Iga Świątek: Potrzebuję czasu, żeby się uspokoić

Najlepsza polska tenisistka Iga Świątek we wspaniałym stylu awansowała do ćwierćfinału wielkoszlemowego Australian Open. Polka pokonała Rumunkę Soranę Cirsteę i po raz pierwszy w zawodowej karierze wystąpi w 1/4 finału Australian Open. Po meczu Polka nie kryła swojej wielkiej radości.

Iga wielkie gratulacje! Po raz pierwszy w karierze awansowałaś do ćwierćfinału wielkoszlemowego tenisowego Australian Open. Jak wiele to dla Ciebie znaczy i jak dużo kosztował Cię ten mecz z Soraną pod względem energetycznym?

Bardzo dziękuję! Brawo za poprawę (śmiech). Fizycznie czułam się bardzo dobrze. Jak grałyśmy, to czułam, że mimo wszystko to nie jest tak, że tak bardzo mnie „czwórki” (mięśnie czworogłowe uda – przyp. Red.) pieką, że nie mogę zejść do piłki. Nad tym miałam kontrolę i to nie miało żadnego wpływu. To, że miała m czasami zadyszkę, albo nie. Sorry za te kolokwialne zwroty. Maciej nie byłby ze mnie dumny, ale już nie mam siły wymyślać ładnych, złożonych zdań. Na pewno czuję, że bycie przez dwie i pół godziny w napięciu i stresie i w tym, że właśnie czasami musiałam gonić wynik w tym meczu, miało wpływ właśnie na ciało, więc czasami miałam trochę sztywniejszą rękę. Moim celem było po prostu to, żeby się rozluźnić i w tych decydujących momentach grać bardzo dokładnie. Koniec końców to wyszło, więc bardzo się cieszę.

Wielkie słowa uznania należą się także twojemu trenerowi od przygotowania fizycznego. Maciej Ryszczuk zrobił z ciebie jedną z najbardziej wybieganych zawodniczek w Tourze.

Maciej ma dobry materiał do pracy (śmiech). Zasadniczo wykonuje świetną robotę. Poza tym, że czuję się super fizycznie i faktycznie jest to taka sfera, w której dominuje, to nie mam też żadnych kontuzji (śmiech). I to jest dla mnie najważniejsze, bo urazy spowalniają wszystko i są obciążające dla organizmu i fizycznie i mentalnie. Unikanie ich to jest też dla mnie priorytet. Cały poprzedni sezon i początek tego faktycznie nie miałam żadnych dolegliwości, więc bardzo się cieszę. Czuję, że z Maciejem robimy taką pracę, która po pierwsze mnie nie przeciąża, a także jest naprawdę dobrze przemyślana też na dłuższy czas. W stu procentach mu ufam, bo jest też świetnym specjalistą. Cieszę się, że mam takiego człowieka w zespole.

Uspokoiłaś się już trochę czy dziś ciężko Ci będzie zasnąć po tylu emocjach?

Potrzebuję czasu, żeby się jeszcze uspokoić. Myślę, że do północy pewnie mi nie wyjdzie. Na pewno mam czas, żeby się zregenerować. Bardzo podoba mi się to, że gramy tutaj co dwa dni, bo to mi sporo daje. Jak gram później mecze to korzystam z drzemek, więc naprawdę czuję się zregenerowana. Faktycznie emocji było sporo. Nie wiem, co zrobię, żeby się zrelaksować. Mam ładny widok z mieszkania na Melbourne, więc może na nie sobie popatrzę.

Rozmawiał i notował Piotr Dąbrowski