Zawodnicy grożą bojkotem Wielkich Szlemów

110

Tenisiści i tenisistki coraz poważniej rozważają bojkot najważniejszych imprez po ogłoszeniu wysokości nagród na Roland Garros, które wzrosły tylko o 9,53 procent wobec poprzedniego roku. Zawodnicy podpisali wspólne oświadczenie krytykujące model podziału zysków, a liderka rankingu WTA Aryna Sabalenka stwierdziła: „Wydaje mi się, że to będzie jedyny sposób, by walczyć o nasze prawa”.

Organizatorzy rozdzielą między graczy 61,723 milionów euro, a wstępne wyliczenia wskazują, że to nieco ponad 15 procent przychodów turnieju – zawodnicy postulują, by Wielkie Szlemy przekazywały na nagrody 22 procent wpływów. Krytycy porównują sytuację do innych dyscyplin – na przykład w Masters w Auguście do podziału było 22,5 mln dolarów, zwycięzca Rory McIlroy zarobił 4,5 mln dolarów (3,8 mln euro), podczas gdy triumfator singla w Roland Garros otrzymuje 2,8 mln euro.

Na zarzuty zawodników odpowiedziała Francuska Federacja Tenisowa, przypominając, że od 2019 roku pula nagród wzrosła o 45 procent, że dochody są reinwestowane i że FFT wyłożyła ponad 400 milionów euro na infrastrukturę Roland Garros. W historii tenisa do tej pory tylko raz doszło do masowego bojkotu wielkoszlemowego turnieju – w 1973 roku 81 czołowych graczy nie wzięło udziału w Wimbledonie, a na korty przyszło 300 tys. osób.

W skrócie:

  • Pula nagród Roland Garros w tym roku wynosi 61,723 milionów euro, co oznacza wzrost o 9,53 procent.
  • Zawodnicy domagają się, by Wielkie Szlemy przeznaczały na nagrody 22 procent przychodów; obecny udział szacowany jest na nieco ponad 15 procent.
  • FFT podkreśla, że od 2019 roku nagrody wzrosły o 45 procent, a federacja zainwestowała ponad 400 milionów euro w rozwój i infrastrukturę turnieju.

 
Artykuł wygenerowany przy pomocy sztucznej inteligencji na podstawie informacji udostępnionych przez Google News

Poprzedni artykułMarcelo Ríos przeprosił po awanturze w klubie za nadużycie alkoholu
Następny artykułMaria Sakkari chce wrócić do formy przed meczem z Rybakiną w Rzymie