Nie mam problemu z moim ego – wywiad z Mariuszem Fyrstenbergiem

Wymienienie wszystkich sukcesów Mariusza Fyrstenberga nie jest proste. Co więcej, niemożliwe jest ich wypowiedzenie na jednym tchu. W bardzo dużym skrócie mowa o deblowym finaliście US Open, półfinaliście Australian Open, dwukrotnym ćwierćfinaliście Roland Garros. Do tego dołożyć należy dwa wielkoszlemowe ćwierćfinały w mikście, osiemnaście tytułów, sukcesy reprezentacyjne w Pucharze Davisa, a także osiągnięcie szóstego miejsca w rankingu deblowym ATP.

Po perypetiach zdrowotnych polski deblista wraca do walki o dorównanie tym wynikom. Na szczęście, w ubiegłym roku „Frycie” udało się uniknąć dłuższych absencji, plasując się w szóstej dziesiątce rankingu. Kibiców chce oczarować od startu nowego sezonu, występując razem z Andy’m Murray’em (Wielka Brytania).

To już tradycja, że w grudniu w Warszawie tenisiści spotykają się, żeby razem potrenować. Co właściwie robią poza tym, że się męczą?

– Męczą się. Jesteśmy starzy i już się bardzo męczymy. Tak naprawdę jest świetna atmosfera. Jest dziesięć osób, najlepsi polscy juniorzy, troszeczkę i my z Marcinem jako najstarsi. Jest to oczywiście potrzebne, bo nie dość, że trzymamy kontakt, to jeszcze trenujemy we własnym gronie, nabieramy pewności siebie. Trenujemy debla, więc młodzi na tym korzystają, ale i my czasami wychodzimy na singla, więc i my korzystamy. Jest to świetna inicjatywa, która już jest tradycją. Rzeczywiście, dużo walki na korcie, bo mamy pięć godzin walki, więc jest fajnie.

Czasami zdarza się też piłka nożna?

– Głownie o to się rozchodzi tak naprawdę (śmiech). Każdy interesuje się piłką nożną i każdy umie grać w piłkę nożną i to jest ważne.

Idąc w dalsze kulisy, jak to było z Andy’m Murray’em? Chodzą plotki, że połączyło was Fantasy League?

– Myślę, że tak. W związku z tym, że obaj jesteśmy fanami Premier League, to mamy wiele tematów do rozmów i w pewnym momencie zapytałem Andy?ego czy by nie zagrał razem w Doha i on powiedział, że tak. To trwało trzy sekundy, więc tu nie ma żadnej historii.

Słyszałem, że po jednym z meczów pod koniec sezonu w Chinach dostałeś pewną wiadomość od Murray’a. Czy to był zalążek do wspólnego występu?

– Ogólnie to jesteśmy w stałym kontakcie. Mamy w kilka osób grupowy chat. A co do Chin, to wygraliśmy z Carreno Bustą z „Chińczykami, ale Andy Murray nie mógł się powstrzymać i musiał napisać, że z Chińczykami w super tie breaku, gratuluję, świetna gra”. Wiadomo to było sarkastyczne. Zresztą ja bardzo lubię ten brytyjski humor i bardzo dobrze się w nim czuję.

Przechodząc już do samego sezonu to co będzie się działo po Doha?

– Po Katarze gram z Klizanem w Sydney, Australian Open i potem na pewno w Sofii. Później zobaczymy jaki ja będę miał ranking.

Jeżeli dobrze wam pójdzie to jest myśl o stałej współpracy czy jednak poszukiwania innego partnera? Być może ziści się to co mówiłeś w Szczecinie a propos gry z Colinem Flemingiem?

– Z Colinem niestety nie wyjdzie, bo on bardzo spadł w rankingu, więc we dwójkę nie łapalibyśmy się do turniejów. Z Martinem jest podobna sytuacja. On jest z kolei bardzo wysoko w rankingu, co pomaga, ale broni wielu punktów w Rotterdamie na początku sezonu. Myślę, że do Rotterdamu będziemy razem grać, a potem to może być problem. Mam nadzieję, że coś ugramy w Australii i nie będzie problemu. Jeżeli nie, to on może grubo spaść, więc ciężko mi mówić co będzie dalej.

Czyli można powiedzieć, że gdyby Polacy grali w Rotterdamie, to kciuki będziesz ściskał za Klizana?

– No tak, ma to sens (śmiech). Jeszcze nigdy z nim nie grałem, chociaż od trzech lat się umawiamy. Jakoś nie możemy podpisać kontraktu. Teraz się udało, może wyjdzie z tego fajna para deblowa. On był nagrzany na debla, a to jest też ważne, żeby singlista chciał.

Brałeś udział w zgrupowaniu kadry Davis Cup. Czy miałeś jakiś cichy sygnał od kapitana, że możesz być potrzebny drużynie w Bośni i Hercegowinie?

– Oczywiście, ja zawsze jestem dostępny. Wiadomo, że jak ktoś zagra słabiej lub złapie kontuzję, to zawsze chętnie zagram, bo Davis Cup jest fajnym przeżyciem i zawsze lubiłem w nim grać.

Trochę już Cię nie było na meczu Davisa.

– Akurat odpocząłem.

Jest tak, że liczysz na powołanie do Zenicy?

– Przede wszystkim patrzę w tym roku na siebie. Trochę brakuje mi rankingu i to jest dla mnie priorytet, ale jeżeli Radek zadzwoni, to polecę na skrzydłach.

Patrząc na kalendarz tenisowy mamy taki tydzień w lutym, że jedynym turniejem w Europie będzie challenger we Wrocławiu. Myślisz, że istnieje szansa, żeby polscy kibice mogli oglądać ciebie w hali Orbita?

– Zobaczymy. To jest przed Indian Wells, więc zobaczymy. Nie wiem, dopiero ty mi podrzuciłeś taki pomysł, więc nie wiem szczerze mówiąc. Jest to jakaś opcja. Nie mam problemu z moim ego, żeby grać challengery. Chcę zagrać w Australii i zobaczę jak tam pójdzie, bo jest tam bardzo dużo punktów do ugrania i może nie będę musiał grać już challengerów.