Navratilova: Radwańską stać na wygranie Wielkiego Szlema!

Najlepsza tenisistka w historii, legenda tej dyscypliny, kobieta, która biały sport ma we krwi. Martina Navratilova opowiada o współpracy z Agnieszką Radwańską, co jeszcze należy poprawić w tenisie najlepszej polskiej zawodniczki, czego oczekuje od Polki oraz jak bardzo różni się dzisiejszy tenis ziemny, od tego sprzed lat.

 

Jak to się stało, że rozpoczęła Pani współpracę z Agnieszką Radwańską?

 

Jej menadżer (Stuart Duguid z agencji Lagardere Unlimited – przyp. red.) zadzwonił do mnie w listopadzie ubiegłego roku. Szukał kogoś, kto mógłby jej pomóc w zrobieniu kolejnego kroku do przodu. Mówił, że Agnieszka potrzebuje czegoś nowego, zmian, impulsu do działania. Powiedziałam, że jasne, w porządku, ale muszę ją wcześniej poznać. Powinniśmy się spotkać. Chciałam wiedzieć dlaczego chce właśnie mnie jako swoją trenerkę. To było ważne, aby wiedzieć co ona chce zrobić, aby osiągnąć jak najlepsze wyniki?

 

Jak zdefiniowałaby Pani swoją pracę?

 

Nie jest to praca na cały etat. Mam wiele innych zobowiązań. Dużo pracuję dla telewizji (Navratilova jest komentatorką Tennis Channel – przyp. red.). Ale cieszę się, że jestem częścią zespołu. Agnieszka ma naprawdę świetnego szkoleniowca, Tomasz Wiktorowski wykonuje naprawdę dobrą robotę. Spotykamy się od czasu do czasu i ustalamy czym powinniśmy się w danym momencie zająć. Praca z Agnieszką bardzo przypomina mi czasy, gdy ja sama rywalizowałam w tourze. Kiedy współpracowałam z trenerem Craigiem Kardonem (pracowali razem w latach 1988-1994 – przyp. red.) zapytał Billie Jean King, czy mogłaby mi pomóc. Wtedy kilka razy zwyciężyłam w wielkoszlemowym Wimbledonie, ale chciałam więcej tytułów. I nawet mimo tych zdobytych, chciałam grać jeszcze lepiej, wiedziałam, że mnie na to stać. Agnieszka chce dokładnie tego samego, co ja wtedy. Mimo, że ona już od długiego czasu występuje w rozgrywkach, ma dopiero 26 lat. Wciąż ma jeszcze dużo czasu, aby poczynić postępy.

 

Do kiedy zawarły Panie umowę?

 

Umówiłyśmy się, że będziemy razem pracować do Wimbledonu. Dopiero po londyńskim turnieju zdecydujemy co dalej. To bardzo ważne, żeby współpraca na linii trener-zawodnik pasowała obu stronom, gdyż jest to relacja na bardzo intymnym poziomie. Ja jestem nawet bardziej konsultantką, koordynatorką, niż coachem. Relacja trener-zawodnik jest czymś intymnym. Należy być w pełni świadomym siebie, swoich wartości i umiejętności. Z drugiej strony trzeba się odważyć i całkowicie zaufać partnerowi. W przeciwnym razie to nie będzie działać. Jeśli oboje będziemy czuć, że nasze treningi przynoszą wymierny efekt, kto wie ile wtedy możemy wspólnie pracować. Oby jak najdłużej!

 

Czy zdarza Ci się trenować z Agnieszką i na bieżąco korygować popełniane przez nią błędy?

 

Zazwyczaj nie, ale przecież ona ma solidnego sparingpartnera (Dawida Celta – przyp. red.) i to wydaje się całkowicie wystarczające. Ale kilka razy trenowałam z nimi, szczególnie wtedy, kiedy potrzebny był ktoś, kto jest leworęczny. Wszystkie błędy staramy się korygować na bieżąco, nawet jak się nie widujemy, to dzwonimy do siebie i wyjaśniamy co można było zrobić w danym spotkaniu lepiej.

 

Pani jest niekwestionowaną legendą tenisa ziemnego, wygrała Pani 18 turniejów Wielkiego Szlema, z czego połowę na świętej trawie Wimbledonu. Agnieszce jeszcze ani razu nie udało się zdobyć chociaż jednego tytułu. Czego potrzeba Radwańskiej, by w końcu zdobyła swój upragniony tytuł?

 

Istnieje wiele niuansów, drobnych szczegółów, które można dopracować i poprawić. To nie jest wcale tak, że ona potrzebuje ode mnie jakiejś wielkiej pomocy. Gdy ma swój dzień, trafi z formą i czuje się dobrze, to skupiamy się na drobnych poprawkach. To nie są rzeczy, na które potrzebujemy wiele czasu. Agnieszka jest świetną tenisistką, jedną z najlepszych w swojej generacji. Ale każdy może się poprawić. Ważne jest to, że Agnieszka coraz bardziej się otwiera . Musisz mocno wierzyć, aby być lepiej i podporządkować wszystko temu nadrzędnemu celowi. Jednak aby to osiągnąć potrzeba przede wszystkim czasu . Na pewno ostatnio poprawiła znacznie serwis, notuje kolejne asy. Istnieją małe szczegóły techniczne, nad którymi można jeszcze popracować. Wierzę jednak, że Agnieszkę stać na taki triumf.

 

Jakie elementy należałoby poprawić w tenisie Agnieszki? Czy jest możliwe, żeby Agnieszka więcej grała przy siatce?

 

Nie chodzi o to, aby więcej chodziła do siatki. Ważne jest to z jakiej pozycji trzeba zagrać piłkę. Nie potrzeba od razu koniecznie iść do przodu. Jasne, zależy nam na tym, że jeżeli ma okazję to chcemy, żeby jak najczęściej z niej korzystała. Chcemy też, by Agnieszka jeszcze wcześniej uderzała piłkę, aby mogła sobie wypracować jeszcze bardziej ofensywną pozycję.

 

Kiedyś królował serve&volley. Czy w dzisiejszych czasach nadal może być skuteczny?

 

Dzisiaj, dużo łatwiej niż w moich czasach, gra się z returnu. To sprawia, że obecnie trudniej prowadzić grę przy siatce. Pierwsze chwile po sprincie są najbardziej wymagające. To wymaga wielkiej pewności siebie i specjalnych zdolności  do ataków przy siatce. Nigdy nie proponuję Agnieszce żeby grała niezgodnie z jej naturą.

 

Inteligencja jest ważniejsza niż siła uderzenia?
Raczej nie. Niektórzy zawodnicy mają znacznie więcej siły niż inni. Inni mają lepszy wolej, czy niezły slajs. Każdy ma swoje mocne i słabe strony. Pytanie brzmi, jak radzić sobie z nimi w meczu. Dotyczy to nie tylko Agnieszki, ale ma zastosowanie do każdego gracza. Ale to jest sport indywidualny, a moim zadaniem jest, by wycisnąć wszystko co najlepsze z Agnieszki.

 

Tour zmienił się znacznie od czasów, kiedy ty uczestniczyłaś w rozgrywkach. Organizowane jest więcej turniejów, do wygrania jest więcej pieniędzy, panuje także większy profesjonalizm. To zmiana na lepsze, czy wręcz przeciwnie? A może mimo tego wszystkiego czegoś w dzisiejszym tenisie brakuje?

 

Na pewno lepsze było to, że tenisistki trzymały się blisko siebie, wszystkie razem się przyjaźniłyśmy i spędzałyśmy ze sobą sporo czasu. Nie mieliśmy pieniędzy, aby zapłacić za cały team, który teraz jest wokół większości z nich. Dopiero w latach 80. i 90. to się zmieniło. Dziś tenisiska ma do dyspozycji trenera, sparingpartnera, ojca, matkę, rodzeństwo i przyjaciele siedzą w boksach. Cierpi na tym ich życie prywatne. Co jest lepsze? Organizatorzy znacznie bardziej dbają o zawodników. Podróż do hoteli, cała infrastrukltura podczas zawodów jest znacznie lepsza niż kiedyś. Nawet jedzenie smakuje lepiej. Zawsze zabieram ze sobą własne posiłki, bo jestem na diecie. Dziś wszyscy się doskonale odżywiają.

 

Co zmieniło się na korcie?
Są lepsze naciągi, rakiety są dużo lepszej jakości. Gracze są sprawniejsi fizycznie. Nadal istnieją różnice, ale nie są tak oczywiste. Sama gra serve&volley już nie działa. Musisz budować różnego rodzaju akcje, być niemal wszechstronnym. Musisz wypracować sobie punkt w kilku uderzeniach. Także strategia jest bardziej subtelna.

 

Czy można powiedzieć, że dzisiaj pracuje Pani więcej niż kiedykolwiek wcześniej?
Szczególnie na turniejach wielkoszlemowych. Praca dla telewizji, w roli trenerki Radwańskiej i do tego jeszcze od czasu do czasu mecze seniorów. Także w domu w Miami jestem dosyć zabiegana, ale to jest inna forma stresu: mam partnerkę, a wspólnie wychowujemy dwie dziewczynki. Mamy jeszcze zwierzęta – pięć psów, kota, ptaka oraz dwa żółwie.

 

Za: Stuttgart Open