Janowicz wygrywa w I rundzie!

Jerzy Janowicz awansował do II rundy wielkoszlemowego Wimbledonu. Polak w swoim inauguracyjnym spotkaniu pokonał Kanadyjczyka Denisa Shapovalova 6:4, 3:6, 6:3, 7:6. Łodzianin dzięki 45 punktom rankingowym zdobytym za 1/32 finału awansuje w okolice 120. miejsca na świecie.

Rozgrywane na korcie numer siedem starcie między najlepszym polskim tenisistą, a nadzieją tak kanadyjskiego, jak i światowego tenisa należał do jednych z najciekawszych rozegranych dotychczas w ramach I rundy. Niech o poziomie spotkania świadczy fakt, że na przecież jednym z bocznych kortów kompleksu przy Church Road Janowicz i młody Shapovalov zainteresowali swoją grą tyle osób, że zabrakło nie tyle miejsc siedzących, ale nawet stojących. Pierwsze wolne miejsca były kilkanaście metrów od trybun.

Przebieg spotkania pokazał, że Janowicz jest bardzo dobrze przygotowany do rywalizacji na trawie. Mieszał grę, zmieniał tempo wymian, a młody Shapovalov próbował dorównać swojemu starszemu koledze. Im dłużej trwało to starcie tym bardziej rosły emocje. Te na korcie i te odrobinę dalej. Trzeba szczerze powiedzieć, że w kilku spornych sytuacjach sędzia mógł mieć rację, ale wydaje się, że częściej racja była po stronie Polaka. Zrozumiała frustracja nie dekoncentrowała jednak Janowicza, a tylko pobudzała go do jeszcze lepszej gry. Wyraźnie było także widać, że wraz z upływającymi minutami Kanadyjczyk nie jest w stanie dostosować się do zaistniałej sytuacji. W wielu momentach zabrakło mu doświadczenia i to właśnie ono zadecydowało o tym, że to Jerzego Janowicza widzimy w II rundzie. Jednak młodemu tenisiście należą się słowa uznania, gdyż niewątpliwie zagrał jedno z najlepszych spotkań w tym roku.

 

Shapovalov to bardzo ciekawa postać. Urodzony w Tel Avivie, wychowany w kulturze rozsyjskiej, ukształtowany tenisowo przez środowisko kanadyjskie. Co interesujące chłopak, który swój bal maturalny miał zaledwie przed kilkoma miesiącami już dziś prezentuje się znacznie lepiej aniżeli miałaby to wskazywać metryka. Dojrzałość pokazuje na wielu płaszczyznach. – Na pewno nie denerwuję się już tak bardzo. Kiedyś miałem z tym niewielkie problemy, jednak dziś sytuacja jest już opanowana. Mimo, że grałem na Wimbledonie z dziką kartą i debiutuję w turnieju głównym, to jedne z najpiękniejszych wspomnień mam właśnie z Londynu. To tutaj w zeszłym roku wygrałem Wimbledon.

 

Z jednej strony niektórym może się wydawać, że ten niesamowicie szybki “orzeł”, jak nazywają go w tenisowym środowisku, aby rywalizować z czołowymi postaciami tego sportu potrzebuje czasu, aby nabrać doświadczenia. Teraz jednak widzimy, że blondwłosy zawodnik bez kompleksów wkracza w świat nie tyle dorosłego, co wielkiego tenisa. O trening z nim zabiegał Andy Murray. We wspomnianym Queen’s walczył z Tomasem Berdychem.

 

Co więcej, Shapovalov to przedstawiciel całkowicie nowej generacji tenisistów. Młodzież ta udowadnia, że nie ma dla niej granic. Szanują autorytety, ale podążają własną, jeszcze nawet nie przetartą ścieżką. Prowadzeni przez swoje teamy twardą ręką wpychają się i rozpychają łokciami tam, gdzie wcześniej miejsce zarezerwowane było dla dekadę starszych wyjadaczy. Jednak oni, prowadzeni przez będącego przecież przedstawicielem Top 10 Alexandra Zvereva dopiero się rozkręcają. Na razie młodzież musi odrabiać pracę domową.

Tymczasem rozpędzony Jerzy walczyć będzie o III rundę. Najprawdopodobniej mierzyć się będzie z Francuzem Lucasem Pouille. Przygoda Janowicza z Wimbledonem dopiero się rozpoczyna.

Z Londynu dla TenisNET: Piotr Dąbrowski