Nick Bollettieri: Radwańska potrzebuje czasu. Stać ją na wszystko!

Po zwycięstwie Agnieszki Radwańskiej nad Ailą Tomljanovic bardzo zainteresowany, a zarazem zaintrygowany świetną grą Polki był legendarny trener tenisowy i założyciel słynnej IMG Tennis Academy Nick Bollettieri. Z wielkim-małym Amerykaninem rozmawiamy o tym, jak bardzo tenis zmnienił się na przestrzeni ostatnich dekad, czego brakuje w grze Agnieszki Radwańskiej, oraz dlaczego Martina Navratilova powinna być konsultantką Polki w innym okresie.

 

Przed dwudziestoma laty na wimbledońskich koratch mogliśmy obserwować tenis mniej siłowy, bardziej techniczny, gdzie królował serve&volley. Nie tęskni Pan za tymi czasami?

Faktycznie, kiedyś znacznie bardziej istotna była technika, teraz dużą część roboty odwalają za tenisistów rakiety. Prawdą jest, że tak dużą zmianę stylu zawdzięczamy przede wszystkim rewolucji w sprzęcie. Kiedyś przecież graliśmy drewnianymi rakietami, od kiedy zmieniliśmy je na metalowe oczywistym stało się, że tenis od tej pory będzie siłowy i szybszy. Nie, na pewno nie. Teraz gra jest bardziej widowskowa, lepiej się ją ogląda.

 

Kiedyś znacznie mniejszą wagę przywiązywano do przygotowania kondycyjnego.

 

Jasne, kiedyś nawet Ci z czołówki nie za bardzo interesowali się co robić poza treningiem tenisowym. Zmieniły to dopiero lata 70, szczególnie u mężczyzn, ale też u np. Martiny (Narvatilovej – przyp. red.) Zauważyłbym jeszcze coś. Teraz wszystko jest na wysokim poziomie, w pełni profesjonalnie. Obecnie zawodnik ma wokół siebie cały sztab, kiedyś było to bardziej naturalne. Kiedyś zawodnicy stali dwa metry dalej od linii końcowej, stosowali różny uchwyt rakiet.

 

Obecnie tak mężczyźni, jak i kobiety coraz częściej są prawdziwymi atletami, wszechstronnymi sportowcami z wyżeźbionym ciałem. Czy sądzi Pan, że to właściwa droga?

 

Cóż…, faktycznie tenis staje się dyscypliną dla swego rodzaju robotów. Z drugiej strony tak dzieje się w całym sporcie, czy to koszykówka, czy futbol, wszuscy są coraz silniejsi i więksi. Tenis to bardzo aktywny, ruchliwy sport, więc jeżeli nie pracujesz ostro na siłowni, nie utrzymujesz ciała w dobrej formie, aby było odpowiednio wytrzymałe, a nogi wytrzymywały pięć setów, to jak chcesz grać na wysokim poziomie?

 

Co sądzi Pan o grze Agnieszki Radwańskiej? Myśli Pan, że jej techniczny tenis jest cały czas w stanie oprzeć się potężnym zawodniczkom, jak Serena Williams, czy Wiktoria Azarenka?

 

Och, świetnie czuje piłkę i niesamowicie porusza się po korcie. Szczególnie skuteczna jest tutaj na trawie. Co do jej ciała to nie mnie oceniać, jej trener i fizjoterapeuta wiedzą co robią i na pewno odwalają kawał dobrej roboty. Na pewno pracują z nią z ogromną determinacją i dokładnie wiedzą co mają robić.

 

Niedawno Agnieszka zakończyła współpracę z Martiną Navratilovą. Myśli Pan, że kilka miesięcy wspólnych treningów pomogły się Polce rozwinąć?

 

Moim zdaniem nawet kilkanaście minut spędzonych z Martiną daje zawodniczkom więcej, niż kilkutygodniowe treningi. Jej doświadczenie i obeznanie w środowisku jest niemal bezcenne, więc każda dziewczyna, która może z nią spędzać więcej czasu zyskuje niesamowicie. Martina wie jak to jest być mistrzynią i jak tą wiedzę przekazać. Radwańska już jest tyle lat w turze, że nawet ten krótki czas pewnością wykorzystała do maksimum. Może gdyby nawiązały współpracę troszkę później to Radwańska, będąc w formie, zyskałaby na tym jeszcze więcej.

 

Czy sądzi Pan, że to dobry pomysł, aby byli wybitni tenisiści pełnili rolę kolsultantów, bądź trenerów?

 

Nie dam się wciągnąć w te rozważania. Na razie jeszcze nie można stwierdzić, czy to dobry pomysł, czy nie. Każdy, tak zawodnik, jak i potencjalny trener to jednostka wyjątkowa. Na pewno gracz musi dobrać sobie szkoleniowca odpowiedniego charakterologicznie, przecież będą razem spędzać masę czasu. Nie można więc przykładać jednej miary i generalizować.

 

Rozmawiał w Londynie: Piotr Dąbrowski