Matkowski: Stać nas na więcej!

Fyrstenberg MatkowskiW pierwszej rundzie turnieju BNP Paribas Paris Masters 2014 Marcin Matkowski w parze z Jurgenem Melzerem uporali się z Marinem Draganją i Lukasem Rosolem. Polak liczy na to, że w Paryżu uda mu się z leworęcznym kompanem osiągnąć dobry wynik i z nadzieją czeka na nadchodzący sezon.

 

Piotr Dąbrowski: Jak to jest grać w Paryżu z innym partnerem? Przez ostatnie osiem lat w Bercy grał Pan wspólnie z Mariuszem Fyrstenbergiem.

 
Marcin Matkowski: Faktycznie, to trochę dziwne uczucie. Cóż, przynajmniej Jurgen jest leworęczny więc dużej różnicy nie było (śmiech). Z Paryża i wspólnej gry z Mariuszem mam bardzo miłe wspomnienia. To przecież właśnie tutaj zawsze gwarantowaliśmy sobie udział w kończącym sezon turnieju Masters. Niestety w tym roku nie mamy nawet takiej możliwości, ale na pewno tutaj zawsze nam się dobrze grało. Z Jurgenem także współpracuje mi się naprawdę dobrze. Udało nam się wygrać pierwszy mecz. Nie było łatwo, rywale postawili nam bardzo ciężkie warunki. U nas jednak świetnie funkcjonował return. Tak naprawdę powinniśmy ich trochę wcześniej przełamać, wkradło się jednak trochę niedokładnych zagrań, ale jak na pierwszy raz to wszystko funkcjonowało całkiem dobrze. Najważniejsze jest zwycięstwo.

 
Jak wyglądają Pańskie plany na przyszły sezon? Czy nadal planuje Pan rozbijać występy deblowe na starty z Mariuszem i innymi zawodnikami, czy zdecyduje się Pan na jednego partnera na cały sezon?

 
Po turnieju w Paryżu usiądziemy z Mariuszem do rozmów i wspólnie zdecydujemy, co będzie dla nas najlepsze. Jako, że jego tutaj nie ma to decyzję podejmiemy w ciągu najbliższych dni, kiedy już na spokojnie będziemy mogli pogadać w Warszawie. W tym roku na pewno nie poszło nam tak, jak sobie wszyscy tego życzyliśmy. Także kibice nie mogą być z naszych wyników w pełni zadowoleni. My w szczególności, bo wiemy na co nas stać, a miejsce 30-40 na śiwecie to z pewnością nie jest szczyt naszych możliwości. Zobaczymy, jakie są warianty współpracy, czy chcemy dalej wspólnie występować. Wciąż chcemy odnosić sukcesy, wygrywać turnieje. Wiemy, że nas na to stać.

 
Powoli przychodzi czas na podsumowanie kończącego się sezonu. Co było najjaśniejszym momentem minionego roku, a o czym chciałby Pan już jak najszybciej zapomnieć?

 
Powiem nieco inaczej. Najjaśniejszy moment jest teraz, powoli zbliżają się przecież wakacje (śmiech). Tych gorszych było trochę więcej. Nie chciałbym jakoś tego rozpamiętywać, ale od marca mieliśmy dosyć długi cykl porażek, gdzie nie graliśmy źle, zawsze byliśmy blisko zwycięstwa, ale czegoś brakowało. Wtedy uciekło nam trochę pewności siebie. Ciężko było o tym zapomnieć. Z drugiej strony, dobrze, że już koniec sezonu. Mam nadzieję, że uda nam się jeszcze coś osiągnąć w Paryżu, a potem czekają nas już zupełnie nowe wyzwania.
Wasze pokolenie deblistów, Pan, Mariusz i Łukasz Kubot, dosyć dobrze potrafiła odnaleźć się od najmłodszych lat w tourze. Obecnie brakuje młodych następców, którzy mogliby nawiązać do waszych sukcesów i próbować przebić się do pięćdziesiątki rankingu deblowego.

 

To wynika z czegoś innego. Najlepsi debliści świata na zawodowych kortach występują już od wielu lat. Z tego powodu młodsi nie są w stanie przebić się do czołówki, ponieważ tacy tenisiści jak 42- letni Daniel Nestor, czy niewiele młodszy Nenad Zimonjić nadal naciskają i nie zamierzają oddawać miejsca. Muszę powiedzieć, że tak naprawdę mnie to akurat cieszy. Powoduje to, że możemy dłużej grać i wygrywać.

 

Co tym samym będzie celem na przyszły sezon?
Każdego roku cel jest ten sam – udział w turnieju Masters. Trzeba będzie tylko trochę częściej wygrywać (śmiech).

 

      Z Paryża dla TenisNET Piotr Dąbrowski