Rosolska przegrała, ale teraz ma apetyt na więcej!

Dla polskich deblistów Wimbledon rozpoczął się dosyć nierówno. Z pewnością na wiele więcej liczyła świeżo upieczona mężatka. Alicja Rosolska, która dosyć niedawno poślubiła swojego długoletniego partnera, z trawiastymi kortami pożegnała się już po pierwszym meczu. Razem z Nao Hibino nie poradziły sobie z parą wybitnych singlistek – Andreą Petkovic i Mirjaną Liucić Baroni.

Nie liczyłam, że przegram w I rundzie, spodziewałam się znacznie więcej. Niestety nasze przeciwniczki bardzo dobrze grały i nie dały nam wielu szans na wykorzystanie sytuacji. Grały bardzo agresywnie i solidnie. Znam je i czasami potrafią robić więcej błędów. Dzisiaj zagrały na pewno za dobrze. W I secie my zagrałyśmy słabo. Dałyśmy przeciwniczkom wejść na nas. Grały agresywnie, przejmowały inicjatywę. W drugim już była dobra walka. Dzięki temu, że nieźle grałyśmy i na siatce i dobrze serwowałyśmy może mogłyśmy się doczekać tego gorszego momentu i dałyśmy radę przełamać ich serwis. Dzięki temu wygrałyśmy II seta. III set to przełamania na których się niestety skończyło.

Jak czuje się mężatka rywalizując przy Church Road? – Żadnych różnic nie odczuwam. Z Danem znamy się już od czterech lat. Trzy lata jesteśmy razem. W sumie jak było przed ślubem, tak jest i po nim. I chyba tak powinno być (śmiech).

Niepocieszona po przegranej była także partnerka Polki – Nao Hibino. Japonka jednak zauważa, że bez pomocy Alicji byłoby jej dużo trudniej przełknąć gorycz porażki i przejść dalej do porządku dziennego.

Jeśli gramy tak, jak potrafimy, spokojnie prowadząc grę to wydaje mi się, że spokojnie mamy szansę wygrać Szlema, czy turniej rangi Premier. Bardzo dobrze współpracuje mi się z Alą. Ona jest niesamowitą deblistką. Ma świetny serwis, potrafi poradzić sobie z każdą sytuacją na korcie. Jest wyjątkową osobą. Zawsze miła, uśmiechnięta na korcie, jak i poza nim. Kiedy byłam smutna Alicja zapytała się mnie: Dlaczego jesteś taka smutna? To jest Wimbledon. Mamy jeszcze czas. Spróbujemy wygrać w przyszłym roku. Mamy piękny dzień! Uśmiechnęłam się i grałam naprawdę dobrze.

Hibino gra także sporo w singla, ale to nie przeszkadza jej odnosić sukcesów w grze podwójnej. Debel mi pomaga, mogę ćwiczyć i poprawiać grę wolejową, czy grę z returnu. Pamiętam jak w finale turnieju w Monterrey byłam bardzo zdenerwowana przed finałem. Ala powiedziała: Nie martw się. Wyobraź sobie ile osiągnęłyśmy. Wychodzisz na kort dla osób, które kochasz! Każdy chce żebyś wygrała! Mój trener nigdy nie powiedział mi takich słów. Z nim rozmawiam tylko o taktyce i co mam robić na korcie. Alicja, obok moich koleżanek z Japonii, jest jedną z moich najlepszych przyjaciółek – zakończyła Japonka.