Jak Hubert Hurkacz odczarował kort 17

Godziny poranne. Hubert Hurkacz na treningu jest zrelaksowany, gdy kończy wychodzi z uśmiechem na ustach. Jak się okaże podobny nastrój będzie towarzyszył Polakowi do końca tenisowej roboty w środowe popołudnie. Kort siedemnasty nie kojarzy się mimo wszystko Hubertowi najlepiej, bo to właśnie na nim wrocławianin przegrał Z Bernardem Tomiciem w swoim debiutanckim meczu na trawiastych kortach Wimbledonu w 2018 roku. Tamto spotkanie było pierwszym zaznajomieniem się Polaka z meczowymi kortami All England Clubu, presją towarzyszącą występowi w turnieju wielkoszlemowym oraz próbą przezwyciężenia przeciwności z którymi ówcześnie musiał się zmagać utalentowany tenisista. Wtedy mecz wyznaczony był na 11:30, teraz grał ponad godzinę później. Również oba spotkania różniło niemal wszystko, a najbardziej końcowy wynik. Jednak zanim przejdziemy do przebiegu spotkania interesujący będzie powrót do przeszłości, dokładnie o rok. 12 miesięcy temu kiedy po przegranej Huberta rozsiedliśmy się w wygodnych fotelach sali konferencyjnej Wimbledonu Hurkacz opowiadał tak:

To jest dopiero mój początek gry w turniejach wielkoszlemowych. Jest na pewno jeszcze wiele rzeczy do poprawy i muszę wyciągnąć z tego meczu wnioski. Trenować i cały czas starać się polepszać. Jestem zły na siebie, bo wiem, że parę rzeczy mogłem lepiej zrobić, ale na pewno przeciwnik zagrał dzisiaj świetne spotkanie. Trzeba wracać do domu i trenować. Cały czas staram się do tego wszystkiego, co wydarzyło się ostatnio spokojnie podchodzić. Staram się rozwijać i poprawiać swoją grę. To jest moim głównym celem i wtedy wyniki będą przychodziły. Przeciwnik nie pozwolił grać tego co chciałem grać, więc musiałem się bardzo dopasowywać do jego gry. Bardzo nieprzyjemnie grał, trochę zabrakło doświadczenia, no i mogłem ciut lepiej serwować. Na pewno się grało inaczej. Większość przeciwników gra tak, jak na innych nawierzchniach. Grał bardzo nieprzyjemne piłki, martwe, z których on czerpał energię. Im mocniej zagrałem, tym szybciej piłka wracała. Było naprawdę bardzo ciężko dzisiaj. Mecz się po prostu nie ułożył, tak jak bym sobie wymarzył. Ale gram coraz lepiej i skupiam się na poprawie swojej gry. Dzięki temu coraz lepsze wyniki po prostu przyjdą.

Jak mówił Hubert, a jak niczym mantrę powtarza zawsze Łukasz Kubot z meczów trzeba wyciągać wnioski. Dzięki temu oraz zdobywanemu nieustannie doświadczeniu (na trawie tylko przez ponad miesiąc w roku) zawodnik jest w stanie się poprawić. A, że Hubert jest bardzo pojętnym uczniem wiadomo nie od dziś, więc całą teorię i praktykę zdobytą przez kolejny rok przekuł na kort i wszystko to, co ówcześnie nie funkcjonowało tak, jak by tego oczekiwał sam zawodnik, dziś, mimo niewielkich przestojów, działało niemal idealnie.

Niemal, bo Leonardo Mayer także miał swoje szanse, a gdyby z kilku z nich skorzystał to kibicom Polaka, którzy tłumnie zgromadzili się na trybunach kortu 17 skoczyłoby trochę ciśnienie. Jednak w długich fragmentach spotkania o Huberta można było być spokojnym. No, chyba, że z wyjątkiem chwil kiedy w nieco ekwilibrystyczny i pasujący nieco bardziej do Dustina Browna sposób ratował piłki nie do uratowania. A najpiękniejsze, że bardzo często mu się to udawało. Najtrudniejsze chwile Hurkacz przeżywał w I i III secie. Najpierw po tie-breaku partię wygrywał Argentyńczyk Leonardo Mayer, a w przedostatniej partii meczu górą był bardzo energetyczny na korcie Hurkacz. W trwającym blisko trzy godziny meczu właśnie te fragmenty były najistotniejsze, chociaż bez całkowitego skupienia na każdym pojedynczym zagraniu historycznego awansu by nie było. A co to znaczy, że historyczny? Hubert Hurkacz jest dopiero Tłoczyński (1932), Fibak (1976-1978, 1986), Łukasz Kubot (2013-2014), Jerzy Janowicz (2012-2014, 2017) czwartym reprezentantem Polski, który znalazł się w III rundzie wielkoszlemowego Wimbledonu. Co ciekawe, na samym Hubercie wynik ten nie robi wielkiego wrażenia i po prostu, jak to mówi jego wielki mentor Łukasz Kubot, cieszy się chwilą. A przecież dopiero co awansował po raz pierwszy w swoim tenisowym życiu do III rundy turnieju wielkoszlemowego!

Bekhend dzisiaj kilka razy mi pomógł, dzięki niemu kilka razy się wybroniłem. Z trenerem pracujemy nad tym, żeby stawał się coraz lepszy. Bardzo się cieszę ze zwycięstwa. Na pewno trochę inaczej się gra, gdy rywalizuje się do trzech wygranych setów i te mecze trochę inaczej przebiegają niż na przykład na turniejach Masters 1000, ale na pewno cieszę się z kolejnego zwycięstwa. Ten mecz wiele mi dał, był naprawdę ciężki, więc fajnie, że dałem sobie radę.

Polak był zadowolony nie tylko ze swojej dyspozycji, ale także z tego, że jego poczynania śledzili najbliżsi. Był i tata Krzysztof, który przez lata jeździł z synem na turnieje i bezwzględnie wierzył w talent syna, była mama Zofia, która zawsze twardo stąpała po ziemi, a także siostra Nika, sama także tenisistka, która kiedyś chciałaby odnosić nie mniejsze sukcesy na korcie, niż jej starszy brat.

Bardzo dużo daje mi wsparcie mojego teamu, jest tutaj ze mną i Przemysław Piotrowicz i trener Craig Boynton, a także moja rodzina. Nie miałem zbyt wielu okazji do zwiedzania, nie byłem ani razu w centrum. Przyjeżdżam na korty, coś zjem, trenuję i odpoczywam oraz przygotowuję się do kolejnego spotkania. Niesamowita jest atmosfera tego turnieju. Gdy idzie się na korty widać tłumy osób, które czekają w kolejkach, żeby dostać się na obiekt. Bardzo mocno czuć atmosferę Wimbledonu. Ale jeszcze parę meczów muszę wygrać, żeby mnie rozpoznawali.

Szczególnie duże wrażenie w meczu z Argentyńczykiem robił backhand Hurkacza, który akurat tego dnia funkcjonował bez zarzutu.

Bekhend dzisiaj kilka razy mi pomógł, dzięki niemu kilka razy się wybroniłem. Z trenerem pracujemy nad tym, żeby stawał się coraz lepszy. Bardzo się cieszę ze zwycięstwa. Jutro trochę spokojniejszy dzień. Pojutrze kolejny mecz. Trochę inaczej się gra, gdy rywalizuje się do trzech wygranych setów i te mecze trochę inaczej przebiegają niż na przykład na turniejach Masters 1000, ale na pewno cieszę się z kolejnego zwycięstwa. Ten mecz wiele mi dał, był naprawdę ciężki, więc fajnie, że dałem sobie radę.

Polak podkreśla jak istotne było właściwe przystosowanie się do warunków panujących na nawierzchni trawiastej.

To, że rozegrałem tutaj już dwa mecze na pewno bardzo mi pomoże. To, że tak szybko udało mi się przenieść na trawę to ogromna zasługa Craiga. Opowiedział mi jak powinienem na niej grać, jak postępować i na co uważać, jak ważna jest specyfika tej nawierzchni. Jakich uderzeń trzeba trochę więcej używać, żeby nie walczyć z trawą tylko, żeby ona pomagała. To także taktyka, rozwiązania sytuacyjne, którą piłkę gdzie warto zagrać. Piłka tutaj nie odbija się za wysoko, więc miększe zagrania powodują to, że przeciwnik musi z trochę mniej komfortowej pozycji uderzać. Na trawie trzeba być bardzo agresywnym. Jeżeli uda się zepchnąć do defensywy to wtedy jest znacznie trudniej.

Pod wrażeniem dyspozycji 22-letniego wrocławianina był także Leonardo Mayer.

Dzisiaj zagrałem niezłe spotkanie, miałem wiele szans, których niestety nie wykorzystałem. Miałem przecież sześć piłek setowych, a i tak się nie udało i mimo wszystko nie mogłem wygrać. Ale chociaż przegrałem zagrałem naprawdę dobrze. Ta przegrana naprawdę boli nie zrobiłem niewiele, by odwrócić losy spotkania. Hubert to bardzo utalentowany, silny i szybki zawodnik. Przy każdej piłce trzeba być maksymalnie skupiony, bo on nie daje drugiej szansy. Nie utrzymałem mojego poziomu gry w drugim secie, ale później, choć przegrałem wszystko wróciło do normy. Hubert jest świetnym zawodnikiem, przeciwko mnie zagrał świetnie, uważam, że stać go nawet na czołową dwudziestkę światowego rankingu. Wciąż jest bardzo młody i ma jeszcze wiele lat, żeby stać się wielkim tenisistą.

Teraz przed Polakiem spotkanie z numerem jeden światowego rankingu ATP Novakiem Djokoviciem. Mecz zostanie rozegrany w piątek.

 

Z Londynu dla TenisNET: Piotr Dąbrowski