Iga Świątek: Zagrałam jeden z najlepszych meczów w karierze!

Z Igą Świątek rozmawiamy po spotkaniu II rundy Roland Garros.

 

Iga jesteś dopiero siódmą Polką w historii, która osiąga III rundę Roland Garros. Rozpatrujesz to jako swój najlepszy wynik w karierze, czy nie?

(śmiech) Zawsze mam problem z ocenieniem czy to jest najlepszy wynik, czy nie. To dlatego, że każdy turniej jest inny i nie da się ich do końca porównać. Na razie jeszcze powiem, że wygranie juniorskiego Wimbledonu to jest najlepszy wynik. Może jak wygrała kolejny mecz, to to byłby najlepszy, ale zobaczymy. Dopiero dwa mecze wygrałam. Patrząc na to, żę na większości turniejów żeby coś osiągnąć trzeba wygrać więcej to nie czuję się jeszcze do końca spełniona. Też wiem, że mecze na turniejach wielkoszlemowych liczą się bardziej niż na mniejszych turniejach. Sama nie wiem co o tym sądzić, pierwszy raz jestem w takiej sytuacji. Po prostu staram się nie myśleć o tym, co od siebie oczekuję, ani czy już osiągnęłam jakiś ogromny sukces. Chcę po prostu iść dalej. W tym sezonie to był na pewno jeden z lepszych moich meczów. Podoba mi się generalnie to, że udało mi się utrzymać koncentrację przez cały mecz. To zawsze dla mnie jest najtrudniejsze. Nawet jak wszystko tenisowo mi wychodzi to czasami koncentracja mi ucieka przez co kilka gemów może się posypać, a tym razem tak się nie zdarzyło. Myślę, że to jest zasługa pracy z Darią Abramowicz.

Kiedy wchodziłaś na kort z Wang różniło się to w jakimkolwiek stopniu od tego meczu z Camilą Giorgi w II rundzie Australian Open?

Na początku porównywałam te dwie zawodniczki i zastanawiałam się, czy też będę tak oszołomiona na meczu. Byłam świadoma tego, że już raz miałam taką sytuację i zrobienie drugi raz tego samego błędu to będzie głupstwo. Po prostu skoncentrowałam się na grze i wyszłam zupełnie inaczej nastawiona. Wychodząc na Camilę właśnie to oszołomienie trochę mnie przybiło.

Wang to czołowa dwudziestka rankingu WTA. Kiedy patrzyłaś, jak ona prezentuje się na korcie to nie zrobiło to na tobie żadnego wrażenia?

Myślę, że na razie nie zrobiło wrażenia, bo byłam tak skoncentrowana na sobie, swoich celach i zadaniach, że staram się nie zwracać uwagi na to. Starałam się wykruszyć to wszystko, co mogłoby mnie oszołomić i byłam za bardzo przestraszona, że ucieknie mi koncentracja, żeby myśleć o czymkolwiek innym, niż moje zadania, które sobie wyznaczyłam. Przede wszystkim poruszanie, bo trochę się zestresowałam i to miało wpływ na moje ciało. Tutaj byłam dynamiczniejsza, dokładniejsza. W poprzednim meczu ta dziewczyna grała w zupełnie innym tempie do którego już trochę nie jestem przyzwyczajona, bo po prostu grała jak juniorka. I to mnie trochę zaskoczyło na początku i wybiło z rytmu, a tutaj grałam w rytmie w którym najczęściej trenuje w Warszawie. Byłam w swojej strefie komfortu. Dziś zagrałam, jak na treningach plus moja koncentracja meczowa. Fajne combo.

Zmieniłaś rutynę między punktową. Na czym to polega?

Generalnie w porównaniu do na przykład mojej gry sprzed dwóch lat wprowadziłam te rutyny. Można to zauważyć np. u Rafy Nadala i jego rutyn. Po prostu to zawsze wprowadza porządek w jego mecze i pewną harmonię, że cały czas, gdy zrobi pewne rutynowe czynności to wie, że jest przygotowany do kolejnego punktu. Moje rutyny nie są zbyt widoczne i rzucające się w oczy Po prostu chodzi o to, żeby być tu i teraz na meczu, ale też nie myśleć o rzeczach, które mogłyby mnie zestresować.

Rywalka po meczu była bardzo niezadowolona i popłakała się. Powiedziała, że nie wyobrażała sobie, że będziesz popełniała tak mało błędów i zauważyła, że jedyne szanse, jakie mogła mieć w tym meczu to twoje błędy, a że ich zbyt wiele nie było, to tych szans nie miała.

Szczerze mówiąc też się nie spodziewałam, że tak mało błędów zrobię. Wszystko ułożyło się po prostu po mojej myśli. Z drugiej strony jak trenuję to często mam tak, że jestem regularniejsza na meczach. Wiadomo jak dochodzi presja to to wygląda zupełnie inaczej, a tym razem potrafiłam tą presję oddzielić od tenisa i grać jak najlepiej. Teraz jestem w końcu całkowicie zadowolona z tego jak zagrałam, a miałam tak tylko kilka razy w życiu.

Jak tam w szkole? Oceny wystawione, czy jeszcze nie?

W mojej szkole dwa dni przed zakończeniem roku można jeszcze zaliczać. Jeszcze nie zaliczyłam wszystkiego, ale teraz, jak wrócę z Paryża po tych dwóch tygodniach będę miała trzy dni na sześć sprawdzianów, więc nie mogę się doczekać (śmiech). No i trzeba zacząć się uczyć! Wczoraj trochę zrobiłam, ale naprawdę ciężko o to na turnieju wielkoszlemowym. Ale to taka odskocznia od reszty, na pewno mnie to nie męczy.

 

Rozmawiał w Paryżu: Piotr Dąbrowski