Ranking bez tajemnic – podsumowujemy sezon 2016. Część dziewiąta

Sezon już ruszył, ale nie nabrał jeszcze rumieńców. Pozostały dwie części do zakończenia cyklu podsumowań sezonu 2016. W obecnym wpisie zobaczymy jak radzili sobie zawodnicy już ze ścisłej czołówki światowych list, którzy mają predyspozycje do uplasowania się w pierwszej dziesiątce rankingu.

Pomimo tego, że to już bezpośrednie zaplecze, to tylko pięciu z dziesięciu tenisistów poznało już smak odnotowania w ścisłej czołówce światowych list.

Miejsce 20: Ivo Karlovic – wydaje się, że już do końca kariery, o ile dalej będzie prezentował podobny poziom, to „Dr. Ivo” notowany będzie w drugiej dziesiątce. Najwyżej w karierze, 6 lat temu, był 14, teraz jest 6 miejsc niżej i nie wydaje się, żeby był w stanie zrobić na tyle spektakularny wynik, który pozwoliłby mu złamać granicę pierwszej dziesiątki. Trzykrotnie wystąpił w finałach, z czego sięgnął po dwa tytuły, w Newport i Los Cabos. Słabiej wiodło mu się na początku sezonu, bo do kwietnia nie potrafił wygrać ani jednego spotkania, grając w sześciu turniejach.

Najcenniejszy wynik: 6:4 7:6 (3) z Marinem Ciliciem w II rundzie w Toronto

Wynik do zapomnienia: 3:6 6:3 6:7 (5) 4:6 z Lukasem Lacko w II rundzie Wimbledonu

Ocena: 8/10

Miejsce 19: John Isner – polskim kibicom dał się we znaki już na starcie 2016 roku, kiedy w I rundzie Australian Open wyeliminował Janowicza. Jednak przez cały rok nie potrafił otworzyć drugiej dziesiątki tytułów, chociaż w dwóch finałach grał. Najpierw jego serię w Atlancie przerwał Kyrgios, a na zakończenie sezonu w paryskiej hali Bercy uległ Murray’owi. Obecny lider światowych list był wyjątkowym katem „Big Johna” w ubiegłym sezonie, bowiem wyrzucał go trzykrotnie za burtę turniejową. Poza listopadowym finałem w finale Francji, najcenniejsze dla Amerykanina wydaje się dwukrotne osiągnięcie IV rundy w Wielkich Szlemach, a miało to miejsce w Melbourne i na Roland Garros.

Najcenniejszy wynik: 6:4 6:3 z Marinem Ciliciem w półfinale w Paryżu

Wynik do zapomnienia: 2:6 6:2 6:7 (5) z Timem Smyczkiem w I rundzie w Miami

Ocena: 7/10

Miejsce 18: Richard Gasquet – nie wydaje się, że mimo jednego z najlepszych backhandów w całym Tourze, powrócił do pierwszej dziesiątki rankingu. Co by jednak nie mówić Francuz zaliczył niezły rok, podczas którego sięgnął po dwa tytuły. Już w swoim pierwszym starcie, w Montpellier, a także w drugiej połowie roku w Antwerpii. Powrót po kontuzji był niezły, bo w największych zawodach przeważnie docierał do IV rundy, a na Roland Garros zrobił nawet ćwierćfinał. Co prawda, zaliczył wpadkę na US Open, ale należy pamiętać, że na początku sezonu 2017 będzie punktował, bo zeszłoroczną rywalizację zaczął dopiero w Montpellier.

Najcenniejszy wynik: 6:4 6:2 4:6 6:2 z Kei’em Nishikorim w IV rundzie Roland Garros

Wynik do zapomnienia: 2:6 2:6 3:6 z Kyle’m Edmundem w I rundzie US Open

Ocena: 8/10

Miejsce 17: Grigor Dimitrow – powoli udaje mu się pozbyć łatki „Baby Federera”, chociaż gdy obaj panowie rywalizują ze sobą nie można uniknąć porównań. W ubiegłym roku trzykrotnie awansował do finału, ale ani razu nie sięgnął po tytuł. Najbardziej bolesna wydaje się być porażka z Istambułu, bo prowadził ze Schwartzmanem, a w trzecim secie Argentyńczyk wręcz zmiótł go z kortu. W zawodach wielkoszlemowych odnosił zmienne rezultaty. Najlepiej spisał się na US Open, gdzie awansował do najlepszej szesnastki. Tam jednak Murray oddał mu tylko pięć gemów.

Najcenniejszy wynik: 6:2 6:4 z Rafaelem Nadalem w ćwierćfinale w Pekinie

Wynik do zapomnienia: 7:6 (5) 6:7 (4) 0:6 z Diego Schwartzmanem w finale w Istambule

Ocena: 7/10

Miejsce 16: Roger Federer – wręcz niemożliwe wydaje się, że Szwajcar wypadł z czołowej dziesiątki. Trzeba jednak przyznać, że nie był to najlepszy rok w wykonaniu „Maestro”, a do tego przyplątała się do niego kontuzja, przez co po Wimbledonie już go nie zobaczyliśmy w oficjalnym spotkaniu. Wcześniej pauzował od Australian Open do zawodów w Monte Carlo, a na Roland Garros także go zabrakło. Ostatecznie, zagrał dwukrotnie w turniejach wielkoszlemowych i dwukrotnie osiągnął półfinał. Tytułu nie udało się zdobyć Federerowi. Najbliżej był w Brisbane, gdzie w finale górą był Raonic.

Najcenniejszy wynik: 7:6 (4) 6:2 6:4 z Tomasem Berdychem w ćwierćfinale Australian Open

Wynik do zapomnienia: 6:7 (4) 7:5 3:6 z Alexandrem Zverevem w półfinale w Halle

Ocena: 7/10

Miejsce 15: Lucas Pouille – jedno z zakończonego sezonu. Co prawda, polscy kibice mieli okazję zobaczyć Francuza w akcji w 2015 roku na poznańskim challengerze, jednak od tego czasu jego gra mocno ewoluowała. W ubiegłym sezonie wywalczył tytuł w Metz, gdzie pokonał w finale Thiema. Największą sławę przyniosło mu jednak zwycięstwo nad Nadalem w IV rundzie US Open. Do tego dodać należy półfinał w Rzymie. Tam dostał srogie baty od Murray’a. Przez cały rok prezentował się dobrze, ale nie uniknął też wpadek. Tu odnotować należy porażkę z Martinem na Roland Garros oraz przegraną z Ramem w Toronto.

Najcenniejszy wynik: 6:1 2:6 6:4 3:6 7:6 (6) z Rafaelem Nadalem w IV rundzie US Open

Wynik do zapomnienia: 3:6 5:7 3:6 z Andrejem Martinem w II rundzie Roland Garros

Ocena: 8/10

Miejsce 14: Roberto Bautista Agut – końcówka sezonu zdecydowanie nie należała do niego. Od momenty, gdy pokonał Djokovicia w Szanghaju, nie wygrał ani jednego meczu. Niemniej jednak rok był dla niego dobry, bo udało mu się zakotwiczyć w drugiej dziesiątce rankingu. Hiszpan zwłaszcza początek roku miał wyśmienity, bo najpierw zgarnął tytuł w Auckland, a potem okazał się najlepszy w Sofii.

Najcenniejszy wynik: 6:4 6:4 z Novakiem Djokoviciem w półfinale w Szanghaju

Wynik do zapomnienia: 2:6 5:7 z Aleksandrem Bublikiem w II rundzie w Moskwie

Ocena: 8/10

Miejsce 13: Nick Kyrgios – o końcówce roku Australijczyk wolałby zapomnieć, chociaż nawet ciężko mówić o tym, że ma co zapomnieć. Został zawieszony za skandaliczne zachowanie w Szanghaju. Niemniej jednak patrząc przez pryzmat całego sezonu, to wygląda to bardzo dobrze. Przez dziesięć miesięcy zgarnął trzy tytuły. 21-letni gracz triumfował w Marsylii, przerwał serię Isnera w Atlancie i okazał się najlepszy w Tokio. Podczas całego roku dwukrotnie pokonał Berdycha i Raonicia, a do tego dołożył zwycięstwa nad Monfilsem i Wawrinką. Jeżeli poskromi swój charakter to ma szansę przebić się do pierwszej dziesiątki nawet w 2017 roku.

Najcenniejszy wynik: 6:2 7:6 (3) z Marinem Ciliciem w finale w Marsylii

Wynik do zapomnienia: 3:6 1:6 z Mischą Zverevem w II rundzie w Szanghaju

Ocena: 7/10

Miejsce 12: Jo – Wilfried Tsonga – w ubiegłym sezonie wypadł z czołowej dziesiątki. Co prawda, raczej nie zaliczył wstydliwych porażek, ale nie potrafił też przeciwstawić się najgroźniejszym przeciwnikom. Pod koniec roku nieco podwyższył loty, dzięki czemu zakończył rok bardzo blisko czołowej dziesiątki. Po raz pierwszy od pięciu lat Francuz nie wywalczył tytułu przez cały sezon. Najbliżej był w Wiedniu, gdzie w finale zatrzymał go Murray. W Wielkich Szlemach najlepiej zaprezentował się na Wimbledonie i US Open, docierając do ćwierćfinału.

Najcenniejszy wynik: 0:6 6:3 7:6 (3) z Kei’em Nishikori’m w III rundzie w Paryżu

Wynik do zapomnienia: 2:6 5:7 z Nicolasem Almagro w ćwierćfinale w Buenos Aires

Ocena: 7/10

Miejsce 11: David Goffin – szerszej publiczności zaprezentował się już w 2015 roku, ale odważniej zaczął pukać do pierwszej dziesiątki dopiero w zakończonym roku. Nadal nie potrafi zdobyć trzeciego tytułu (dwa wcześniejsze zdobył w 2014), a najbardziej bolesne mogło być dla niego odpadnięcie w półfinale w pierwszej edycji turnieju w Antwerpii, gdzie gospodarze pokładali wielkie nadzieje z jego występem. W 2016 udało mu się wyśrubować swoje rekordy wielkoszlemowe: IV runda Australian Open i Wimbledonu oraz ćwierćfinał Roland Garros. Do tego dobrze na jego CV wpływają wygrane z Wawrinką, Berdychem i Thiemem. Czecha odprawił nawet na „rowerku” w III rundzie w Rzymie.

Najcenniejszy wynik: 6:3 5:7 7:6 (5) ze Stanem Wawrinką w IV rundzie Indian Wells

Wynik do zapomnienia: 6:4 5:7 4:6 0:6 z Jaredem Donaldsonem w I rundzie US Open

Ocena: 7/10