Wielka Iga Świątek

Pewnie po przeczytaniu nagłówka pomyśleliście Państwo: co on gada, przecież dziewczyna zdobyła tylko dwa gemy przeciwko Włoszce Camili Giorgi. Fakt, w czwartek przegrała, ale to co osiągnęła wcześniej jest znacznie ważniejsze. Wielkie gratulacje należą się przede wszystkim samej Idze, ale także całemu sztabowi na czele z Piotrem Sierzputowskim i Jolantą Rusin-Krzepotą. Pomyślcie w ten sposób. Iga ma 17 lat. Jeszcze nigdy wcześniej nie rywalizowała na takim poziomie. Zaczęła od Auckland, gdzie wygrała dwa mecze eliminacyjne, a o wejście do głównej drabinki przegrała z dużo bardziej doświadczoną Janą Cepelovą. Na Australian Open przyjechała bez oczekiwań. Oczywiście, chciała zagrać jak najlepiej, ale przede wszystkim chłonęła atmosferę seniorskiego turnieju wielkoszlemowego, poznawała wszystko od środka i chciała się po prostu dobrze bawić. A gdyby coś jeszcze by sobie wywalczyła na korcie? To tylko na plus.

Tylko pierwsze spotkanie eliminacji, z ogólnie trzech, było dla 17-letniej Polki dużym wyzwaniem. Z Olgą Danilovic się znały od lat, więc luk do wypełnienia było niewiele. Po trzech rundach eliminacji Polka miała duży worek pewności siebie, udział w turnieju głównym i…trzy dni wolnego. Plany miała twarde: shopping, shopping, shopping. Jednak natłok obowiązków poza tenisowych, treningi, przygotowanie taktyczne do najważniejszych meczów w turnieju głównym. Wiadomo, że ładunek emocjonalny związany z tej rangi spotkaniami jest nieporównywalny do tego, co dzieje się w eliminacjach.

Treningi z Magdą Linette, dobra książka, regeneracja, spokojny sen, a na końcu odpowiednio realizowane ustalenia taktyczne. To były środki, które zaprowadziły Polkę do II rundy australijskiej imprezy.

Wchodzę do pokoju zwierzeń. Tak jeden z japońskich dziennikarzy nazwał miejsce w którym zwani przez Australijczyków “journo” rozmawiają po mniej, lub bardziej udanych spotkaniach z zawodnikami. Swoją drogą nawet oficjalne Wi-Fi nazywa się tutaj “AO Journo”. Miałem spotkać się z Aną Bogdan. Dziewczyna w ciężkiej sytuacji, bo niewiele wcześniej przegrała z pochodzącą z Polski 17-latką. Ja siadam, ona siada. Ja jej patrzę w oczy, ona mi. I wypala ze śmiechem: znowu ty? Przecież miała tu być prasa rumuńska. Nie chcę się narzucać, więc mówię, że jak nie, to nie. Jak jednak wiadomo kobieta zmienną jest, większa ilość uroku osobistego w ruch i już atmosfera się poprawia.

Wiesz co? Dla mnie to niesamowita sprawa, że Świątek gra w ten sposób. Ja cisnę, walę, biję, a ona nic. Staram się, próbuję i nic. Nawet chciałam przyzwyczaić się do tego jej dziwnego rytmu, ale nie da rady. W ogóle nie spodziewałam się, że przegram. Chciałam pokazać swoją grę, najlepszy tenis, jaki mam, ale za dobrze ta Świątek serwowała. Nie wiem ile miała asów, ale chyba całkiem sporo. Zagrała naprawdę świetnie, gratuluję jej. Na pewno sobie poradzi w kolejnej rundzie.

Bogdan to dziewczyna niegdyś z Top 60 WTA, w zeszłym roku grała w Melbourne w III rundzie, więc nie powinno dziwić, że w Melbourne mierzyła dużo wyżej, niż I runda. Cóż, nie doceniła silnie serwującej Polki.

Wiesz co? Dla mnie to niesamowita sprawa, że Świątek gra w ten sposób. Ja cisnę, walę, biję, a ona nic. Staram się, próbuję i nic. Nawet chciałam przyzwyczaić się do tego jej dziwnego rytmu, ale nie da rady. W ogóle nie spodziewałam się, że przegram. Chciałam pokazać swoją grę, najlepszy tenis, jaki mam, ale za dobrze ta Świątek serwowała.

Gdyby Iga była w czwartek w swojej optymalnej dyspozycji serwisowej to przewidywania Any Bohdan i wynik spotkania z Camilą Giorgi byłby z pewnością trochę inny. Był to jednak inny ciężar gatunkowy, znacznie zwiększona trudność spotkania i mentalny skok. W tenisie mówi się, że często decydująca jest dyspozycja dnia. Dziś po prostu ta tak krytykowana w ostatnim czasie australijska piłka nie słuchała się Igi tak, jak tego by oczekiwała. Jasne, z pewnością Iga po raz pierwszy w życiu zderzyła się z tak dobrze grającą przeciwniczką, czy taką intensywnością spotkania.

Iga największe pretensje miała do własnego serwisu, że nie działał tak świetnie, jak we wcześniejszych meczach. To co wcześniej bardzo pomagało i czasem było kopalnią punktów dziś nie pomogło w aż takim stopniu w jakim Iga by chciała.


Nie byliśmy przygotowani na to, że mój serwis tak zepsuje całą sytuację. Wszystkie piłki grałam na spóźnieniu. Problem jest taki, że nie jestem przyzwyczajona do tak wczesnego “łapania” piłki i takiego skracania. Widać, że jeszcze jest strasznie dużo rzeczy nad którymi musimy popracować. Jestem zadowolona, że miałam okazję z nią zagrać, bo bardzo dużo mi to dało. Nawet jeśli wygrałam z nią dwa gemy (śmiech). Generalnie myślę, że dużo się nauczyłam. Zobaczyłam jak to wygląda na seniorskich turniejach wielkoszlemowych. Mogłam obserwować czołowe zawodniczki i na pewno na Rolanda Garrosa będę już jechała z większym doświadczeniem. Może też pokażę coś więcej.

Doświadczenie to chyba będzie w tym przypadku słowo klucz. Bez względu na wynik Iga rozegrała w Melbourne pięć meczów i to z zawodniczkami, które z reguły były stawiane przez innych jako faworytki. Kilkanaście dni spędzonych w Melbourne zaprocentuje za kilka miesięcy podczas kolejnych wielkich imprez. Pamiętajmy, że Iga już teraz będzie 141. tenisistką świata. Patrząc na to w jakim tempie się rozwija możliwa jest gra na Rolandzie Garrosie nawet bez eliminacji. Na razie jednak przyszedł czas na poszerzanie swojej wiedzy i przyspieszony kurs nauki kobiecego tenisa na najwyższym poziomie. Iga jest podobnego zdania

Nie jestem tu po to, żeby wygrywać, tylko by się uczyć i wygrywać za kilka lat duże turnieje. Jeśli będę miała cierpliwość i z takim nastawieniem będę do tego podchodzić to na pewno nie spalę się na początku tylko będę stopniowo się wzmacniała we wszystkich aspektach.

Iga wraz z trenerem Piotrem Sierzputowskim miała zaplanowany lot 17 stycznia, właśnie w dniu meczu II rundy. Oczywiście zmieniono datę na bilecie i Polka spokojnie mogła przystąpić do meczu. Rywalka Igi Camila Giorgi nie zwracała uwagi na grę Polki i była zadowolona ze swojej dyspozycji na Arena 1573.

Byłam skupiona tylko na mojej grze, nie patrzyłam prawie w ogóle na moją rywalkę. Byłam dziś bardzo solidna. Czy Świątek stać na sukces? W kobiecym tenisie wszystko jest możliwe, wiele meczów jest bardzo bliskich, poziom niezwykle się przez lata podniósł. Zawsze skupiam się na każdym kolejnym spotkaniu, więc dla mnie najważniejsza będzie tylko moja gra i będę starała się grać najlepiej, jak tylko potrafię.

Ciekawe jest to, że urodziwa Włoszka nie interesuje się tym, co dzieje się w tenisie, oczywiście poza swoimi własnymi meczami. – To fajny sport, ale ja go nie śledzę zbyt uważnie.

Dużo bardziej lubi modę i popkulturę. – Bardzo lubię modę i filmy. Już niedługo startuję z własną marką, gdzie będę oferować różnego rodzaju ubrania. Uwielbiam też kino, ostatnio oglądałam Bohemian Rhapsody, które zrobiło na mnie ogromne wrażenie.

To, jak widać, obie tenisistki mają ze sobą wspólnego, bo obie czerpią ze światowej kultury pełnymi garściami. Iga z kolei lubi dobry serial (“Dom z papieru”), czy książkę. Z książką będzie dosyć klasycznie, bo idąc za tokiem szkolnym ostatnio przebija się przez obszerną lekturę o nieszczęśliwej miłości Stanisława Wokulskiego do Izabeli Łęckiej. Pamiętają Państwo moment, kiedy Łęcka zapytana przez przyjaciółkę o Wokulskiego lekceważy go, myśli formułując w języku angielskim, a Wokulski z klasą odpowiada nader poprawną angielszczyzną? Iga prosiła, żeby jej nie opowiadać fabuły, więc pozostawmy ją na razie w błogiej nieświadomości ;)

Dla Igi był to dotychczas najważniejszy mecz seniorski w karierze, ale mimo tego Polka nie czuła się na korcie w jakikolwiek sposób skrępowana, bądź speszona. Walczyła o absolutnie każdy punkt i zwróciła uwagę na to, że w żadnym momencie nie przestraszyła się rywalki i nie zwątpiła w swoje umiejętności.

W porównaniu do meczu pierwszej rundy to teraz nie było zbyt wielu emocji. Myślę, że wtedy poświęciłam trochę za dużo energii na psychiczne sprawy. Teraz do tego meczu podeszłam tak na luzie, ale zdając sobie sprawę z tego, że moja przeciwniczka ma ogromną przewagę w każdym aspekcie, więc nie stresowałam się.

Trochę czasu wolnego po meczu z Bogdan pozwoliło Polce na pewno odpocząć fizycznie, ale czy była w stanie wyciszyć się mentalnie?

Starałam się, ale nie wyszło. Denerwowałam się wczoraj i miałam problem z zaśnięciem. Myślę jednak, że takie zdenerwowanie jest dla każdego zawodowego sportowca naturalne. To jest część sportu. Mimo wszystko było to coś wyjątkowego, za każdym razem będzie to coś wyjątkowego. Chciałabym być na takim etapie, że będę mogła wygrywać z takimi zawodniczkami, jak Giorgi.

Świątek, mimo porażki, jest bardzo zadowolona ze swojej dyspozycji i II rundę dorosłego Australian Open wzięłaby w ciemno. – Na 100 procent.

Idze pozostała jeszcze rywalizacja w mikście. Tam dzięki dzikiej karcie rywalizować będzie z Łukaszem Kubotem. Iga liczy na to, że w końcu będzie miała trochę więcej czasu na zwiedzanie i zakupy dla najbliższych. – Może i będzie trochę więcej czasu na zwiedzanie, ale mimo wszystko jest jeszcze mikst. Spokojnie, na zakupy jeszcze jest czas. Będę w Melbourne jeszcze kilka dni. Później zagram w Pucharze Federacji, a następnie chciałabym wystąpić w turniejach w Indian Wells i Miami, ale szczerze mówiąc nie wiem jak to rankingowo wygląda. Chyba do eliminacji się dostanę, więc raczej na pewno tam pojedziemy.

Wyraźnie widać, że zakończony dla Igi Świątek Australian Open dodał jej ogromnych pokładów pewności siebie. Teraz najważniejszy jest spokój i poprawa tego wszystkiego, co w czwartek nie funkcjonowało. To było dopiero preludium. Gdy przyjdzie ogranie nie tylko z rywalkami na tym poziomie, ale i z mentalną otoczką takich tenisowych wydarzeń prowadzona konsekwentnie, bez pośpiechu i krok po kroku Polka będzie coraz częściej kończyć mecze na największych kortach świata z uśmiechem na ustach.

Z Melbourne dla TenisNET: Piotr Dąbrowski