Magda Linette: Wimbledon w końcu jest dla mnie szczęśliwy!

Z Magdą Linette po pierwszym w karierze awansie do III rundy wielkoszlemowego Wimbledonu rozmawiamy o tym, jak trudno jest znaleźć się w czołówce i nad czym trzeba pracować, aby przełamać wcześniejszą niemoc.

Masz takie wrażenie, że karma na Wimbledonie wraca? Ten turniej oddaje Ci to wszystko, co kiedyś ci zabrał.

(śmiech) Faktycznie. Zeszły rok był bardzo przykry tutaj na Wimbledonie. Przegrałam z Julią Putnicevą 8:10 w trzecim secie, co bardzo bolało. Tym bardziej, że prowadziłam i miałam ten mecz w garści i go wypuściłam. Na pewno było to bolesne doświadczenie i cieszę się, że w tym roku wyciągnęłam wnioski i byłam konsekwentna. Bardzo mocno się do tego turnieju przygotowywaliśmy i cieszę się, że poprawiłam te elementy, które wcześniej mocno mnie zawiodły.

Można powiedzieć, że idziesz po swoje. Najpierw tytuł w Manchesterze, teraz już trzecia runda Wimbledonu. Jak ważne jest to dla twojej pewności siebie?

To jest dla mnie bardzo, bardzo ważne. Im więcej meczów wygrywam tym większą mam pewność siebie, dlatego czasami gram po prostu nieco więcej niż zwykle inne zawodniczki. To bardziej dlatego, że moja sfera fizyczna jest już naprawdę mocna, a jednak ta mentalna wciąż musi się podreperować, więc czasami po prostu gram dużo więcej, żeby mentalnie w tych sytuacjach stresowych wytrenować się na jak najwyższy poziom, a tego brakowało mi przez wiele lat (śmiech). Cieszę się, że w końcu zaczęłam dojrzewać na korcie i jestem bardzo zadowolona z tego, że są wyniki, bo to też jest motywujące dla mnie i dla mojego teamu, że to co robimy przynosi odpowiedni skutek i się opłaca i ciężka praca zostaje wynagrodzona.

Jak najlepiej przygotowywać się na takie sytuacje stresowe, jak ta która przed Tobą? Zagrasz z Petrą Kvitovą, być może na korcie centralnym.

Szczególnie, że na wszystkich innych dużych podczas turniejów wielkoszlemowych już grałam (śmiech).To zależy od osobowości. Niektóre osoby mają w sobie to, że są pewne siebie. Na przykład Jastremska uwielbia być w centrum zainteresowania, ona wychodzi i żyje po to, by być obecna na tych największych arenach. Podobnie Serena uwielbia duże obiekty, Maria Szarapova. Wszystkie wielkie zawodniczki wiedzą co podczas takiego spotkania zrobić. Ja nie byłam na pewno w taki sposób prowadzona. Nie byłam osobą, która mocno wybijała się ponad przeciętność. Byłam naprawdę niezła w młodszych kategoriach wiekowych, ale zazwyczaj mało osób myślało o mnie w ten sposób, że osiągnę aż tyle, ile osiągnęłam swoją ciężką pracą, wiarą w siebie i samozaparciem. Kiedyś też moja mentalność była zupełnie inna, nie byłam pewna, czy mi się uda, czy nie, bo tenis nie zawsze przekładał się na takie wyniki o których myślałam i miałam nadzieję, że są w moim zasięgu i je osiągnę. A poza tym ja się cały czas wszystkiego uczę i jest też właśnie jeszcze jeden typ osobowości, który po prostu musi to przejść. Musiałam zagrać ileś meczów, żeby dojść do pewnego poziomu i teraz mam ich naprawdę bardzo dużo na tych największych kortach i to po prostu buduje i w tych ekstremalnych sytuacjach trzeba być parę razy. Kilka razy trzeba je przejść i po prostu w końcu zachować się w odpowiedni sposób, żeby wiedzieć co zrobić następnym razem.

Tym większa chyba satysfakcja móc udowodnić samej sobie i innym, że jednak świetnie sobie poradziłaś?

Pewnie, ale myślę, że każdy z nas tak trochę ma, że ma takie osoby, które w nas nie wierzyły, ale ja staram się też o tym za bardzo nie myśleć, bo na tym ucierpiałaby sama gra. Bo granie z zawiścią nigdy nie wychodzi nam dobrze. Dlatego bardzo się cieszę i nie mogę być bardziej wdzięczna za to, że mam teraz przy sobie naprawdę wspaniały team, który wspiera mnie właściwie w każdej sytuacji. Kiedy byłam kontuzjowana, kiedy nic mi nie wychodziło, kiedy wychodziłam na wielkie korty i przegrywałam w końcówce trzeciego seta to oni zawsze byli ze mną i mnie motywowali i zawsze byli ze mną na te dobre momenty i złe, także staram się na tym jak najbardziej skupiać i zbierać wokół siebie jak najbardziej pozytywne osoby, które chcą ze mną współpracować niezależnie od wyniku, chcą współpracować, bo to jestem ja i cieszą się z naszej wspólnej pracy i energii, jaką mamy w teamie.

Anisimova oprócz tego, że podkreślała twoje doświadczenie to zauważyła, że twój serwis działał niemal bezbłędnie. Też miałaś takie wrażenie na korcie?

Serwis trenowałam przez cały okres gry na kortach ziemnych i podobnie teraz na trawie. Naprawdę poświęciliśmy serwisowi bardzo dużo czasu. Widzę sporą różnicę i to, że mój serwis jest naprawdę dużo, dużo lepszy i to naprawdę widać. Zaczyna to wszystko działać, wychodzić, a serwis staje się powoli moim ogromnym atutem. Tak powinno być. Tym bardziej, że technicznie on jest dobrym uderzeniem. Wcześniej nie wykorzystywałam go na tyle na ile powinnam. Uważam, że to jest naprawdę super robota ze strony Marka, że potrafił mi ustawić ten serwis jeszcze lepiej i znalazł ćwiczenia, które pomogły mi w znalezieniu lepszego czucia podczas serwisu, więc należą mu się naprawdę duże brawa. Tenis to głównie sfera mentalna. Byłam solidna i udało mi się zachować spokój. Wiadomo parę razy było nerwowo, zwłaszcza przy bliskich piłkach, które czasem było bardzo trudno rozstrzygnąć. Cieszę się, że pod koniec pierwszego seta zachowałam chłodną głowę po dość kontrowersyjnej piłce. A kiedyś bym to straciła i się po prostu zdenerwowała. Tutaj udało mi się to odpuścić i przejść do porządku dziennego, kontynuować swoją grę. To, że Anisimova jest bardzo dobrą zawodniczką wiedziałam już bardzo dawno temu. Ale nie myślałam, że to mączka będzie tą nawierzchnią na której się przełamie. Wiedziałam, że trawa będzie jej pomagać, ale z drugiej strony jeżeli ja podejdę do tego meczu pozytywnie i dobrze taktycznie to trawa mi również pomoże. Starałam się nie dawać jej dużo czasu, żeby nie mogła się ustawić. Po prostu grać głęboko. Zagrałam naprawdę przyzwoity mecz. Cieszę się, że udało się zamknąć ten mecz w dwóch setach. Ale mimo wszystko mogłam troszkę lepiej po serwować pod koniec drugiego seta. Starałam się cały czas grać agresywnie i chociaż popełniłam parę podwójnych błędów serwisowych w drugim secie to cały czas musiałam trzymać szybką rękę, bo wiedziałam, że jeśli tylko zwolnię to Anisimova przejmie inicjatywę i zdecydowanie nie mogłam sobie na to pozwolić. Były nerwy i stres, ale tym bardziej cieszę się, że z głębi kortu udało mi się wybronić i zagrać bardzo solidnie. Anisimova gra długie piłki, więc wiedziałam, że będę musiała jej odpowiadać jak najdłużej i nie dawać jej właściwie kątów, żeby nie mogła ich złapać. Starałam się grać dość mocno w środek i cieszę się, że to naprawdę wyszło. Serwowałam naprawdę nieźle przez cały pierwszy set, miałam przewagę w wymianach i po prostu bardzo się cieszę, że ten mecz mi dobrze wyszedł.

Mimo, że częściej starasz się teraz kontrolować uderzenie, to znacznie więcej niż wcześniej jest teraz w twojej grze ryzyka.

Oj tak, Generalnie nigdy nie chce mieć takiego poczucia, że miałam szansę i nie wykorzystałam jej i nie poszłam za ciosem. Nie chciałabym sobie tego wyrzucać. Wolę sobie wyrzucać bardziej to, że nie trafiłam tam, gdzie chciałam (śmiech). Dlatego bardzo często wolę być tą osobą, która wychodzi z inicjatywą i to ja atakuję, bo zazwyczaj właśnie to wyniosło mnie ponad poziom ITF-ów, czy turniejów rangi International. Zawsze byłam w miarę zdyscyplinowana, ale to, że jednak czasami decydowałam się być agresywniejsza niż moja przeciwniczka to często mi pomagało i wynosiło mnie do góry i odnosiłam zwycięstwo nawet w tych trudnych meczach i później miało to przełożenie na kolejne imprezy. Zarówno w ITF-ach i tak samo teraz. Wiem, że jeżeli gram za wolno to nie będzie wychodzić, bo muszę być agresywna i faktycznie czasami wciąż nie wychodzi (śmiech). Ale cały czas wierzymy w to, że mój poziom gry i umiejętności poza kortem będę podwyższać i to będzie funkcjonować.

 

Rozmawiał i notował w Londynie: Piotr Dąbrowski