Niezniszczalna, czyli Magda Linette

Z jedną z najlepszych polskich tenisistek Magdą Linette rozmawiamy o tym, jak ważne jest przygotowanie mentalne.

Mimo zaledwie 27 lat, po zakończeniu kariery przez Agnieszkę Radwańską, jesteś niejako liderką Polek w tegorocznym Roland Garros. Z turniejem masz z pewnością dobre wspomnienia, 2017 rok cały czas masz w pamięci?

Zupełnie tak się nie czuję (śmiech). Trochę brakuje nam wszystkim Agnieszki, zawsze to na niej skupiała się większość uwagi. Było o niej bardzo dużo i zawsze czekałyśmy na jej mecze. Jest nam przykro, że już nie będziemy jej oglądać. Mimo wszystko moja sytuacja zupełnie się nie zmienia. Cieszę się, że w tym roku losowałam troszkę lepiej w końcu. To nie jest ani pierwsza rozstawiona, ani Serena. Robię mniej więcej to samo, co każdego roku. Staram się częściej trenować trochę później, żeby korty były podobne do tych z czasu meczowego. Wszystko po staremu. W ogóle się nie czuję tą liderką.

Teraz masz trochę spokojniejszą głowę, niż w zeszłym roku, kiedy broniłaś punktów za III rundę?

Na pewno jest łatwiej. Już w samej Australii było o tyle łatwiej, że już byłam przygotowana na tą sytuację. Oczywiście szkoda, że miałam losowanie jakie miałam, ale i tak do samego meczu podeszłam dużo lepiej, już nie miałam na pewno tych samych odczuć co w zeszłym roku. Mimo, że byłam faworytką, to nie jest łatwa pozycja, to potrafiłam sobie z tym poradzić. Jestem faktycznie bardziej doświadczona.

Jak mentalnie podejść do tego, że na początku sezonu jest super, a następnie jest to pewnego rodzaju sinusoida.

To prawda. Wpływ na to miała trochę moja kontuzja na Pucharze Federacji. Jednak przerwało to moją passę, gdzie grałam bardzo dobrze. Czułam się pewnie i tutaj musiałam zrobić przerwę. Do Indian Wells pojechałam mając tylko jeden trening, tak to w ogóle nie trenowałam. Wyleciałam tam trochę na żywca, potrenowałam faktycznie tydzień i na szczęście grałam w turnieju głównym. Fizycznie też nie byłam na to wszystko gotowa. Nie byłam przygotowana na tak trudny pojedynek, a po meczu z Petrą byłam naprawdę bardzo zmęczona, bo moje ciało to wszystko odczuło. Zrobiłam sobie krótką przerwę, w końcu te stopy nie pozwalały mi praktycznie na nic. Ani nie mogłam nic siłowego robić, ani wytrzymałościowego. Wtedy trochę moja fizyczność spadła i musiało trochę minąć czasu, żeby to odbudować. Te mecze też nie były najgorsze, ten z Petrą Martic też był całkiem fajny. Na ziemi gra fantastycznie, a to było naprawdę dobre spotkanie. Później był drobny spadek, ale wydaje mi się, że to bardziej wina tego, że sporo podróżuję i być może czasem kiedy nie idzie, to trochę zbyt często szukam kolejnych punktów.

Przed sezonem miałaś w planach ograniczyć ilość startów. Nie ma się jednak czemu dziwić. Trzeba gonić, żeby te punkty zdobywać.

Jasne, ale trochę nam się pozmieniało, bo ja faktycznie miałam takie plany. Właśnie z powodu kontuzji po Pucharze Federacji musieliśmy parę rzeczy pozmieniać. Chciałam od razu po Miami wracać do Polski, chciałam zagrać Dubaj, Indian Wells i Miami, ale przedłużyłam ten wyjazd o Charleston i Bogotę. Faktycznie, miałam świadomość tego, że punkty mi spadają. Chcę nie tylko utrzymać się na miejscu, ale przede wszystkim piąć w górę rankingu WTA, nie chcę być gdzieś na pograniczu setki. Na szczęście teraz zdrowotnie już wszystko jest dobrze, nie mam niczego poważnego. Na to co się wydarzy też nie mam w stu procentach wpływu, bo to zależy także od tego jak zagra przeciwnik, ale myślę, że jestem bardzo dobrze przygotowana fizycznie i tenisowo. Te ostatnie przegrane były tym bardziej bolesne, że faktycznie grałam dobry tenis i po prostu nie udało mi się dokończyć tych meczów, a za każdym razem grałam naprawdę nieźle. Myślę, że to się w końcu po prostu odmieni.

Niby dużo się na Roland Garros pozmieniało, ale wciąż są straszne tłumy, a kompleks wciąż jest kompaktowy.

Dla mnie teraz jest to naprawdę fajnie zrobione. Zmienili nam również szatnię i niestety pierwszego dnia zalałam całą szatnię, bo weszłam do złego prysznica, który nie działał. Teraz jest już tam wszystko zamknięte, ale naprawdę zmiany mogą robić wrażenie. Kiedyś trzeba było się bardzo mocno przepychać przez kibiców, a teraz możemy spokojnie przejść tunelem podziemnym. Łatwiej nam teraz przechodzić z kortu na kort, bo wcześniej mimo że lubimy być między ludźmi to to było problematyczne, jak się spieszyliśmy gdzieś na treningi, albo musieliśmy gdzieś przechodzić. To było odrobinę problematyczne. Choć wiadomo, że osoby takie jak ja, czy inni z niższym rankingiem nie mamy zbytnio żadnej eskorty, więc to też nie jest takie w stu procentach komfortowe. Trzeba czasami, zwłaszcza po meczach, kiedy chcemy przejść z powrotem do szatni. Teraz wygląda to naprawdę dobrze.

Paryż przyciąga?

Oczywiście, to jest Paryż (śmiech).

Czujesz, że się zmieniłaś?

Zmieniłam swoje nastawienie. Przeniosłam mój stres na bardziej agresywniejszą grę. Nie latam teraz aż tak dużo, bardzo dużo czasu poświęcam na odpoczynek. Zwracamy bardzo mocno uwagę na to, żebym spała jak najwięcej. Staram się być coraz bardziej agresywna. Mam bardzo dobre wyczucie kiedy pójść do siatki i całkiem komfortowo się tam czuję, mimo że nie zawsze mi to wychodzi. Na treningach bardzo mocno nad tym pracujemy, chcemy żebym była agresywniejsza, bo nie jestem na tyle, przynajmniej tak mi się wydaje, fizycznie mocna, żeby biegać poza kortem i też nie czułabym się dobrze żerując na błędach przeciwnika. Chce tworzyć swoje akcje, ja chcę dyktować warunki na korcie. Są mecze, kiedy to jeszcze nie wychodzi, ale w tym roku zagrałam parę fajnych meczów. Nie wszystkie udało mi się niestety zagrać równo. I w zeszłym roku i w tym roku to same trzysetówki praktycznie, więc serce bardzo boli, bo cały czas walczyłam i za każdym razem było blisko. Nie czułam, żebym grała bardzo źle, to czasami był po prostu jeden słabszy gem, tak jak wtedy z Alize Cornet. Ten cały mecz był naprawdę na bardzo wysokim poziomie. Trochę brakowało nagrody za wysiłek, za pracę i to nie było oczywiście łatwe, ale po prostu wstawaliśmy kolejnego dnia, trenowaliśmy i mam nadzieję, że wyniki będą lepsze z każdym turniejem. Uważam, że idziemy w bardzo dobrym kierunku, bo wiele elementów mocno poprawiłam i myślę, że było to widać na korcie. Nie wiemy nigdy, kiedy to będzie przełomowy mecz. Dopiero po jakimś czasie widzimy, czy to faktycznie był ten mecz przełomowy, czy nie. Myślę, że nawet jeżeli zapytalibyśmy się Bianki Andreescu, której mecz był przełomowy, nie byłaby w stanie tak naprawdę odpowiedzieć. Zdecydowanie nie powiedziałabym, że stoję w jednym miejscu, tym bardziej, że cały tour ulega ciągłemu rozwojowi, średnio co pięć procent. Każdy z nas poprawia się z dnia na dzień, więc chociaż by żeby utrzymać tą samą pozycję rankingową musimy być lepszymi zawodniczkami. To nie jest tak, że będąc w setce ja stoję w miejscu. Po prostu każda z nas się polepsza i czasami trzeba się polepszyć więcej niż inne dziewczyn, co też nie jest proste.

Nie masz jednak łatwego życia. W tourze jest bardzo dużo silnie bijących dziewczyn, co z pewnością nie ułatwia ci zadania.

Fakt faktem, nie jestem osobą, która jest bardzo silna z natury. Więc bardzo dużo faktycznie muszę poświęcać swojej fizyczności. Czasami korty pomagają mi w mojej grze. Ja staram się być agresywna, ale jak widać nie potrafię uderzyć tak mocno, jak Sabalenka,czy inne dziewczyny. Nie mam tego po prostu w naturze, więc czasami te korty mi pomagają. Na kortach ziemnych każdy turniej jest trochę inny, każda ziemia jest inaczej nasypana. Jeżeli jest to ziemia wolna, taka jaka była w Rabacie, to od razu widać, że piłki nie mają takiej siły rażenia, jak np. miały te korty w Madrycie, gdzie wygrałam pierwszego seta 6:1 z Potapovą. Mimo zatrucia pokarmowego, więc było widać, że to też jest bardzo różnie, bo te korty się po prostu bardzo różnią. Dużo bardziej od kortów twardych. Np. może spaść deszcz i w pierwszej części meczu będzie inny kort i będzie trochę inny tenis, piłki będą wolniejsze, a że moje piłki nie mają aż takiej siły rażenia więc ja też będzie musiała zmienić swoją grę.

Jak wygląda obecnie Twój proces regeneracji?

Nie latam teraz aż tak dużo i sporo czasu poświęcam na odpoczynek. Zwracamy bardzo mocno uwagę na to, żebym spała jak najwięcej. Czasami się zdarzało, że robiłam jakieś moje zadania do college’u bo myślałam, że dam radę. Trzy lata temu spanie 7-8 godzin nie było problematyczne, a teraz jeżeli mam gdzieś treningi i robię jeszcze jakieś zadania i mam lot, to wychodzi, że mój organizm męczy się trochę szybciej, nie mam już 22 lat. Ja na to patrzę realistycznie, ale to nie jest tak, że się rozsypuję (śmiech). Muszę troszkę bardziej uważać i bardziej troszczyć się o to, jak wypoczywam. Dziś w tenisie jest tak wielka wiedza, że to co dziewczyny robią w wieku 12-13 lat to ja zaczęłam robić dopiero trzy lata temu. To jest ogromna różnica i to w tej najważniejszej fazie, kiedy one dorastają. Wtedy następuje spory skok: wzrost ciała itp. Mają teraz naprawdę fajne możliwości. I kosztem tańszym, niż było to kiedykolwiek dla mnie, bo ja nawet nie wiedziałam o wielu rzeczach. Nawet głupi roller, który dziś jest podstawą, wiadomo, wszyscy wszędzie się rollują, my też zaczęliśmy to robić, ale dopiero 5-6 lat temu. A to trochę to wszystko zmienia. Dziś jest bardzo dużo możliwości i dużo rodziców widziało, jak kształtowały się kariery tych najlepszych: Marii Szarapovej, Sereny itd. Wyobrażają sobie, że w takim razie ich dzieci też są w stanie mieć takie fantastyczne kariery. Żeby to osiągnąć próbują na przykład wyjechać do Stanów, jak Amanda Anisimova, czy inne dziewczyny. Widać po nich, że są wyszkolone od małego na naprawdę najwyższym poziomie. Ja trochę żałuję, że nie grałam pięć lat temu, tak jak gram teraz. Ale cóż, jest jak jest. Faktycznie tenis jest coraz cięższy i coraz bardziej fizyczny, więc coraz więcej dziewczyn jest w stanie grać na tym najwyższym poziomie. I teraz wychodzi która z nas jest silniejsza mentalnie, albo potrafi zagrać lepiej dane uderzenie. Ale gdy idziemy na treningi to każda z każdą może wygrać w dzisiejszych czasach, więc to nie jest tak, że kiedyś było łatwiej, czy dziś jest łatwiej się przebić, bo jest znacznie większa wiedza, ale jest po prostu strasznie dużo dziewczyn grających na wysokim poziomie.

Przeszłaś długą drogę. Wiele się u Ciebie zmieniło.

Przede wszystkim, jak ja miałam 20 lat to byłam w troszkę innym miejscu w karierze. Miałam trochę inne środki. Trenowałam, miałam inne osoby wokół siebie i inną wiedzę. Szkoda, że nie miałam takiej wiedzy, jak dzisiaj. Ta regeneracja, czy moje przygotowania wychodzą właśnie teraz, że nie zawsze jestem zdrowotnie gotowa na sto procent. Dzisiaj jestem na pewno dużo mądrzejsza, mam dużo więcej osób wokół siebie, którzy wprowadzają moje przygotowania na kolejny poziom. Dziś dużo lepiej znamy moje ciało i moje nawyki. Ten team jest ze mną bardzo zżyty i mam naprawdę fajnych ludzi. To wszystko ja sama sobie teraz stworzyłam. A akurat w wieku 20 lat miałam kryzys i jeździłam po ITF-ach, czyli zupełnie coś innego. Nie miałam wtedy fizjoterapeuty (Aleksander Trzciński ? przyp. red.), a mój trener od przygotowania fizycznego nie jeździł ze mną, to nie jest tak, że codziennie coś tam robiłam. I wielka szkoda, bo to właśnie wtedy był czas, żebym robiła dużo fizycznych ćwiczeń, bo wtedy mogłam pracować i mogłam to wszystko wytrzymać, a dzisiaj powoli muszę na wszystko uważać i dużo odpoczywać. Niby uczymy się na własnych błędach, ale w tenisie chciałoby się wszystko wcześniej. Mimo wszystko wszyscy zawsze bardziej zachwalają młode osoby niż zawodników, którzy trochę później dochodzą do dobrych wyników, bo mimo wszystko to jest po prostu biznes. Każdy poznaje siebie, a ja cieszę się, że mam taką okazję, że gram na tym najwyższym poziomie i mimo że to nie jest aż tak wcześnie jak chciałam, bo przecież już w wieku osiemnastu lat dawałam znaki, że potrafię dobrze grać w tenisa, ale cieszę się, że jestem tu już czwarty, czy piąty rok i mam nadzieję, że kolejne pięć lat tutaj zagoszczę.

Udało Ci się już poznać samą siebie, czy to będzie trwało całą karierę?

Myślę, że całe życie siebie poznajemy i bardzo denerwujące jest to, że doszliśmy do jakiegoś poziomu, widzimy jakiś problem i go zniwelowaliśmy, a tu nagle pojawia się nowy problem. I myślimy wtedy: ?Boże, kiedy to się w końcu skończy!?. Ale tak nie jest, całe życie się poznajemy. Za każdym razem mamy nowe etapy w życiu, nowe zadania i challenge, jak to się dzisiaj mówi. Ja tak samo staram się wraz z moim teamem cały czas rozwijać i dlatego Mark do nas doszedł i teraz myślę, że widać tą zmianę. I w grze i na pewno mentalnie. To wszystko pokazuje jak wiele dziewczyn jest dzisiaj na najwyższym światowym poziomie. Ktoś może być 60-70, albo nawet poza setką i jak taka Andreescu może nagle wygrać Indian Wells. To pokazuje, jak to wszystko jest z jednej strony blisko, a z drugiej jak jest ciężko, bo każdy mecz jest trudny, nawet w tych mniejszych turniejach, na bocznych kortach. Każda dziewczyna bardzo ciężko pracuje i jeździ ze swoim teamem, ma sponsorów. Każda z nich chce wygrać i po prostu wyszarpie tą wygraną za wszelką cenę. Każdy mecz na prawie że każdym poziomie, zaczynając od ITF-ów, nawet dwudziestek piątek to każde spotkanie jest bardzo trudne. I nawet jeżeli wynik może się wydawać prosty, to nigdy nie jest to łatwy mecz. Zawsze trzeba to dobrze mentalnie poprowadzić.

Mecz z Halep był tym z kategorii najtrudniejszych z trudnych.

Na początku pierwszego seta troszkę byłam spięta, nie grałam aż tak agresywnie, jak wtedy kiedy nagle zaczęłam grać od 5:3. Jednak moje piłki były wtedy dużo agresywniejsze, zaczęłam dyktować warunki, dużo bardziej znajdowałam kąty, które trzeba było. A w tym pierwszym secie miałam i zepsute drive-volleye i takie piłki, które powinnam zaatakować, pójść w kort i wejść z intencją żebym miała jeszcze jedną i jeszcze jedną piłkę. Ale wiadomo, jak Simona tak dobiega i odgrywa, to czasem człowiek zaczyna być po prostu nieco bardziej nerwowy i przestrzela te piłki, tak jak mi się to zdarzyło w pierwszym secie. Troszkę mam do siebie wyrzutów za tego pierwszego seta, bo jeszcze wtedy byłam świeża, miałam dużo siły i energii no i na pewno parę punktów mogłam zagrać trochę dokładniej i trochę cierpliwiej. W trzecim secie też było mi ciężko, zaczęłam trochę słabiej widzieć. Zaczęłam być spóźniona i nie czułam się aż tak pewnie na tych uderzeniach. Ale na pewno to też jest większe doświadczenie, bo nie grałam wiele takich meczów na takim poziomie, gdzie widać, że zaczyna być nieco ciemniej, zaczynam też o tym trochę myśleć, a przeciwniczka jest do tego powiedzmy przyzwyczajona i widzi ten mój problem i chce to wykorzystać.

Meczów na tym najwyższym poziomie miałaś naprawdę sporo. Halep, Osaka, Pliskova. 

Co turniej wielkoszlemowy, oprócz Wimbledonu, to jestem na dużym korcie. Zaczynając od samego US Open. Te pierwsze mecze nie były aż tak dobre, bo ten z Karoliną Pliskovą był bardzo słaby, albo z Agnieszką nie był też taki, jak ja bym oczywiście oczekiwała. Był zacięty i trudny, ale oczywiście to były początki wielkiego grania, więc ja też byłam wtedy bardzo zestresowana, bo to było dla mnie coś innego, zupełnie nowego, a teraz zaczynam się do tego przyzwyczajać. To też mi pomaga, że czasami mogę potrenować z Karoliną Woźniacką, więc miałam okazję raz trenować na Suzanne Lenglen. Zawodnicy z wyższym rankingiem mają tą przewagę, że odbywają treningi na tych większych kortach. Ale i tak cieszę się, że wyszłam i zagrałam naprawdę przyzwoity, dobry mecz, na miarę swoich możliwości. Byłam blisko, postraszyłam Simonę, cieszę się z tego i mam nadzieję, że będę miała jeszcze okazję i po prostu stanę na wysokości zadania.

Mogłabyś powiedzieć coś więcej o swoich przygotowaniach taktycznych? Od dłuższego czasu masz ze sobą kartkę, gdzie masz spisane założenia na dany mecz.

Kartkę mam już od dwóch lat, praktycznie na każdym meczu. Faktycznie nie zawsze ją otwieram i czytam. Teraz zwłaszcza jeśli byłam blisko, czy dobrze mi szło, a czasami, jak ustalam jakąś taktykę i później się nie do końca z tym zgadzam to po prostu dlatego nie zawsze to czytam, bo czasami po prostu różne rzeczy wychodzą na korcie. Mieliśmy dzień praktycznie, mojemu trenerowi zajęło sporo czasu ustalenie strategii na ten mecz, bo było to bardzo trudne zadanie. Simona jest bardzo solidna, zwłaszcza na ziemi, gdzie naprawdę dobiega do piłek do których rzadko kto dobiega. I jeszcze tak odgrywa.

Z czego byłaś najbardziej niezadowolona?

Było widać, że mój return już nie był tak dobry, jak wcześniej. Byłam bardzo często spóźniona, kiedy ona zagrywała lepiej to nie byłam w stanie zaatakować, bo moja reakcja była spóźniona. Bardzo mi to przeszkadzało, nie wiem czy przegrałam przez to, że było ciemno, bo mam 27 lat i muszę sobie poradzić z takimi rzeczami. Ale na pewno ona to po prostu lepiej to wykorzystała. Wiedziała lepiej co zrobić i jak zachować się w tej sytuacji. Była dużo bardziej solidna, a ja zrywałam uderzenia i nie ustawiałam się aż tak dobrze. Tutaj wyszło, kto jest trzeci na świecie i ona potrafiła po prostu w tym trzecim secie zostać. Była solidna i silna mentalnie. Mimo wszystko zdawałam sobie sprawę, że nie jest w stanie mnie zmieść z kortu, ponieważ nie ma takiej siły rażenia. Ona bazuje na czymś zupełnie innym niż ja, chodziło jej bardziej o to, abym to ja się wystrzelała, więc to również było ważne, żebym to ja była również solidna. Ale wciąż próbowałam dyktować warunki, muszę przyznać, że było mi o tyle łatwiej, że te uderzenia faktycznie nie były aż takie mocne, jak Sereny Williams, czy Naomi Osaki. Ja jestem pozytywnie nastawiona po tym meczu, oczywiście. Cieszę się, że w końcu zagrałam mecz na miarę swoich możliwości. Jestem coraz bliżej i mam nadzieję, że uda mi się w końcu przechylić taki mecz na swoją korzyść. Cały czas wierzę, że mi się to uda. Jutro jest kolejny dzień, będę pracować i zobaczymy.

Podczas twojego meczu mogłaś doświadczyć pięknego dopingu.

Pierwszy raz w życiu tak mocno odczuwałam doping w moim kierunku i to było bardzo miłe, że ludzie zaczęli mi kibicować. W pewnym momencie miałam wrażenie, że ludzie są bardziej za mną, co było wzruszające. Nigdy mi się to nie zdarzyło. Za każdym razem, szczególnie jak grałam z Sereną, to wszyscy byli przeciwko mnie. Nawet jak grałam w Australii, to ludzie byli bardziej za Osaką. To było naprawdę bardzo miłe i czułam się bardzo fajnie w tej pozycji. Grałyśmy dobry tenis, więc kibicom się to podobało. Właśnie to jest taką największą nagrodą za pracę, że mimo że przegrałam, to ludzie przyszli, podobał im się mój mecz i cieszę się, że było to widowisko. Z jednej strony chce się wygrać takim mecz i to jest niedosyt, bo sport niestety jest taki, że bardziej faworyzuje zwycięzców. Nie ukrywajmy, przecież o to w tym wszystkim chodzi, cały koncept na tym polega. Cieszę się, że zagrałam dobry tenis i myślę, że jestem naprawdę na dobrej drodze. Wykonujemy dobrą robotę i myślę, że ten pomysł w mojej grze widać i właśnie to pokazują moje ostatnie mecze. Już nawet te wcześniejsze sygnalizowały, że gram na wysokim poziomie. Miałam może trochę pecha, ale gram naprawdę coraz lepiej i cieszę się, że powoli to się wszystko układa.

Porażki hartują, mobilizują, czy bardziej denerwują?

Jestem w takiej sytuacji, że ostatnie cztery porażki tak samo właściwie przyjmuję, bo mecz z Potapovą zaczęłam bardzo dobrze, miałam zatrucie pokarmowe dzień wcześniej, a mimo wszystko wygrałam z dziewczyną pierwszego seta 6:1 i w pierwszym gemie miałam przewagę, już odpuszczała i tak naprawdę jednak piłka zaważyła, że ten mecz przestał się układać po mojej stronie, a później zabrakło mi sił. Nie wiem ile osób jest w stanie zagrać trzysetowy mecz po zatruciu pokarmowym, ale mi było bardzo ciężko, tym bardziej z dziewczyną, która ewidentnie gra całkiem nieźle. To nie była osoba 400., tylko siedemdziesiąta. Później zagrałam bardzo dobry mecz z Alize, miałam dokładnie podobne odczucia, bo mecz był naprawdę na wysokim poziomie. Alize również nie oddała mi wiele i grała po prostu bardziej agresywnie. Ten mecz był zupełnie inny, bo ziemia w Rzymie jest zupełnie inna. Jest bardzo szybko i bardzo ślisko. Tam grałyśmy bardzo mocno, bardzo dużo winnerów, bardzo dużo błędów, ale też byłam z tego spotkania zadowolona i mój trener powiedział, że nie może mnie krytykować za minutę złego tenisa, bo dwie godziny naprawdę bardzo ciężko pracowałam, miałam po prostu spadek koncentracji przy swoim serwisie w jednym gemie. Podobnie było w Strasbourgu, widziałam, że gram całkiem nieźle, Rebecca była bardzo trudną dla mnie przeciwniczką, więc miałam dokładnie podobne odczucia. Wydaje mi się, że po prostu trzeba dalej być cierpliwym, dalej cieżko pracować, mieć jak najbardziej pozytywne nastawienie do tego wszystkiego i skupić się jak najbardziej na sobie, swojej pracy i moim teamie. Myślę, że to po prostu w dalszej części sezonu zaprocentuje. Ewidentnie widać, że jestem cały czas blisko, tylko brakuje małego czegoś, jedna, dwie piłki i myślę, że będzie dobrze. My wszystkie gramy bardzo podobnie, a różnice widać mentalne. Simona była dużo bardziej solidna pod tym względem pod sam koniec i to była ta różnica. To nie wychodziło z tego, czy ona gra lepiej w tenisa. Oczywiście to też, ale bardziej chodzi o to jak silna była w głowie i co sobie założyła i jak dobrze podczas tego, kiedy była zestresowana potrafiła z tego wyjść. A ja mimo wszystko popełniłam parę tych większych błędów i teraz muszę się zastanawiać, czy to doświadczenie, czy ktoś się z tym rodzi, czy to jest coś co można sobie wypracować. Jeżeli to jest coś, co można sobie wypracować, co wcale nie jest takie łatwe, bo to jest pewna cecha charakteru, a sami wiemy jak ciężko jest nam się zmienić. To jest możliwe, ale po prostu trzeba pracować nad tym bardzo ciężko. Grałam z trzecią na świecie, błędy były minimalne, ale mimo wszystko to świadczy o tym, że jestem blisko, ale jeszcze trochę brakuje.

 

Rozmawiał, opracował i notował w Paryżu: Piotr Dąbrowski