdłuż linii końcowej daje akurat tyle uślizgu, aby nie skręcić kostki. Ogromny plus.

Waga: 5.5

Mimo, że w dłoni wyraźnie czuć jego masę, but zlewa się ze stopą i praktycznie nie czuje się jego ciężaru podczas poruszania się po korcie. Przy poruszaniu się bokiem but sprawia wrażenie dobrze wyważonego.

Wentylacja: 5.0

Jest nieźle, choć pamiętać należy, że jeśli but ma być trwały i dawać dużą stabilność, to siłą rzeczy gorzej będzie z wentylacją. W tym przypadku sądzę, że producent znalazł rozsądny kompromis i – o ile ktoś nie ma poważnych problemów z potliwością stóp – powinien być zadowolony. Warto też zwrócić uwagę, że o ile w Trance’ach dość szybko pojawił się charakterystyczny odorek, którego nawet pranie nie jest w stanie wyciągnąć, to w K-Swiss’ach wspomniany na początku plastikowy swądzik skutecznie wszystko maskuje. Może tak właśnie miało być? ;)

Trwałość: 6.0 (?)

Zanosi się na rekord, ale trudno na razie wyrokować. Po trzech tygodniach użytkowania buty po lekkim przetarciu z wierzchu ściereczką mogą śmiało udawać nowe. Czy tak samo będzie za rok – czas pokaże. Na razie nie ma mowy o żadnych sterczących niteczkach, nadszarpniętych lub niedobitych oczkach sznurowadeł czy niedoklejkach. Wszystko jak w K-Szwacarskim zegarku.

Wygoda: 5.5

Po pierwszym założeniu miałem mieszane uczucia, bo but lekko acz zdecydowanie ciągnął w swoją stronę. Obecnie stopa się przyzwyczaiła i przyznać trzeba, że czuje się w bucie jak ryba w wodzie. Jakość wykonania i użyte materiały sprawiają, że nic nie gniecie a jednocześnie zapewnione jest głębokie poczucie bezpieczeństwa. Mocna strona tych butów – dzięki komfortowemu, miękkiemu językowi – niezależnie od wysokości podbicia.
Warto zwrócić uwagę na specyficzną strukturę materiału w piętce buta, który ogranicza zsuwanie się. Pięta gładko wsuwa się w głąb, ale przy wysuwaniu materiał „stroszy się”. Dzięki temu but jest zawsze na właściwym miejscu.
Amortyzacja pięty i całej podeszwy – poprawna. Nawet po dłuższym graniu stopy nie wykazują odbić, pęcherzy ani otarć mimo, że zaryzykowałem zabawę w wilgotnych skarpetkach.

Ocena końcowa: 5.7

Bardzo silna propozycja, bezwzględnie warta bliższego zapoznania się z marką. Kiedy otrzymałem propozycję przetestowania tych butów, nic nie zapowiadało mojego rozstania w Wilson’em, a jednak Trance’y pójdą na dobre w odstawkę. BigShot’y robią wrażenie. Jestem „na tak”.

Skala ocen: 1-6

YogitheBear