Rozmowa z Moniką Schneider o trudach tenisowej kariery

Monika Schneider_zmniejszacz-pl_405748 W swojej karierze wygrywała z takimi zawodniczkami, jak Agnieszka Radwańska, Samantha Stosur, Swietłana Kuzniecowa, czy Jelena Jankovic. Zdobywała Mistrzostwo Polski w każdej kategorii wiekowej. Na początku XXI wieku była jedną z najlepszych juniorek świata. Dzisiaj nadal jest blisko tenisa, bowiem uczy “białego sportu” swoich następców i następczynie. O kim mowa? Tym razem miałem okazję porozmawiać z Moniką Schneider. Zapraszam do lektury!

Na początek standardowe pytanie. Jak wyglądały Twoje początki?

Zaczęłam, jak miałam 7 lat. Mój tata był zawodowym tenisistą, ale stołowym. Był bardzo dobry i w pewnym momencie zakochał się w tenisie ziemnym i zaczął grać amatorsko w ziemnego. Jak miałam 6-7 lat, strasznie spodobał mi się właśnie tenis ziemny, no i zaczęłam chodzić z nim na korty. Na początku nie pozwolił mi wchodzić na kort, tylko odbijać piłkę o ścianę. No więc ja odbijałam tę piłkę po dwie godziny dziennie. W końcu po pół roku takiego odbijania wziął mnie na kort. Od razu szło mi całkiem nieźle i tak to się zaczęło. Widać było, że mam łatwość do tego sportu, po chwili zapisał mnie do pierwszego trenera. Był nim Artur Folwarski z Siedlec. Potem treningi, treningi i po roku pojechałam na pierwszy turniej. Całkiem dobrze mi poszło, bo doszłam do półfinału. Przez pierwszy rok grania trochę przegrywałam z tymi najlepszymi, a w następnym już wygrałam wszystkie zawody. Były to imprezy do lat 10. w Polsce, no i wszystkie padły moim łupem.

 

Czyli można powiedzieć, że karierę taty można porównać do Freda Perry’ego. Najpierw tenis stołowy, a potem ziemny…

Przyznam się, że nawet nie wiedziałam tego o Perry’m.

 

Na kim wzorowałaś swój tenis kiedyś, a komu kibicujesz teraz?

Zawsze moją idolką była Monica Seles oraz Steffi Graf. W czasach, jak ja zaczynałam to akurat one były na topie. Bardzo ceniłam te zawodniczki, uwielbiałam na nie patrzeć, ale też lubiłam oglądać męski tenis… Andre Agassi, Michael Chang, czy Pete Sampras. Jednak mój tenis był bardziej defensywny, także mogę mówić, że uwielbiałam Monicę Seles, ale ona grała bardzo ofensywnie. Ja grałam defensywnie ze względu też na fakt, że nie miałam takich warunków, żeby grać siłowo. A teraz? Teraz bardzo lubię Nadala jako zawodnika, tenisistę oraz osobowość, ponieważ jest zawsze bardzo skoncentrowany na meczach, zachowuje się w porządku w stosunku do rywali. Jeśli chodzi o kobiety nie mam jednej faworytki. Lubię koncentrację Marii Szarapowej, ale chyba najchętniej patrzę na Victorię Azarenkę. Ona fajnie walczy na korcie. Jest typowym fighterem.

 

Czyli jeżeli chodzi o kibicowanie to zawodnicy bardziej ofensywni?

Tak, jak najbardziej.

 

Jakbyś miała wybrać sama swój największy sukces, to na co byś postawiła?

Na pewno jednym z większych sukcesów było dotarcie do 19. miejsca na liście ITF wśród juniorek. Ale także każdy tytuł Mistrzyni Polski, najpierw do lat 12., potem do 14., 16., 18. do 21. i seniorów. Może biorąc to jako ogół, to to był mój spory sukces. Jak zdobywałam to mistrzostwo po raz pierwszy, a potem kolejne to było już coś normalnego. W pewnym momencie te sukcesy w Polsce nie były dla mnie już tak dużymi osiągnięciami, dlatego triumfy za granicą były dla mnie bardzo znaczące. Myślę, że to, że dotarłam do 19. pozycji juniorskiej na świecie, co pozwalało mi grać we wszystkich turniejach wielkoszlemowych, to jest bardzo duże osiągnięcie. Jednak wiadomo, że nie znalazłam się tam znikąd, musiałam wygrywać różne turnieje na całym świecie, w tym także międzynarodowe Mistrzostwa Polski. Co do poszczególnych sukcesów to dodałabym ogranie kilku teraz znaczących zawodniczek takich, jak Kuzniecowa, Jankovic, Stosur i nasza Agnieszka Radwańska.

 

Jakbyś mogła powiedzieć w kilku słowach, jakie są różnice między karierą juniorską, a seniorską? Czy Twoim zdaniem istnieje w ogóle pewnego rodzaju bariera między tymi szczeblami?

Jest to znacząca różnica. Sam tenis juniorski bardzo się różni od tego seniorskiego. Też cała otoczka, że gdy jesteśmy juniorami mamy wokół siebie sztab ludzi i opiekunów, bo wiadomo, że jak ktoś nie jest pełnoletni to sam nie podróżuje po całym świecie, więc zawsze ma to wsparcie. Jak nie trenera, to rodzica. A później, jak się wchodzi w ten świat seniorski, już nie mówiąc o sponsorach, którzy zawsze są potrzebni i ważni, to dla mnie przynajmniej najtrudniejsze było to, że w pewnym momencie poczułam, że jestem sama. Oprócz samego tenisa, to fakt, że leci się samemu na drugi koniec świata, a po każdym meczu wraca się do pustego pokoju w hotelu. Czasami to było dołujące, a zwłaszcza jak nie pójdzie turniej. Też na pewno to, że w Polsce, muszę to powiedzieć, że w wieku 18-19 lat czułam się osobiście skreślona, bo uważali, że jestem za stara, żeby dostać “dziką kartę” do jakiegoś ważnego turnieju, a warto dodać, że byłam wówczas aktualną Mistrzynią Polski, więc to jest przykre, jak się niby jest najlepszym a polski tenis tego nie docenia.

 

Wracając do tego, co powiedziałaś wcześniej, przypomnijmy, że byłaś 19. juniorką świata, czyli bez wątpienia należałaś do czołówki początku XXI wieku. Przeszłaś w “świat seniorski”, co się wtedy stało?

Wiele się stało, bo tak naprawdę dobrze się gra w tenisa, jak się ma wszystko poukładane, a właśnie ten okres dojrzewania był dla mnie ciężki, nawet nie chodzi o sam tenis. Np. zaczęłam się odchudzać, co było błędem, jak teraz na to patrzę. Byłam wówczas 19. na świecie, a straciłam przez to 2 lata ze swojego najlepszego tenisa. Straciłam sporo kilogramów, co mnie dekoncentrowało, bo nie mogłam się skupić na grze. Prawie miałam anoreksję wtedy, no i trochę ten tenis spadł nieświadomie na dalsze miejsce. Też trudno było mi znaleźć jednego trenera, takiego “na dobre i na złe”. Miałam bardzo dobrego trenera w okresie juniorskim, z którym doszłam do takiej pozycji na świecie, ale później podpisał on kontrakt z inną zawodniczką, gdzie miał o wiele lepsze wynagrodzenie. Wtedy zostałam sama, nie mogłam znaleźć odpowiedniego trenera, więc myślę, że to też mi przeszkodziło.

 

Tak jak już wspomniałaś, w swojej karierze juniorskiej mierzyłaś się z nazwiskami, które dziś zdobywają punkty do rankingu WTA. Tu podam tylko kilka przykładów: Agnieszka Radwańska -wygrana 2004 w Olecku, Wera Zwonariewa, Jelena Jankovic, Swietłana Kuzniecowa, Sofia Arvidsson, Nina Bratczikowa i jeszcze wiele innych. Czy potrafisz wytłumaczyć, dlaczego im się udało przebić do czołówki WTA, a Tobie się nie udało? Brak szczęścia, zabezpieczenia finansowego, czy jeszcze inne przyczyny?

Na pewno wszystko, co wymieniłeś jest ważne, czyli trzeba mieć pieniądze, sponsora. Żeby wejść do tej pierwszej setki, to najpierw trzeba zainwestować. Na pewno szczęście, bo nie wszystkie zawodniczki, które są dobrymi juniorkami przenoszą to na dorosły tenis. Tak, jak powiedziałam, tenis juniorski różni się od seniorskiego. Ciężko jest przebić się przez te ITF-y z pulą 10 tys. dolarów, czy 25 tys. dolarów. Także zdrowie jest ważna, ale myślę, że najważniejsza jest psychika. Mi w pewnym momencie nieco rozchwiała się, chociaż zawsze była moją najmocniejszą stroną. Może przez to, że w życiu osobistym miałam pewne wahania, to na korcie nie mogłam się skupić na korcie. Trzeba wierzyć w siebie i nie poddawać się, jak są jakieś dołki. Tak jak w życiu… Jak się jest dobrym zawodnikiem, to zawsze zdarzy się jakiś gorszy moment, ale nie można pozwolić sobie wpaść w doła, tylko trzeba myśleć, że wyjdzie się z niego.

 

Chciałem wrócić na moment do Jeleny Jankovic. Swego czasu zagrałyście razem w deblu. Umiesz ocenić, jak ewoluował na jej przykładzie tenis? Czy dzisiaj masz jeszcze kontakt z tymi czołowymi zawodniczkami?

Kontaktu nie mam, po prostu się urwał, gdy przestałam grać, ale zawsze było tak, że jak one mnie widziały na jakimś turnieju, na którym się pojawiałam jako np. widz, to zawsze mnie poznają i pytają “Monika, co się stało? Czemu Ty nie grasz?” Były zszokowane, bo jednak rywalizowałyśmy. Jak się zmienił tenis Jankovic? Myślę, że sporo się nie zmienił. Wiadomo, że siła tenisa seniorskiego i juniorskiego, to jest różnica. Mocniej zaczęła grać. Jak zawodnik ma potencjał i do lat 18. jest w czołówce, a także będzie swój tenis doskonalił i dalej rywalizował z lepszymi, to jego tenis też pójdzie do przodu. Jeżeli ktoś ma talent, ma dobrą psychikę, to w każdej kategorii sobie poradzi.

 

Czas na pewną niespodzianko – zagadkę. Dysponuję nagraniem, które chciałbym, żebyś usłyszała, a następnie powiedziała mi, czy poznajesz, kto to mówi, co nie powinno być trudne, a następnie przejdziemy dalej.

“Monika zawsze charakteryzowała się tym, że na korcie miała pokerową twarz. Zawsze miała taki sam wyraz twarzy, dlatego ciężko się z nią grało, bo nie okazywała w ogóle emocji na korcie. Czy wygrywała 6:0, czy przegrywała 0:6, to było to samo. Oprócz tego bardzo dobrze biegała po korcie i przerzucała piłkę na drugą stronę, więc ciężko było ją skończyć. Była taką przeciwniczką, że jak ktoś miał przeciwko niej grać, to wiadomo było, że będzie to długi mecz (śmiech). Z tego na pewno będzie się śmiała, ale tak było. Ja pamiętam, że długo nie mogłam z nią wygrać i w końcu jakoś mi się udało wygrać z nią dwa razy i potem zakończyła karierę, ale nie wydaje mi się, żeby to było z mojego powodu. Po prostu dużo rzeczy złożyło się na to, że Monika zakończyła karierę. Jako człowiek to bardzo ciepła, serdeczna uczynna dziewczyna, na której wiem, że zawsze mogę polegać.”

Oczywiście, że wiem (śmiech).

 

Mam nadzieję, że miła niespodzianka, ale czas na pytania…

Bardzo miła, dziękuję. Oczywiście była to Klaudia Jans – Ignacik.

 

W nawiązaniu do nagrania chciałbym, żebyś opowiedziała, jak wygląda przyjaźń na korcie i poza nim? Najlepiej, na Waszym przykładzie.

To kompletnie nie kolidowało. My z Klaudią zaczęłyśmy się przyjaźnić dopiero pod koniec mojej kariery. Poznałyśmy się lepiej dość późno, jak miałyśmy mniej więcej 13-14 lat. Późno, bo z niektórymi zawodniczkami, np. z Asią Sakowicz, poznałam się w wieku 8-9 lat. Z Klaudią zawsze się lubiłyśmy, ale zaprzyjaźniłyśmy się pod koniec mojego grania, dlatego na tym przykładzie trochę trudno jest mi powiedzieć, jak to jest z tą przyjaźnią z rywalką. Akurat w tym okresie, jak się zaczęłyśmy razem trzymać, to mi tak dobrze nie szło. Lepiej mogę opowiedzieć o tej przyjaźni i rywalizacji na przykładzie właśnie Joasi Sakowicz, która również była bardzo dobrą zawodniczką. Z Asią mieszkałyśmy razem, przez cały turniej w jednym pokoju i zdarzało się tak, że grałyśmy przeciwko sobie finał tego turnieju. Przed tym finałem szłyśmy razem na śniadanie, rozgrzewkę? Jak się wchodzi na kort, to należy zapomnieć, że to twoja przyjaciółka i potraktować ją jak przeciwnika, z którym wiesz, że musisz wygrać. To nie jest proste, żeby to oddzielić. Niektórzy tego być może nie potrafią, jednak wydaje mi się, że ja umiałam. Wydaje mi się, że też nigdy nie zazdrościłam, że wygrywają. Zdarzyło mi się, że moje koleżanki mówiły mi, że ja to zawsze mam szczęście przy losowaniu drabinek. Także da się to rozgraniczyć, ale nie jest to proste.

 

Obecnie jesteś trenerką. Czy ta praca daje Ci satysfakcję i jest tym, w czym rzeczywiście się spełniasz? Czy może traktujesz ją nieco jako zamiennik od tej zawodowej, seniorskiej kariery?

Spełniam się w tej pracy, bo czuję, że robię to najlepiej jak potrafię. Także nie do końca czuję się jakbym była w pracy będąc na korcie. Na początku było mi bardzo trudno być trenerem, dlatego że zawsze to ja byłam najważniejszą osobą na korcie, a nagle musiałam o tym zapomnieć i skupić się przede wszystkim na osobie, która stoi po drugiej stronie siatki. Muszę się przyznać, że przez pierwsze lata trudno było mi ułożyć trening tak, żeby zapomnieć o swoim ego. Dochodziło do sytuacji, że układałam trening bardziej pod siebie. Ale tego można się nauczyć, chociaż nie jest to proste. Pracy trenera nie traktuję jako zamiennika. W ogóle nigdy nie chciałam być trenerem. Jak jeszcze sama grałam, to myślałam, że ostatnią rzeczą, jaką mogę się zająć to bycie trenerem. Zawsze chciałam grać jak najdłużej się da. Bycie trenerem było dla mnie w tych czasach jak czarny scenariusz, ale teraz tak nie czuję. Jestem zadowolona z tego, co robię.

 

Nagranie już było, czas na przytoczenie kilku wypowiedzi na Twój temat:

– “Bardzo w porządku. Często na treningach gadałyśmy o rzeczach nietenisowych. Oczywiście, ma talent do tenisa. Bardzo dobra sparing partnerka.”

-“Bardzo sympatyczna, miła i uczynna. Genialna zawodniczka.”

Po przeprowadzonym wywiadzie środowiskowym dowiedziałem się, że jesteś genialną sparing partnerką. W pierwszej kolejności pojawiał się ten pogląd, a potem była mowa o Tobie jako trenerce. Czy Ty bardziej realizujesz się w grze na punkty, grając z innymi, czy raczej wolisz uczyć gry w tenisa następnych zawodników?

Im dłużej jestem trenerem, tym lepiej czuję się w nauczaniu. Wiadomo, że dzięki kolejnym doświadczeniom czuję się pewniej. Nawet w takim początkowym nauczaniu, czego mi na początku brakowało. Bałam się tego, ponieważ zawsze to mnie ktoś uczył. Na początku o wiele lepiej grało mi się sparingi, bo były dla mnie czymś naturalnym. Zdecydowanie większym wysiłkiem psychicznym było dla mnie nauczanie. Teraz, po sześciu latach praktyki, mogę powiedzieć, że czuję się dobrze jako trener. Oczywiście, jako sparing partner również. Niestety ta forma tenisowa spada przez to, że głównie uczę, dlatego mogę stwierdzić, że obecnie czuję się lepiej jako trener.

 

Zbliżamy się do końca, więc przydałyby się rady… Co byś poradziła młodym adeptom tenisa, aby patrzyli w przyszłość tenisową z optymizmem oraz przed czym byś ich przestrzegała?

Powiem nieco na swoim przykładzie, że to przejście z juniorskiego do seniorskiego grania było trudne i wiem, że wielu zawodników w okresie 17 ? 18 roku życia nie wiedzą za bardzo, co ze sobą zrobić. Zazwyczaj, niestety, w tym wieku kończy się przygoda z tenisem. W moim przypadku zabrakło tego, żeby wyjechać z Polski i spróbować potrenować na maksymalnych obrotach gdzieś, gdzie ten tenis jest bardziej poukładany, bo w Polsce czułam się pozostawiona. Nie mogłam połączyć tenisa ze szkołą, trudno było dojechać na trening, nie było sparing partnerów… Być może brakowało mi miejsca, gdzie miałabym wszystko na miejscu: szkołę, akademię tenisową. Zawsze lubiłam mieć wszystko poukładane, ale tutaj nie było to wówczas możliwe. Dlatego błąkałam się, włóczyłam i to mnie psychicznie męczyło. Dlatego tak, jak mówię, jeżeli nie macie uporządkowanego tego tenisa w Polsce i macie możliwości finansowe, to proponuję wyjechać do jakiejś akademii i próbować sił za granicą.

 

Wiadomo, że jednak ta struktura w Polsce poprawia się.

Polepsza, wiadomo, ale może ja za szybko odpuściłam. Miałam 23 lata i skończyłam przez to, że miałam kontuzję łokcia, o której wcześniej nie wspomniałam. Przez nią miałam 4 miesiące przerwy i ta przerwa spowodowała, że już nigdy nie wróciłam na kort. Odpoczęłam i w sumie było mi bardzo dobrze bez gry. W ostatnich latach mojej kariery tenis zaczął źle wpływać na moją psychikę. Strasznie się dołowałam przez niego, bo mi nie szło. Także jak jest gorszy moment, to się nie poddawajcie, ale jeżeli dłużej nie idzie, to może warto wyjechać do Stanów Zjednoczonych na studia, z czego ja nie skorzystałam. Jeżeli macie propozycje otrzymania stypendium na studia w Stanach, to powinniście z tego korzystać. Przez te 4 lata można tam jeszcze lepszą formę złapać. Często zawodnicy po takich studiach wracają i jeszcze lepiej grają.

 

Poprosiłbym o jeszcze jedną radę zbliżoną do poprzedniej. Na co, Twoim zdaniem, powinni zwrócić uwagę zawodnicy oraz ich rodzice w momencie przejścia na karierę seniorską?

Jest bardzo wiele takich aspektów, więc ciężko jest wszystkie je wymienić.

 

Wiadomo, że to jest taki moment, kiedy rodzice muszę nieco zejść na bok, bowiem on już nie da rady być wszędzie z zawodnikiem i może inaczej zapytam, jak odciąć tę “tenisową pępowinę?”

Powinno się jednak razem porozmawiać o tym. U mnie też był taki problem, że tata był moim trenerem, a w tym wieku 18 – 19 lat zaczęłam się nieco z tatą kłócić, co myślę również przerzuciło się w jakimś stopniu na moją formę. Często jest tak, że rodzic jest trenerem, ale pamiętajmy, żeby te relacje z rodzicami, żeby dobre relacje były pielęgnowane. Rodzice powinni sobie zdawać sprawę z tego, że z czasem dziecko może nie potrzebować od nich takiego wsparcia, ale uważam, że ta bliskość jest zawsze ważna. Jednak jeżeli jest tak potrzeba, to żeby dla dobra zawodnika rodzice trochę wycofali się z tej przestrzeni jego życia.

 

Na sam koniec o marzeniach? Czy masz jeszcze marzenia związane z tenisem?

Tak, ja nigdy nie zagrałam turnieju, którym zakończyłabym swoją karierę. Było tak, że złapałam kontuzję i potem już nie wróciłam. Później grałam jeszcze ligę w Niemczech, ale nawet mówiłam, że nie chcę grać w turniejach. Ostatnio myślę, że super byłoby zagrać taki ostatni turniej. Może nawet nie ostatni, ale żeby zaplanować go i do niego się przygotuję. Jeżeli pójdzie mi dobrze, to może zagrać jeszcze kolejny (śmiech).

 

W takim razie życzę, żeby udało się go zagrać. Bardzo dziękuję za rozmowę.