Kubot/Melo: Mamy apetyt na więcej!

Piętnaście lat, pięćdziesiąt turniejów wielkoszlemowych, piętnaście Wimbledonów. To dorobek Łukasza Kubota, który od debiutu w 2004 roku zdołał zwyciężyć w dwóch wielkoszlemowych finałach (Australian Open 2014 oraz Wimbledon 2017), a raz przegrać (US Open 2018). Długo, naprawdę bardzo długo można by wymieniać sukcesy najlepszego polskiego deblisty w historii. W 2019 roku Łukasz Kubot przyjechał na Wimbledon, aby powtórzyć to, co wydarzyło się na kortach All England Clubu przed dwoma laty. Polak jak mantrę powtarza, że skupia się tylko na każdym kolejnym spotkaniu oraz na właściwej regeneracji.

Mimo wszystko, po finale w Halle, który choć przegrany był bardzo dobrym prognostykiem przed Wimbledonem, Polak zauważa jak wartościowe były to przygotowania.

Mamy za sobą bardzo dobre pięć spotkań, które rozegraliśmy przed Wimbledonem w Halle. Były one pewnym przygotowaniem, pracowaliśmy nad wieloma elementami i schematami. Wszyscy wiedzą, że gramy tutaj już trzeci rok razem, znają nasze możliwości. W I rundzie mieliśmy bardzo groźnych przeciwników, którzy fantastycznie serwowali. Dla nas bardzo trudne spotkanie i cieszy nas to, ze to przetrwaliśmy. Zawsze coś się znajdzie, co można poprawić. Jest jeszcze dużo takich elementów nad którymi trzeba pracować, ale chodzi przede wszystkim o to, abyśmy nadal łapali nasz moment, tzw. momentum i te dwie, trzy piłki mogą decydować o wygraniu seta.

Kubot już od pierwszego meczu z Marcelo Melo pokazywał, że w Londynie mierzą w najwyższe cele. Oczywiście, każdy tenisista przed startem turnieju zakłada zwycięstwo w imprezie, właśnie na tym polega tenis. Jednak akurat ta para ma wszelkie predyspozycje, by o tytule myśleć nie w ramach odległego założenia, ale realnego celu.

Jest to na pewno specjalne uczucie. Nie ma chyba lepszego miejsca do gry w tenisa niż Wimbledon. Zawsze, gdy przychodzę na główny balkon All England Clubu przy korcie numer trzy zawsze łza mi się kręci w oku, bo to zawsze było moje marzenie, by zagrać na tych kortach. I bez względu na to, czy jestem tutaj już po raz 15. w Wimbledonie i po raz 50. na turnieju wielkoszlemowym. Zawsze mam takie same uczucia. Na pewno to cieszy, te truskawki, tradycja. Zawsze cieszę się każdą sekundą i minutą na Wimbledonie.

Turniej w Londynie różni się tym od innych turniejów wielkoszlemowych, że na rozstawienie w nim wpływa kilka decydujących czynników, które nie są brane pod uwagę podczas Australian Open, Roland Garros, czy US Open. Dla włodarzy All England Clubu ma znaczenie nie tylko pozycja w rankingu ATP, czy WTA ale także wcześniejsze wyniki na nawierzchni trawiastej. Dla Kubota to jeden z elementów wyjątkowości Wimbledonu.

Oczywiście dzisiaj jest inna sytuacja, jesteśmy w roli faworytów, rozstawieni z numerem jeden. Jest to wyróżnienie, wielki zaszczyt i uhonorowanie tego wszystkiego, czego dokonaliśmy przez ostatnie dwa, czy trzy lata z Marcelo. Jesteśmy na to gotowi i musimy się z tym zmierzyć, ale ja nie patrzę na to, że jesteśmy numerem jeden. Gramy piłka po piłce i czekamy co się będzie działo. Z tym się trzeba też liczyć, ale z Marcelo idziemy mecz po meczu. Cały czas napędzamy się nawzajem energią, która zaważyła w końcówkach każdego z setów. To jest bardzo ważne i jedziemy dalej.

Szatnia dla rozstawionych

Polaka, poza zaszczytem w postaci rozstawienia z numerem jeden, spotkał jeszcze jeden wyjątkowy przywilej. Wimbledon to jedyny tenisowy turniej na świecie, gdzie tenisiści mają do dyspozycji dwie szatnie. Jedna z nich to normalne miejsce na przebranie się, czy prysznic z jedną szafką przeznaczoną dla poszczególnego gracza, czy zawodniczki. Jednak większe wrażenie z pewnością może robić szatnia dla zawodników rozstawionych. A Łukasz Kubot, oczywiście wraz z Marcelo Melo, jako jedna z czterech par deblowych w tegorocznych zmaganiach, otrzymał dostęp do tego charakterystycznego miejsca. Czym różni się ona od “zwykłej” szatni?

Oczywiście jest nieco więcej miejsca. Można powiedzieć, że jest to swojego rodzaju players lounge. Każdy z tenisistów rozstawionych ma po dwie szafki, nie tak jak w normalnej szatni po jednej. Jest więcej miejsca do odpoczynku i do relaksu. Jest to także miejsce połączone z pokojem dla fizjoterapeutów. Jest to może taka sama przestrzeń, ale mniej tenisistów, co powoduje, że jest większa cisza i jest trochę więcej przestrzeni dla siebie.

Mimo, że Wimbledon jest dla 37-letniego Kubota turniejem wyjątkowym ze względu na aspekt funkcjonujących tutaj tradycji, czy przenikającej korty historii, gdzie występowali najwięksi z największych, to tenisista jako najbardziej przyjazny dla zawodników wskazuje Australian Open.

Wimbledon to najbardziej prestiżowy, tradycyjny, charakteryzujący się swoimi zasadami i regulaminem. Najbardziej przyjaznym turniejem jest Australian Open. Wszystko jest blisko, korty są położone w środku miasta. Każdy turniej wielkoszlemowy ma swój urok i ma własną charakterystykę. Wimbledon ma w sobie to coś, bo to jest tradycja i myślę, że każdy z tenisistów, którzy zaczynają swoją karierę, stawia pierwsze kroki zawsze chciałby tutaj być.

Kubot jako moment krytyczny i decydujący o spełnieniu swoistego planu minimum teamu Kubot/Melo (choć ważny jest “każdy kolejny mecz”!) wskazuje ogólnie po prostu drugi tydzień Wimbledonu. Ćwierćfinał można więc uznać za tego planu zaliczenie.

Przetrwaliśmy pierwszy tydzień, jesteśmy w drugim tygodniu. To bardzo ważne. Na takim poziomie nie ma co narzekać na zdrowie, mamy swoich fizjoterapeutów, więc ważne, że to wszystko przetrwaliśmy i istotne, byśmy poprawili te elementy, które chcemy poprawić i po prostu żebyśmy się w ważnych momentach razem zgrali, bo na razie troszeczkę nie możemy się uzupełnić. Najważniejsze, że wygraliśmy ostatnie piłki. Jeszcze nie miałem okazji skakać kankana, ale mam nadzieję, że jeszcze kilka meczów wygranych, szczególnie na takim turnieju jak Wimbledon, i będzie mi dane go zatańczyć. Nie da się ukryć, że już nie mam dwudziestu lat, tylko trochę więcej i regeneracja trwa trochę dłużej. To też trzeba brać pod uwagę.

Podobne zdanie, jak Polak ma jego deblowy partner Marcelo Melo, który zwraca także uwagę na wyjątkowość trzeciego w kolejności turnieju wielkoszlemowego w sezonie.

Wimbledon zawsze był dla mnie bardzo ważnym, jeśli nie najważniejszym turniejem. Kiedy byłem mały marzyłem, że kiedyś będę występował na trawiastych kortach w Londynie i się udało (śmiech). A dzięki zdobyciu tytułu w 2017 roku stał się wyjątkowy. W spotkaniach, gdzie obowiązuje zasada “best of five” (do pięciu wygranych setów – przyp. red) musisz być gotowy na wszystko. Akurat my robimy specjalne, inne i dłuższe przygotowania do meczów tego typu. I może dlatego tak dobrze szło nam wcześniej na kortach trawiastych. Ważne jest też przygotowanie siłowe, by być gotowym na naprawdę długie spotkania, nawet jeśli skończą się w trzech setach to trwają dłużej niż do tego normalnie przywykliśmy. Ale jesteśmy na to gotowi Wydaje mi się, że ja i ?Kubi? zawsze trenujemy tak dużo, jak tylko możemy i dzięki temu udaje nam się być w dobrej formie przez długi czas.

Brazylijczyk podkreśla także wagę regeneracji, która na dystansie siedmiu meczów i możliwych pięciosetowych spotkań może mieć decydujące znaczenie.

Regeneracja jest niesamowicie ważna. Istotne, żeby dobrze się do meczu przygotować. Oczywiście podczas meczu nie zawsze możemy grać świetnie przez całe spotkanie, ale najważniejsze jest próbować i się nie podawać, iść do przodu i zawsze być gotowym na kolejne spotkanie. Tak ważne są wszystkie rutyny przed i po meczu, żebyśmy byli w odpowiedniej dyspozycji następnego dnia. Od pierwszej rundy nie mieliśmy łatwo, a powiedziałbym, że zagraliśmy chyba najtrudniejszą pierwszą rundę odkąd tutaj razem występujemy. Teraz musimy podtrzymać formę, skupić się na kolejnym spotkaniu i iść mecz po meczu. Wierzę, że cel do którego dążymy jest w naszym zasięgu, ale żeby się tam dostać trzeba wcześniej wykonać kilka trudnych kroków. Na pewno musimy w to mierzyć, ale w tym samym czasie trzeba skupić się na tym, że o wszystkim decyduje jeden, czy dwa punkty i trzeba być gotowym na wszystko. Każdy mecz na takim turnieju jest ważny, ale istotne jest to, żeby z meczu na mecz grać coraz lepiej i budować pewność siebie, dzięki czemu bardzo ważne spotkania, jak półfinał, czy finał nadejdą. Nie jest ważne, który jesteś w rankingu. Co z tego, że jesteśmy rozstawieni z numerem jeden jeżeli na turnieju wielkoszlemowym musisz być gotowy stanąć do walki z wieloma świetnymi parami, a by wygrać nie możesz wybierać łatwych meczów.

Marcelo jednak nie opuszcza dobry humor i ze swadą w głosie i uśmiechem na ustach opowiada jak relaksuje się w Londynie.

Mieszkam niedaleko All England Clubu, wynająłem przyjemny dom. Kiedy mam wolne odpoczywam właśnie tam, oglądam filmy i cieszę się z życia udając, że jestem w Brazylii (śmiech). Oglądam w sumie wszystko to, co pokazują w telewizji. Lubię też posłuchać komentarzy, czy obejrzeć sezon jakiegoś serialu na Netfliksie. Tenis też lubię, szczególnie, kiedy jestem na Wimbledonie, gdzie mogę wybrać wiele różnych kanałów i kortów. Najbardziej relaksuje się siedząc z kilkoma znajomymi i z moim bratem, jeśli akurat jest w domu.

Melo twardo jednak stąpa po ziemi i opisuje jakie wymagania przed tenisistami stawia Wimbledon.

Szczerze to mamy naprawdę trudne losowanie, każda para jest niezwykle wymagająca. Tym bardziej się cieszę, że wygraliśmy już trzy mecze. Jeszcze czasem odrobinę pobolewa mnie kolano, ale to normalne. Gramy długie i trudne mecze na kortach trawiastych więc musimy być gotowi. Ale dobrze, że to tylko lekki dyskomfort. Teraz już nic nie czuję i mam nadzieję, że wszystko jest w porządku.

Mierzący ponad dwa metry i nazywany “Żyrafą” tenisista porównuje podobny okres z Wimbledonu 2017 i dzisiaj, oraz podkreśla, że uwielbia oglądać tenis na żywo.

Porównując podobny moment na Wimbledonie sprzed dwóch lat jest mniej więcej tak samo. Na pewno przyjechaliśmy tutaj grając dużo lepiej niż w zeszłym roku. Jesteśmy lepiej przygotowani. Choć mimo wszystko mecze, które rozgrywamy są bardzo trudne i nieraz wyczerpujące. Z rozgrywaniem meczów pięciosetowych nie ma żadnego problemu, przecież musimy być na to gotowi. Zawsze znajduję czas na dobry mecz tenisowy. Oglądałem Sashę Zvereva, kilka gemów Kerber, czy Nadala. Lubię widzieć co się dzieje (śmiech).

Choć 1/4 finału uważa za świetny wynik to liczy na zdecydowanie więcej.

Ćwierćfinał to już jest świetny wynik. Dla mnie 1/4 finału na jakimkolwiek turnieju wielkoszlemowym to naprawdę duży rezultat. Zagraliśmy trzy świetne spotkania, a dziś był chyba najlepszy mecz, jaki na Wimbledonie rozegraliśmy. Trudni przeciwnicy, leworęczni, ale jestem bardzo zadowolony z tego jak dziś zagraliśmy. Na razie gramy dobrze, ale patrzymy po prostu na każdy kolejny mecz. Taktyka była świetna, graliśmy w odpowiedni sposób od początku do końca. Marcelo jest bardzo szybki na siatce, bardzo dobrze też serwował, a jego partner świetnie krył kort. Zrobiliśmy dziś wiele bardzo ważnych rzeczy, które ostatecznie przyniosły nam zwycięstwo.

Marcelo Melo opisuje jak ważne w meczach na takim poziomie, tak wielkim turnieju i z tak dobrymi przeciwnikami jest zdobyte w poprzednich latach doświadczenie.

Bardzo pomaga nam doświadczenie, dzięki niemu jesteśmy cały czas maksymalnie skupieni na celu. Właśnie dlatego tworzymy tak dobry zespół z “Kubim”. Uzupełniamy się i jesteśmy silni mentalnie. To ważne, aby kontynuować naszą pracę, bo wiemy, że jeśli tak zrobimy i damy z siebie wszystko i wykonamy każde krok to mamy szansę pozostać w turnieju.

Łukasz Kubot dodaje, że jednym z najważniejszych aspektów tenisowego rzemiosła w grze podwójnej jest dyscyplina taktyczna i regeneracja.

W deblu jest bardzo ważna dyscyplina taktyczna. Jeżeli przeciwnicy zagrają lepiej można im tylko pogratulować i się jedzie dalej. Jesteśmy gotowi, gramy, fajnie to wygląda i cieszy nas naprawdę to, że przetrwaliśmy pierwsze dwa spotkania. Na turniejach tego typu na pewno jest nieco dłuższa regeneracja. Najważniejsza jest zawsze ta pierwsza godzina po meczu, aczkolwiek kolejne dni, patrząc z perspektywy całego turnieju będą bardzo ważne. Musimy znaleźć równowagę i odpowiednio odpocząć. Ten turniej kosztuje nas bardzo dużo mentalnie, bo tie-breaki są bardzo wyczerpujące. Choć czasem nie graliśmy najlepszego tenisa. Każdy ma swoją indywidualną rutynę, mamy swojego fizjoterapeutę, który jest tutaj z nami i z jego pomocy korzystam. Bardzo dużo się rozciągam, to dla mnie bardzo ważne, szczególnie na trawie, gdzie moja pozycja na returnie, kiedy muszę bardzo nisko schodzić na nogach, ciało trochę dostaje wtedy, nogi czuję dosyć mocno. Przy tym trzeba zachować koncentrację. Te mecze miały około trzech godzin, więc na pewno ciało po nich musi się zregenerować. Ale nie jestem zwolennikiem kąpieli z lodem, czy rowerka. Kiedyś jeździłem, teraz odpuściłem rowerek z mojej rutyny.

Polak podkreśla, że równie ważną rzeczą jak trening, był także mentalny reset przed drugim tygodniem występów na kortach przy Church Road.

Przez dwa dni przerwy był reset, odpoczynek mentalny, dobra regeneracja. Zjeść, zapomnieć na chwilę o tenisie. To też było bardzo ważne. Trzeba było też trochę coś zmienić, bo to jest drugi tydzień, musimy się cieszyć na tenis, uważam, że tenis tam jest, a ważne jest żebyśmy się zgrali w danym momencie razem. Regeneracja była. W sobotę miałem dzień regeneracji, w ogóle nie graliśmy w tenisa. W niedzielę mieliśmy omówienie poprzedniego spotkania, analizę do kolejnego meczu i trening przygotowujący do spotkania na dzisiaj. W wolnym czasie odpoczywałem. Wimbledon ma swoje reguły, dla nas, dla deblistów muszę powiedzieć, że jest to coś nowego. Średnia długość naszych meczów podczas turniejów ATP to półtorej godziny, bo gra się do dwóch wygranych setów, bez przewag i z super tie-breakiem, także te mecze są krótkie. Decyduje na pewno też wytrzymałość, nie tylko psychiczna, ale też fizyczna. Mecz po meczu nabieramy doświadczenia, siły i gramy dalej. Cel, który chcieliśmy osiągnąć osiągnęliśmy i teraz każda z par ma szansę 50:50 w każdym meczu. Jadąc na każdy turniej chcę wygrać każdy następny mecz, a co będzie to będzie. Cele można mieć, ale ja idę mecz po meczu i to jest najważniejsze, nie ma znaczenia, czy to jest pierwsza runda, półfinał, czy finał. Do każdego meczu podchodzę tak samo. Uważam, że to naprawdę ważne, aby być przygotowanym pod kolejny mecz.Nie chciałbym mówić, jak wygląda dokładnie moja rutyna, może kiedyś powiem, ale dzięki niej utrzymuję swoje ciało w dobrej kondycji. Dzięki doświadczeniu zebranemu przez lata byłem w stanie dojść do miejsca w którym jestem dzisiaj w deblu, czy kiedyś w singlu. Do każdego meczu podchodzę tak samo, bo uważam, że dzisiaj margines błędu jest bardzo mały. Nie ma takiej różnicy i trzeba być gotowym. Różnica jest tylko oczywiście w turnieju na Wimbledonie, gdzie gra się do trzech wygranych setów i tutaj trzeba być przygotowanym na dłuższe mecze i dłuższe spotkania. Wiąże się to przede wszystkim z maksymalną koncentracją w ważnych momentach i to jest może ta różnica. To jedyna rzecz na którą zwracamy z Marcelo uwagę. Nie da się ukryć, że mamy też nasz team, sztab szkoleniowy, z którym wspólnie pracujemy nad różnymi elementami, które można i trzeba zmienić. Nie boimy się tego.

Razem, ale oddzielnie

Ogólnie czas spędzamy oddzielnie. Trenujemy tylko razem, jak jesteśmy na korcie. Oczywiście w szatni też spędzamy razem czas, bo mamy tą samą szatnię, ale poza kortem, jeżeli wyjeżdżamy z obiektu to on ma swój czas, ja mam swój czas – opisuje Kubot

Polak jest pewien, że jego i jego partnera stać na świetną grę i wspaniałe wyniki, ale jest świadomy niesamowitej konkurencji.

Nie ma tutaj słabych par. Wiemy, że gramy jako rozstawieni z numerem jeden, więc pary, które na nas wychodzą nie maja nic do stracenia i wyciągają najlepszego z naszej gry. Nas na pewno cieszy to, że wygraliśmy w czterech setach, bo było widać, że w każdym secie decydowała jedna, czy dwie piłki maksymalnie. Uważam, że zagraliśmy najlepszy mecz w całym turnieju. Wziąłem odpowiedzialność za wynik na swoje barki. Zarówno w pierwszym, jak i w czwartym secie. Mieliśmy swoje problemy podczas całego meczu, ale wziąłem to na siebie i po prostu zaryzykowałem, co się opłaciło. To jest debel, taka gra, gdzie jeden musi drugiemu pomóc. Cieszy nas awans, oczywiście parę rzeczy trzeba poprawić, bo uważam, że popełniliśmy dwa, czy trzy błędy, które kosztowały nas drugiego seta. Gramy z meczu na mecz lepiej, to bardzo ważne. Zagraliśmy najlepszy mecz w turnieju. Trzeba się tym cieszyć i po prostu czekać na kolejną szansę i kolejne punkty. Trzeba się jak najszybciej zregenerować, jest już późno, jutro mamy kolejny mecz i teraz robimy wszystko, aby się przygotować pod to spotkanie. Znowu będzie decydować jedna, czy dwie piłki podczas każdego seta.

Od pierwszego turnieju wielkoszlemowego Łukasza Kubota minęło dokładnie 15 lat. W 2004 roku Polak wystąpił w turnieju debla w parze z Węgrem Gergelym Kisgyörgym. Doszli do II rundy, gdzie przegrali w dwóch setach z braćmi Bobem i Mike’m Bryanami.

Kończy się sezon, zamyka się jakiś rozdział, zaczyna się następny, przygotowania. I oczywiście człowiek nie myśli, ale na te kalkulacje będzie czas jak człowiek skończy karierę. Będzie można powspominać każdy z tych. Każdy rok, który się grało, jak się grało, dlaczego się coś zadziało, można po prostu pięknie wspominać. Ale na razie jestem w grze, cieszę się tutaj każdą chwilą, że jestem tutaj na Wimbledonie i myślę o następnym dniu i tym, że mam szansę być między najlepszymi tenisistami na świecie. Drugi tydzień zawsze jest wyróżnieniem i zawsze drugi tydzień turnieju wielkoszlemowego jest czymś wyjątkowym i dla nas wspaniałym przeżyciem.

W ćwierćfinale rywalami Polaka oraz Marcelo Melo bedzie duet Pierre-Hugues Herbert/Nicolas Mahut.

– Spodziewam się jednego: będzie to na pewno bardzo dobre spotkanie, stojące na bardzo wysokim poziomie. Wierzę, że wszyscy czterej pokażemy debla na najwyższym poziomie, bo zarówno naszą, jak i Francuzów najlepszą nawierzchnią jest trawa, także wierzę, że wyjdziemy i będzie bardzo dobre widowisko. Tego sobie życzę, a co będzie i jaki będzie wynik końcowy to zobaczymy.

Margines błędu będzie bardzo mały, musimy dać z siebie wszystko, to genialna para ? dodaje Melo.

Mecz Łukasz Kubot/Marcelo Melo – Pierre-Hugues Herbert/Nicolas Mahut jutro około godziny 18 czasu polskiego.

 

Z Londynu dla TenisNET: Piotr Dąbrowski