Wimbledon: Magda Linette wreszcie odzyskała wewnętrzny spokój

Magda Linette po raz drugi w karierze awansowała do III rundy wielkoszlemowego Wimbledonu. Polka pokonała Elinę Svitolinę 6:3, 6:4. Ukrainka to była półfinalistka The Championships i piąta tenisistka rankingu WTA. Dla poznanianki to pierwsze tak znaczące zwycięstwo w historii jej tenisowych występów bowiem mimo, że mierzyła się wcześniej z wielkimi postaciami tenisowego świata (Williams, Osaka, Barty itd.), to każdy z tych meczów wiele kosztował ją pod względem mentalnym. Tym razem Polka wyszła na spotkanie ze Svitoliną zmotywowana, ale jednocześnie spokojna o swoją grę.

To był klucz do tego meczu. Poukładanie sobie pewnych spraw, wyjście z wiarą na kort po zwycięstwo. To było najważniejsze, mistrzostwo rodzi się w głowie i żeby wygrywać te największe mecze trzeba sobie wszystko najpierw w odpowiedni sposób poukładać. Było dobre nastawienie już od samego początku. Mało nerwów, może poza pierwszym gemem w meczu, gdzie rzeczywiście było nerwowo, ale było to spowodowane w pewnym stopniu dużym kortem, renomą przeciwniczki, więc ręce i nogi mogły się trochę trząść. To, co mnie bardzo cieszy to reakcja Magdy. Szybciutko sobie wszystko poukładała, weszła na wysoki poziom, poniżej którego nie schodziła ? powiedział trener Polki Dawid Celt.

Poznanianka nie ukrywała radości z wygranej, ale nawet sama Magda była nieco zaskoczona tym, jak spokojna i poukładana była jej gra. Nie tylko technicznie i taktycznie, ale również mentalnie. Wcześniejsze starcia odbywały się na mączce i choć wiele różniło je od rywalizacji z Ukrainką na trawie, to jednak wiele wniosków wysnutych przez Linette przyniosło efekt na korcie numer 2.

To dla mnie coś niesamowitego i postrzegam to jako dobrze wykonane zadanie. Dwukrotnie byłam bardzo blisko, by ją pokonać. Potrzebowałam jednak nabrać doświadczenia, bo wcześniej było to dla mnie nieco przytłaczające. Teraz byłam bardzo spokojna i znacznie lepiej wiedziałam co mam robić na korcie i jak przeciwdziałać jej uderzeniom. Udowodniłam samej sobie, że mogę pokonywać takie zawodniczki, jak ona na tak dużym turnieju na takim korcie.

Nie mniej istotny jest także fakt, że Linette właściwie przygotowała się do rywalizacji na kortach trawiastych. Sama przez lata zebrała cenne doświadczenie, przejście z mączki na trawę nie nastręczyło jej problemów, bowiem miała niespełna dwa tygodnie, aby właściwie przygotować się do rywalizacji w Wimbledonie. Co więcej, nieoceniona była również pomoc nowego trenera. Dawid Celt obserwował Linette przez lata, a teraz, z racji pełnionej funkcji, mógł wszystkie swoje przemyślenia zastosować w praktyce. Oczywiście nie bez znaczenia był także fakt, że na Wimbledon jeździł z najlepiej grającą Polką na trawie w historii ? Agnieszką Radwańską, dzięki której mógł naocznie przekonać się jakie zachowania, zagrania, czy schematy najlepiej realizowane są na zielonej nawierzchni. Sama Linette zwraca uwagę na kolejny ważny aspekt. Podkreśla, że równie ważne, jak dobra gra, było potraktowanie tego spotkania normalnie, jak każdy kolejny mecz.

Staram się nie traktować tego spotkania wyjątkowo. Trzeba odpychać od siebie tego typu myśli i próbować podejść do tego jak do każdego kolejnego spotkania. Przez długi czas w pierwszych dwóch rundach dużych imprez trafiałam na zawodniczki z topu. Więc zdążyłam się do tego przyzwyczaić, co nie było mimo wszystko takie łatwe. Było naprawdę trudne! (śmiech). Z Eliną grałyśmy dwukrotnie i wiedziałam już czego się spodziewać i siłowo nie będzie w stanie mnie zmieść z kortu. Wiedziałam, że będzie bardziej solidna, konsekwentna, będzie dużo biegać. Nie czułam takiej niewiadomej tak jak wczoraj z Anisimową. Wiedziałam, że teraz będę miała więcej czasu na przygotowanie pozycji i sama będę mogła sobie kreować akcje. Byłam znacznie spokojniejsza i wiedziałam, że dużo więcej będzie zależeć ode mnie. Podeszłam do tego bardzo spokojnie i myślę, że w całym meczu byłam dość spokojna. Myślałam, że będzie bardzo dużo zależeć ode mnie, a widziałam, że już w poprzednich meczach z Ukrainką było bardzo blisko, więc starałam się po prostu podejmować troszkę lepsze decyzje, mniej śpieszyć się i atakować te piłki, które powinnam.

Choć Linette jest w Tourze już ponad dekadę (sic!), to wciąż brakowało jej najcenniejszych skalpów w największych turniejach. Teraz wszystko to, co przeżyła i czego doświadczyła, przynosi owoce. Z tą opinią zgadza się Celt, który dodaje, że na tym poziomie niezbędny jest absolutny komfort mentalny.

Magda jest bardzo doświadczoną zawodniczką, zawsze ciężko pracującą. Ma w sobie ogromne pokłady pozytywnej energii. Poświęca wiele zdrowia swojej karierze. Doskonale wiedziałem, że Magda potrafi grać w tenisa. Mnóstwo rzeczy dzieje się w głowie. Trzeba sobie wszystko poukładać, porozwiązywać i pozamykać pewne sprawy, żeby człowiek mógł się skupić tylko na swojej pracy. Oczywiście pracujemy nad pewnymi elementami, bo od początku uważałem, że Magda ma papiery i narzędzia do tego, żeby grać bliżej kortu, szybciej po koźle, odważniej zmieniać kierunki. Od samego początku kładę na to akcent i momentami jej gra wyglądała naprawdę nieźle. Natomiast zdaję sobie sprawę, że będą przychodziły słabsze mecze, słabsze momenty, bo tak musi być. Tenis jest taką dyscypliną sportu, że bardzo ciężko jest grać równo i powtarzalnie cały czas. Takie zwycięstwa jak dzisiaj utwierdzają przede wszystkim Magdę w tym, że warto ciężko pracować i nie ma się co bać zmian. Cały czas warto pokonywać swoje bariery Taki agresywny mecz, zagrany w ten sposób od początku do końca przez Magdę, jest nagrodą za ten cały ostatni czas.

Sama Elina Svitolina nie kryła rozczarowania rezultatem spotkania, ale zauważyła, że sama musi sobie poradzić z właściwym przygotowaniem mentalnym i teraz jej celem jest jak najlepszy występ na igrzyskach.

Myślę, że ona brała wszystko w swoje ręce, kontrolowała przebieg spotkania, a ja byłam trochę zbyt pasywna. Magda grała dzisiaj naprawdę czysto i naprawdę świetnie uderzała piłkę. Niewiarygodne. Wygrała wiele piłek, a ja nie wykorzystywałam swoich szans. Było mi naprawdę ciężko odzyskać motywację w wielu uderzeniach, mimo że próbowałam dominować. Pewnie popełniłam też nieco zbyt wiele niewymuszonych błędów, niżbym chciała. To jest trawa, więc wymiany mijają dosyć szybko. Mówiąc szczerze, ona zagrała po prostu niesamowity, a nawet powiedziałabym, że niewiarygodny tenis.

Jakże różna była to Magda od tych poprzednich starć z wielkimi postaciami tego sportu. Pamiętam, gdy z trybun obserwowałem jej spotkanie z Naomi Osaką podczas Australian Open 2019. Wtedy, choć waleczna, dosyć szybko oddała inicjatywę rywalce. Teraz absolutnie od początku do końca wierzyła w każdy rozgrywany punkt, a wizualizacje i założenia przedmeczowe bezwzględnie realizowała bezpośrednio na korcie.

Dla mnie najważniejsze było to, by pozostać spokojną między wymianami. Ważne było także to, by za bardzo się nie śpieszyć, ponieważ Switolina jest niesamowita w obronie. Nie popełniłam więc błędu, który miał miejsce w naszych poprzednich meczach. Starałam się po prostu wybrać odpowiedni moment do ataku do przeć do przodu. To funkcjonowało dużo lepiej teraz niż wcześniej. To, że zachowałam spokój, było kluczem do tego, że nie miałam w sobie ogromnych emocji. Byłam stabilna, spokojna i konsekwentna w emocjach. Wyszłam i zagrałam bardzo fajny, solidny mecz, zwłaszcza że mentalnie udało mi się to utrzymać przez dwa sety. Miałam świadomość tego z kim gram. Wiedziałam, że to osoba, która jest solidna i zawsze będę miała okazję z nią pograć, to nie jest ktoś, kto może mnie zmieść z kortu. Co więcej, dawała mi pewne poczucie komfortu, bo wiedziała, że bardzo dużo będzie zależeć ode mnie. Kierowałam się bardziej stylem gry i tym, co się będzie dziać na korcie niż konkretnym numerem rozstawienia.

Polka jest również dumna z tego, że wraz z Igą Świątek, Alicją Rosolską, Hubertem Hurkaczem i Łukaszem Kubotem będzie reprezentować Polskę na zbliżających się igrzyskach olimpijskich w Tokio. Kamil Majchrzak wciąż pozostaje drugim oczekującym do występu w turnieju singlowym mężczyzn.

To, że znalazłam się w składzie kadry Polski na igrzyska olimpijskie w Tokio to dla mnie coś niesamowitego. Ostatnio jak jechałam do Rio, to dowiedziałam się raptem kilka dni wcześniej i w ogóle nie byłam na ten wyjazd przygotowana. Pamiętam, że wracałam już do Chin i musiałam pojechać bezpośrednio do Rio. Wierzę, że to drugie podejście będzie dużo lepsze. Mogę zabrać trenera, fizjoterapeutę i przebywać z całym moim teamem, a pięć lat temu nie mogłam tego zrobić. Jestem bardzo zadowolona i już nie mogę się doczekać występu na kortach w Tokio. To będzie coś wyjątkowego.

Nie ma przypadku w tym, jak grała i jak nastawiona do tego spotkania była Polka. Magda jak zawsze stara się zadbać o każdy, nawet najmniejszy szczegół, który choć o ułamek procenta może przybliżyć ją do zwycięstwa. Teraz odbyła treningi mentalne z panią psycholog z Harvardu oraz odbyła obszerną odprawę taktyczną z Dawidem Celtem.

Myślę, że to była kumulacja wszystkiego. Miałam z nią sesję, a także rozmowę z Dawidem, ale też miałam doświadczenia z poprzednich meczów z nią, więc wiedziałam czego się spodziewać, jak to mniej więcej będzie wyglądać. Miałam plan w głowie, jak budować sobie te akcje. To, że dwukrotnie byłam naprawdę bardzo blisko wygrywania z nią setów, naprawdę mi pomogło. Wtedy brakowało domknięcia, czy przyciśnięcia rywalki, czy też zimniejszej głowy. Miałam teraz dużo jaśniejsze spojrzenie na to, co mam teraz robić. Cieszę się, bo ja też musiałam trochę zmodyfikować mój tenis. Musiałam zagrać inaczej, ale bardzo fajnie, że udało mi się to zrobić lepiej i super, że wyszłam i zagrałam bardzo solidnie i równo. Oprócz pierwszego gema było naprawdę bardzo równo (śmiech). Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że żeby dochodzić dalej, tak czy siak, trzeba wygrywać z takimi nazwiskami i cieszę się, że powoli zaczyna mi to wychodzić. Zabiera mi to naprawdę dużo czasu, ale cieszę się, że cierpliwa praca przynosi efekt.

Tenisiści lubią powtarzać, że statystyki nie grają, ale serwis (70 % pierwszego podania, 175 km/h maksymalnego serwisu), czy ilość winnerów (28 winnerów) , czy akcji przy siatce (8/9 udanych) była naprawdę imponująca.

Tak, faktycznie serwis wreszcie był lepszy. Z drugiej strony miałam świadomość, że Svitolina nie wchodzi na niego aż tak agresywnie, więc to też dawało mi jakiś komfort. Oczywiście zrobiłam wszystko, co w mojej mocy, żeby on był lepszy i bardziej konsekwentny niż ostatnio. Czy to był mój najlepszy mecz na trawie? Ciężko powiedzieć, bo rywalka grała naprawdę wolniej niż Anisimova teraz i dwa lata temu. Tamto spotkanie stało na naprawdę bardzo, ale to bardzo wysokim poziomie. Cieszę się, że na dużym korcie z utytułowaną przeciwniczką udało mi się zagrać naprawdę super mecz.

Polka wróciła jeszcze na chwilę do poprzednich meczów ze Switoliną, które jednak z tym meczem mają niewiele wspólnego, gdyż odbywały się na mączce. Linette znajduje mimo wszystko podobieństwa.

Na pewno było tutaj dużo więcej spokoju. Grałyśmy wtedy na mączce, nawierzchni, którą Elina bardzo lubi, wygrała przecież cały turniej. Tutaj grałyśmy na wolniejszej trawie, gdzie wydaje mi się, że sposobem mogłam trochę lepiej i skuteczniej zdobywać punkty. Mogłam być bardziej agresywna i ona nie była w stanie tak dobrze się przed tym obronić. Trawa naprawdę mi pomagała, ale też ja znalazłam sobie na to sposób. Cieszę się, że udało mi się wykorzystać nawierzchnię trochę lepiej, niż ona była w stanie.

Teraz przed Polką kolejna wymagająca przeciwniczka. Aby awansować do IV rundy Wimbledonu i zameldować się w drugim tygodniu turnieju, Linette będzie musiała poradzić sobie z 33. w rankingu WTA Paulą Badosą. To wysoka (180 cm) i potężnie zbudowana hiszpanka urodzona w Nowym Jorku, ale na co dzień trenująca w Barcelonie. Jej trenerem jest rówieśnik Linette Javier Marti (niegdyś 170 ATP). Badosa to ćwierćfinalistka Roland Garros 2021, w Charleston po drodze do półfinału pokonała liderkę rankingu Barty, w Madrycie w do 1/2 poradziła sobie z Krejcikovą, a w Belgradzie wygrała cały turniej. Usprawiedliwionym więc będzie powiedzieć, że to pięć lat młodsza tenisistka będzie faworytką tego spotkania.

Obserwowałam Badosę na mączce, ale tutaj to będzie zupełnie inne spotkanie. Rozgrzewałam się z nią raz, więc mniej więcej wiem, jaka to będzie piłka i jakiej siły rażenia się spodziewać, a jest ona spora. Mam doświadczenie z meczu z Anisimovą i uważam, że nie będzie aż tak strasznie, jak się może wydawać. Faktycznie jest duża i ma sporą siłę rażenia, ale na pewno dam sobie radę. Powiedziałabym, że to ona będzie tutaj bardziej faworytką. Będę na pewno starała się być sprytniejsza i zagrać to trochę bardziej sposobem, bo ona będzie miała większą siłę rażenia. Pokazałam w pierwszym meczu, że potrafię sobie z takimi rzeczami radzić i myślę, że to mi się uda.

Ciekawymi przemyśleniami dzieli się także ojciec Linette ? Tomasz.

W kolejnym meczu dużo będzie zależeć od samej Badosy. Będzie trzeba naprawdę powalczyć, ale może być tak, że się rozstrzela w tym ujemnym kierunku. Na niej też będzie ciążyć presja, w końcu to trzecia runda Wimbledonu. Warunki fizyczne na tym korcie przemawiają za Badosą, ale jeżeli wejdziemy w wymiany, czyli uda się ten serwis i return przejść to wydaje mi się, że tutaj jest olbrzymia szansa i proporcje nieco się zmieniają. To jest wysoka dziewczyna, a takie mogą mieć problem ze zwrotnością, są w wymianach do ogrania. Trzeba jak najczęściej doprowadzać do dłuższych wymian.

Mecz z Paulą Badosą o IV rundę Wimbledonu w sobotę.

Rozmawiał i notował dla TenisNET: Piotr Dąbrowski