„PS”: Kubot jak polski Crusoe

Czasami czuję się jak na bezludnej wyspie, jak Robinson Crusoe. Do wszystkiego dochodzę sam. Szukam, sprawdzam, kontroluję, wymyślam. A jeszcze przy okazji trenuję – mówi „Przeglądowi Sportowemu” Łukasz Kubot.

PS: Kiedy, w jakich okolicznościach dowiedział się pan o tym, że Michaił Jużny zrezygnował z gry i odda spotkanie walkowerem?

ŁUKASZ KUBOT: Przyjechałem normalnie do klubu, od dziewiątej trzydzieści do dziesiątej przeprowadziłem rozgrzewkę z moim partnerem deblowym Oliverem Marachem. Po nas na kort wszedł Jużny. Poszedłem do szatni, gdzie szykowałem rakiety i trochę się porozciągałem. Za chwilę pojawił się Rosjanin, podał mi rękę i przyznał, że właśnie wycofał się z turnieju z powodu bólu ręki. Po nim z tłumaczeniami przyszedł jego trener. Spokojnie wytłumaczył, dlaczego Misza odpuścił. Doznał kontuzji w pierwszym spotkaniu z Richardem Gasquetem. Walczył wtedy cztery i pół godziny, później miał jeszcze debla. Cierpiał. Mecz ze mną nie miał żadnego sensu, nie chciał ryzykować, stan jego ręki mógłby się jeszcze pogorszyć.(…)

Cały wywiad w Przeglądzie Sportowym