Menedżer wyjaśnia przyznanie dzikiej karty Mai Chwalińskiej

130

Maja Chwalińska doznała kontuzji w trakcie meczu z Mananchayą Sawangkaew na Wimbledonie i pomimo dokończenia spotkania przegrała 6:2, 5:7, 2:6. Reprezentantka Polski nie może być zadowolona z zakończenia występu w londyńskim turnieju.

Chwalińska wystąpiła w drabince głównej dzięki dzikiej karcie, choć normalnie powinna była rozegrać kwalifikacje; decyzja ta wiązała się z jej niedawnym finałem na Roland Garros. Menedżer Victor Archutowski opisał proces wyjaśniając, że kontaktował osoby decydujące, podkreślił, że nie lobbował, i relacjonował: „Możesz spać spokojnie” – dodał, przytaczając odpowiedź, jaką otrzymał od rozmówców; jednocześnie wyjaśnił, że o przyznaniu decyduje kilkuosobowy komitet, a zawodnik sam musi zgłosić chęć otrzymania takiej karty, pisząc do dyrektora turnieju.

W skrócie:

  • Archutowski oceniał szanse Chwalińskiej na dziką kartę najpierw na 70 proc., a później na 80 proc.
  • Menedżer przyznał, że w tenisie istnieje handel dzikimi kartami, a duże firmy menedżerskie, takie jak IMG, korzystają z rozbudowanej sieci kontaktów.
  • Maja Chwalińska wraca do zdrowia po kontuzji i możliwy jest jej powrót do gry w drugiej połowie lipca.

 
Artykuł wygenerowany przy pomocy sztucznej inteligencji na podstawie informacji udostępnionych przez Google News

Poprzedni artykułKostyuk i Noskova zagrają o pierwszy finał wielkiego szlema
Następny artykułTrenerka Zaniewska o przyszłości współpracy z Kostiuk