Kamil Majchrzak: Poświęcę wszystko, by dołączyć do Janowicza!

z15319736Q,Kamil-MajchrzakKamil Majchrzak jest niewątpliwie jednym z największych talentów w historii polskiego tenisa. W wieku 18 lat zwyciężył w turnieju ITF rangi Futures. W tak młodym wieku znalazł się na wysokim 708. miejscu w rankingu ATP. A utalentowany tenisista z dnia na dzień ma ochotę na więcej i więcej. O tym jak rozwijał się jego talent i niezwykle ambitnych planach na przyszłość młodego piotrkowianina rozmawialiśmy podczas drugiego tygodnia wielkoszlemowego Wimbledonu.

 

To już twój drugi Wimbledon. Czy coś się zmieniło od zeszłego roku, oczywiście poza tym, że wygrałeś swój pierwszy mecz?

Na pewno znacznie poprawiłem się jeżeli chodzi o serwis. Rok temu mój serwis był we wręcz krytycznym stanie. O ile wtedy strasznie słabo grałem z pierwszego podania, o tyle teraz wszystko było już ok. Jeżeli chodzi o sprawy poza tenisowe, to według mnie wszystko jest po staremu. Stary dobry Wimbledon. Chociaż trzeba powiedzieć, że juniorzy mają troszeczkę słabsze hospitality w University of Roehampton. To jest takie średnie miejsce, ale co zrobić. Jeżeli chodzi o sam Wimbledon, to wszystko stoi po staremu na wysokim poziomie.

Pamiętam, że byłeś na meczu Jerzego Janowicza z Lleytonem Hewittem. Podobała Ci się ich gra? Myślisz, że kiedyś będziesz w stanie grać na takim samym poziomie?

Mecz był zacięty, oboje dobrze grali, na szczęście Jerzykowi udało się wygrać. Jeżeli chodzi o moje możliwości, to mam nadzieję, że jestem w stanie w przyszłości osiągnąć podobny poziom. Może nie za rok, czy dwa, ale pewnie za trzy, cztery lata będę już na pewno bardzo blisko. Na pewno będę próbował. Poświęcę wszystko, aby tego dokonać.

Jesteś jednym z nielicznych młodych polskich tenisistów, którzy ma szansę zrobić karierę w seniorskim tenisie. Czy myślisz, że dzisiaj, kiedy już odnosisz ogromne sukcesy, jak na swój wiek (wygrany ITF w Kartagenie, półfinały i ćwierćfinały Futuresów), jest ktoś poza tobą, wśród Polaków, kto może niedługo zacząć zdobywać punkty w rankingu ATP?

Pewnie, jest wielu chłopaków. Ze mną jest tutaj Jasiu Zieliński, Hubert Hurkacz. W Polsce mamy jeszcze Philippa Greska, jest wielu doskonałych zawodników w kraju, również w młodszych kategoriach. Słyszy się o sukcesach na Roland Garros, czy Orange Bowl.

Dzięki czemu udało Ci się tak wcześnie odnieść sukces? Dziś jesteś bowiem na początku ósmej setki rankingu ATP. Czemu zawdzięczasz tak szybki awans?

Przeskok z tenisa juniorskiego na seniorski jest ogromny. Turniej rangi Futures, jest porównywalny do najwyższej rangi imprez juniorskich. Dobrą stroną zaczynania swojej przygody z dorosłym tenisem jest to, że jest się z góry skazywanym na porażkę i jedyne co można zrobić w takiej sytuacji to sprawić niespodziankę. Grasz z zupełnie inną świadomością. Nawet jak przegrasz, to wiesz, że nic się nie stanie. To naprawdę fajne uczucie. A sam skok w rankingu zawdzięczam wygranemu Futuresowi w Hiszpanii. Tam odpaliłem, wszystko wychodziło mi tak, jak być powinno. Pokonałem wielu doświadczonych i wysoko klasyfikowanych zawodników. To daje pewność siebie. W głowie pojawia się światełko: O! Jest szansa, można się przebić jeszcze wyżej! Wiesz wtedy, że do graczy kilka, bądź kilkanaście lat starszych tak naprawdę niewiele Ci brakuje.

Widzisz swoją przyszłość jeszcze w zawodach juniorskich, czy już całkowicie je odpuszczasz, na rzecz zawodów ITF?

Z juniorskich zagram jeszcze dwie imprezy. Później skupiam się tylko na turniejach seniorskich.

Czy dopuszczasz taką myśl, że będziesz grał w imprezach wyższych rangą?

Na razie skupiam się na tym, aby spokojnie kompletować kolejne punkty. Ale nie chciałbym ułatwiać sobie zadania i grać gdzieś poza Europą. Fajnie by było się załapać do eliminacji turnieju głównego o wyższej randze. Aby to zrobić, trzeba najpierw poprawić ranking. Ja w tym roku godziłem grę na zawodach seniorskich i juniorskich. Podejrzewam, że gdybym grał same seniorskie, a odpuścił totalnie juniorskie to byłbym znacznie wyżej w rankingu ATP. Mam nadzieję, że uda mi się też otrzymać dziką kartę do challengera w Szczecinie. Na razie wiem, że zagram w Poznaniu. Tam już się zjedzie bardzo dużo dobrych zawodników (Nawet z top 100 – przyp. red.). W zeszłym roku w Poznaniu byłem blisko. To był mój pierwszy start, nawet wcześniej nie grałem Futuresa. W tym roku pojadę już z zupełnie innym nastawieniem, chciałbym tam wygrać kilka spotkań.

Jak ocieniłbyś swój występ na tegorocznym Wimbledonie?

Na pewno oczekiwałem lepszych wyników. Zarówno w singlu, jak i w deblu stać mnie było na więcej. Zwłaszcza w grze pojedynczej mogłem wiele osiągnąć. Przyjechałem tutaj z zamiarem wygrania całego turnieju. A skończyło się na jednym wygranym spotkaniu. W pierwszej rundzie strasznie wkurzali mnie sędziowie. Mogłem też trochę lepiej serwować.

Jako, że nie samym Wimbledonem i tenisem człowiek żyje, jak, poza treningami, spędzacie wolny czas w Londynie?

Szczerze mówiąc, nie za bardzo jest co w tym Londynie robić. Zostaliśmy zakwaterowani w University of Roehampton. Tam albo gramy w karty, albo oglądamy filmy, czy seriale. Z grubsza tyle.

Słyszałem, że właśnie w tym akademiku nie macie najlepszych warunków. Między innymi, z sufitu odpadał wam tynk. Czy takie hospitality na poziomie Wimbledonu nie jest nieco niezrozumiałe? Czy nie sądzisz, że organizatorzy mogli o was bardziej zadbać?

Faktycznie, średnio to wygląda. Mieliśmy tam słabe warunki, ale co zrobić, trzeba z tym żyć (śmiech). Nic się na to nie poradzi.

Czy będąc na takim dużym turnieju integrujesz się z zawodnikami zza granicy. Klaudia Jans-Ignacik zauważyła, że młodzi tenisiści są coraz bardziej wyalienowani i unikają bezpośrednich kontaktów z rówieśnikami?

Będąc w akademiku bardzo często spędzamy czas wszyscy razem. A jako, że nie ma telewizorów w pokojach to oglądamy mecze wspólnie. W juniorach tak tego wyalienowania nie widać.

Jak z perspektywy najlepszego polskiego juniora oceniłbyś poziom rywali z zagranicy?

Nasz poziom jest wysoki. Z drugiej strony, można zauważyć, że jest jeszcze wielu takich graczy, którzy prezentują poziom jeszcze wyższy. Jedyne co można zrobić to ciężko pracować i ich gonić, aby dorównać ich umiejętnościom, a później przegonić. Jest kilka takich jednostek, którzy są od nas lepszych, większość jest jednak na podobnym do nas poziomie, a jeszcze więcej chłopaków gra od nas słabiej. W końcu nadejdzie taki moment kiedy ich wyprzedzimy.

W Polsce jest tak, że do 15-16 roku życia polscy tenisiści prezentują bardzo zbliżony poziom do tego, co możemy obserwować u rywali w innych krajach. Z czego to się bierze, że, nie licząc kilku przypadków, Polacy zaczynają oddalać się poziomem od rywali?

Szczerze mówiąc to bardzo trudne pytanie, na które bardzo ciężko znaleźć odpowiedź. Może jest to spowodowane tym, że w innych krajach przeznacza się więcej pieniędzy na rozwój juniorów, mają oni lepsze bazy treningowe, znacznie więcej ludzi gra w tenisa, a co za tym idzie wyłapywanych jest tam więcej talentów.

Jakie masz plany na najbliższe tygodnie?

Po Wimbledonie wracam do domu. Przygotuję się do challengera w Poznaniu, gdzie dostałem dziką kartę od organizatorów. Potem mam chyba dwa tygodnie przerwy i gram Drużynowe Mistrzostwa Europy. Później razem z Jankiem Zielińskim gramy na Młodzieżowych Igrzyskach Olimpijskich w chińskim Nanjiing, gdzie będziemy reprezentować Polskę. Dostaliśmy się do tej imprezy dzięki wysokiemu rankingowi. Przecież tam zagra 32 najlepszych juniorów świata.

Gdybyś miał postawić sobie jeden cel na dalszą część sezonu, to co by to było?

Ja od początku mówiłem, że chcę powalczyć na juniorskich turniejach wielkoszlemowych. Nie wypaliło (śmiech). Może podchodzę do tego zbyt ambitnie, ale przed rozpoczęciem sezonu założyłem sobie, że chciałbym skończyć rok w pierwszej pięćsetce ATP. Wierzę w to, że się uda. Będzie trzeba trenować ciężej, ostrzej, ale do przodu!

 

W Londynie na Wimbledonie rozmawiał: Piotr Dąbrowski