,,Zaatakuję i pokażę na co mnie stać” – Wywiad z Kamilem Majchrzakiem

Kamila Majchrzaka polskim kibicom tenisa przedstawiać nie trzeba. Z 20-latkiem z Piotrkowa Trybunalskiego od wielu lat wiązane są spore nadzieje. Z rozmowy dowiecie się jak Majchrzak podchodzi do rywalizacji deblowej, czemu ostatnie miesiące nie były dla niego najlepsze i jak ocenia ostatnie losowanie w Pucharze Davisa.

Szymon Adamski: Oglądałem w Poznaniu Twoje dwa deblowe mecze, w których każda partia rozpoczynała się od przełamania na korzyść Twoją i Mateusza Kowalczyka. Wymyśliłeś jakiś nowy i zabójczo-skuteczny sposób na mobilizację przed pojedynkiem?

Kamil Majchrzak: Mogę powiedzieć, że wymyśliliśmy, ponieważ zagraliśmy razem. Wychodziliśmy na kort bardzo skoncentrowani, od pierwszych piłek chcieliśmy uzyskać przełamanie i nam się to udawało.

– Występ w Poznaniu i awans do finału debla odbierasz jako sukces, czy wciąż pozostaje niedosyt po nieudanej przygodzie w singlu?

– Trzeba te wyniki rozdzielić i nie traktować ich jako całość. Niestety, zaczęło się od fatalnego meczu singlowego. Dotarciem do finału gry podwójnej zmazałem częściowo plamę na honorze.

– Spytałem się o to, ponieważ zastanawiam się, czy debel jest u Ciebie tylko dodatkiem do singla, czy do obu konkurencji podchodzisz z tym samym nastawieniem?

– Ostatnio troszeczkę się rozwinąłem, jeśli chodzi o debla. Naprawdę bardzo dobrze mi się gra, co potwierdzają wyniki. Wygrałem ITF-a w parze z Tomislavem Brkicem, teraz doszedłem do finału w Poznaniu. Partneruje mi Mateusz Kowalczyk, który jest światowej klasy deblistą. Przekazuje mi swoje doświadczenie, motywuje do lepszej gry i póki co wychodzi nam to bardzo dobrze. Tak naprawdę cały czas udoskonalam mój warsztat w grze podwójnej. Nie mogę powiedzieć, że odpuszczę debla, ale na pewno też nie zrezygnuję z singla.

– Zauważyłem, że dobierasz się w pary z tenisistami doświadczonymi. Grywasz też ze swoim trenerem. To efekt przypadku, czy rzeczywiście starasz się występować z zawodnikami, którzy będą Cię mogli wiele nauczyć i przekazać cenne wskazówki.

– Przy topowych deblistach uczę się różnych zachowań, których mi z reguły brakuje. Mój styl może nie jest typowo deblowy, ponieważ wolę stać na linii końcowej i stamtąd przebijać niż decydować się na akcje przy siatce. To właśnie przy Brkicu i Kowalczyku uczę się odpowiednich zachowań pod siatką. Obaj dają mi bardzo dobre lekcje. Uważam, że całkiem dobrze returnuję, co doskonale potrafią wykorzystać moi partnerzy. Podsumowując, mogę powiedzieć, że jestem na fali wznoszącej, jeśli chodzi o debla.

– Wspomnieliśmy już kilka razy o Tomislavie Brkicu z Bośni i Hercegowiny. Ma dopiero 26 lat, a wygrał już 22 turnieje w grze podwójnej. Faktycznie jest tak dobry, jak wskazywałyby na to liczby?

– Trochę mu jeszcze brakuje do tego poziomu, jaki prezentuje Mateusz Kowalczyk, który od wielu lat znajduje się w okolicach czołowej setki rankingu ATP. Tomislav też jest jednak bardzo dobrym deblistą, natomiast jego miejsce jest obecnie ciut dalsze.

– Występowałeś też wspólnie z Jakubem Ulczyńskim, czyli swoim trenerem. Porady dostawałeś już w trakcie gry? Chciałbym też żebyś opowiedział coś o meczu w turnieju ITF, który jak dobrze pamiętam wygraliście w około 30 minut.

– Nie było to zbyt wymagające spotkanie. Z trenerem gram bardziej dla zabawy, niż dla jakiegoś konkretnego wyniku. To jest zupełna nowość dla trenera, ponieważ nigdy wcześniej, jako zawodnik, nie startował w turniejach. Fajnie, że mógł zagrać i stanąć przed presją, przed którą ja stoję na co dzień. Dwukrotnie byliśmy blisko dojścia do półfinału i zdobycia punktów, ale niestety się nie udało. Zagranie ze swoim trenerem było bardzo fajną przygodą.

– W ostatnim czasie kilku młodych tenisistów z Polski przeprowadziło korekty w swoich sztabach. Czy w Twoim obozie pojawił się ktoś nowy?

– Nie, dalej współpracuję z Kubą Ulczyńskim. W tym roku zmieniłem tylko trenera od przygotowania fizycznego.

– Możesz coś więcej zdradzić na ten temat?

– Obecnie współpracuję z Mieczysławem Bogusławskim.

– W Poznaniu trenowałeś również z bratem i dziewczyną, która zakończyła już starty, czy wciąż będzie próbować?  

– Dziewczyna już niestety zakończyła swoje starty.

– A brat?

– Brat ma dopiero 11 lat, więc jest na początku swojej drogi. Staram się mu pomagać, choć nie jest to łatwe, gdyż na co dzień mieszkam w Łodzi, a mój brat, razem z rodziną, w Piotrkowie Trybunalskim. Jeśli tylko nadarzy się okazja, to staram się pograć z nim i przekazać wskazówki, które mu pomogą w lepszej grze.

– Rodzice mówią, że któryś z Was ma większy talent?

– Z reguły ten młodszy z braci jest zdolniejszy (śmiech)

– Czujesz zagrożenie (śmiech)

– Na pewno nie, zdecydowanie mu kibicuje i mam nadzieję, że kiedyś będzie jeszcze lepszy ode mnie. Wiem również z relacji rodziców, że gdy ja gram, on zaciska kciuki od pierwszego do ostatniego punktu.

– Wróćmy jednak do Ciebie i do początku sezonu, który nie był w Twoim wykonaniu najlepszy. Sprzed nosa uciekły Ci kwalifikacje do Roland Garros oraz występ w Grupie Światowej Pucharu Davisa.

– Co do kwalifikacji Rolanda Garrosa to byłem akurat dość daleko od możliwości występu w nich. Zdecydowanie bliżej byłem w Australii, gdzie znalazłem się na siódmym miejscu na liście oczekujących. Każdy tenisista dąży do występu w Wielkim Szlemie, jest to poniekąd marzenie każdego z nas. Mnie zabrakło siedmiu oczek. Z jednej strony było blisko, a z drugiej daleko. Nie pozostało mi nic innego jak poprawić ranking i dalej próbować. Co do Pucharu Davisa, to taka była decyzja kapitana i musiałem to przełknąć.

– Rozumiem, że furtka do reprezentacji wciąż jest otwarta i jesteś w kontakcie z kapitanem.

– Jestem cały czas gotowy na grę dla reprezentacji, więc nie ma żadnego problemu.

W takim razie zapytam się jak oceniasz losowanie, bo chyba zgodzisz się ze mną, że mogliśmy trafić na nieco słabszy zespół?

– Może i mogło być łatwiej, ale nie ma rzeczy niemożliwych. Mamy kilku dobrych tenisistów, szczególnie zaprawionych w bojach w Pucharze Davisa. Mobilizacja na pewno będzie maksymalna, a wynik jest sprawą otwartą.

– Po raz pierwszy od dawna zagramy na wyjeździe. Myślisz, że może mieć to znaczący wpływ na losy tej rywalizacji?

– W Niemczech mieszka wielu Polaków, kto wie, może będziemy czuli się jak u siebie? Ponadto nie mamy zbyt wielu turniejów w kraju, więc wszyscy są przyzwyczajeni do gry na wyjeździe.

– Przypomniały się życzenia, które nagrali Ci przyjaciele z okazji 20. urodzin. Hubert Hurkacz życzył Ci w nich kwalifikacji do Rolanda Garrosa i może dlatego utknęły mi one w pamięci. Dodał też, że postara się do Ciebie dołączyć w Nowym Jorku. Jak więc oceniasz szanse swoje i Huberta na występ w Nowym Jorku?

– Szczerze powiem, że nie do końca wiem, kiedy listy startowe się zamykają. Mnie może być trochę prościej niż Hubertowi, ponieważ jeszcze jestem ciut wyżej w rankingu ATP. Jeśli jednak będziemy grać swój najlepszy tenis, to w tym roku będzie jeszcze ciężko, ale na Australian Open możemy już się wybrać razem.

– Pierwsze kilka miesięcy 2016 roku było dość słabe w wykonaniu czołowych polskich tenisistów. Tobie przytrafił się mały dołek, Michał Przysiężny i Jerzy Janowicz walczyli z kontuzjami. Jest lipiec, a w 2016 roku Polacy pozostają bez choćby jednego zwycięstwa w turniejach głównych ATP. To przygniata, czy w ogóle o takich rzeczach nie myślisz?

– Żeby wygrywać w turniejach ATP, to muszę się najpierw do nich dostawać. Póki co na pewno nie jest to mój najlepszy sezon. Te pierwsze pół roku nie wygląda tak, jakbym chciał, żeby wyglądało. Problemy zaczęły się od wyjazdu w zeszłym roku do Ameryki Południowej, gdzie skręciłem kostkę. Pojechałem tam świetnie przygotowany fizycznie i kondycyjnie.

– To było zaraz po występie w challengerze w Maroku, gdzie dotarłeś aż do finału.

– Tak dokładnie, ale przytrafiła się taka smutna rzecz, co bardzo negatywnie wpłynęło na moją mentalność. Nie mogłem tego udźwignąć. Na kolejne turnieje jechałem już gorzej przygotowany, bo po skręceniu kostki nie miałem nawet jak chodzić, więc z Ameryki Południowej wróciłem bez punktów. Wróciłem do domu odpocząłem i zacząłem kolejny sezon przygotowawczy, ale przyszła kolejna kontuzja i cały grudzień, który dla tenisistów jest kluczowy w przygotowaniu do startów, musiałem poświęcić leczeniu. Ostatnimi czasy jest już jednak lepiej, choć może nie było tego widać w 1. rundzie challengera w Poznaniu.

– Wygrałeś za to niedawno dwa turnieje ITF Futures.

– Mierzę już nieco wyżej niż zwycięstwa we Futuresach. Zwycięstwa w tamtych turniejach nie są dla mnie wyznacznikiem wysokiej formy. Przede wszystkim chcę wrócić na poziom challengerowy, gdzie jest więcej punktów do zdobycia. Tutaj, w Poznaniu, się nie udało. Był to dla mnie pierwszy challenger od dłuższego czasu, więc powiedziałem sobie ?pierwsze koty za płoty i walczę dalej?.

– Dobre wyniki w challengeach możesz osiągać dzięki serwisowi, nad którym wydaję mi się, że w ostatnim czasie mocno pracowałeś. Po raz ostatni widziałem Cię na żywo podczas zeszłorocznego challenegera w Szczecinie i wydaje mi się, że od tamtego czasu znacznie poprawiłeś ten element.

– Z Kubą Ulczyńskim pracujemy nad tym, aby mój serwis był nie tyle szybszy, co żebym częściej nim trafiał. Założenia są takie, abym trzymał ,,jedynkę? w okolicach 60-65 procent. W ostatnich meczach udało mi się takie wyniki osiągać. Wydaje mi się, że jeszcze nigdy w życiu tak dobrze nie serwowałem, więc wszystko idzie w dobrym kierunku. Z trenerem od przygotowania fizycznego pracujemy nad tym, aby wszystkie części ciała odpowiedzialne za serwis wytrzymywały napór tego wszystkiego i to od dłuższego czasu dobrze wychodzi. Nie mam już kontuzji, więc liczę, że zaatakuję i pokażę na co mnie stać.