Iga Świątek IV, czyli wygrana w stanach ekstremalnych

Kiedy w zeszłym roku Iga wygrywała Wimbledon powiedziała, że w końcu polubiła trawę. Ziemi nigdy lubić nie przestała, ale teraz z czerwoną mączką, a w szczególności tą, która znajduje się w kompleksie Stade Roland Garros, będzie miała również piękne wspomnienia. W końcu nie co dzień awansuje się do IV rundy turnieju wielkoszlemowego, co równoznaczne jest z grą w drugim tygodniu zmagań. To tym bardziej wyjątkowe, że dokładnie 12 miesięcy temu Polka była na kortach Rolanda Garrosa w roli juniorki, gdzie dotarła do półfinału rywalizacji singlistek, a w deblu wspólnie z Caty McNally nie miała sobie równych w deblu. Aby pokazać skalę tego, co osiągnęła Polka teraz dodajmy, że wtedy Iga notowana była poza czołową 400 rankingu WTA, a występy w turniejach tej rangi, co French Open miała w nieco odleglejszych planach, rywalizując w zawodach rangi ITF 15 tys. dolarów. A teraz? Agnieszka Radwańska zawsze powtarzała, że jej celem jest osiągnięcie ostatnich siedmiu dni rywalizacji. Ta sztuka, już w drugim podejściu, udała się 18-letniej Polce. Piękne jest również to, że Iga w zaledwie swoim drugim występie na wielkoszlemowym turnieju (w styczniu dotarła do II rundy Australian Open) jest coraz bliżej osiągnięcia Agnieszki Radwańskiej, która w 2013 roku zameldowała się w ćwierćfinale French Open. W ogóle, jako, że Agnieszka przez lata była konkurencją sama dla siebie jeżeli chodzi o wszelkiego rodzaju zestawienia statystyczne to Iga jest zaledwie drugą Polką w erze Open (poza krakowianką) oraz trzecią w historii (po finale Roland Garros 1939 Jadwigi Jędrzejowskiej), która znalazła się w IV rundzie “ziemnego” turnieju wielkoszlemowego. W ogóle do IV rundy jakiegokolwiek Szlema w historii naszego kraju oprócz wspomnianych pań awansowała tylko Marta Domachowska w Australian Open 2008, który był w ogóle turniejem historycznym, bo w tym samym etapie 11 lat temu wystąpiła Agnieszka Radwańska. O Jędrzejowskiej mogą pamiętać historycy sportu, ale to właśnie ona rywalizowała z Simone Mathieu we wspomnianym finale Roland Garros 1939, a która przez Francuską Federację Tenisową została uhonorowana kortem własnego imienia, który oddany do użytku od tego roku może pomieścić aż 5000 osób. Ja wiem, że Iga wygrała Wimbledon, ale wydaje się, że także z Roland Garros będzie miała całkiem przyjemne wspomnienia. Od początku turnieju Polka spokojnie podchodziła do każdego kolejnego spotkania. Niczym mantrę powtarzała: “Liczy się każdy kolejny mecz”, podobnie do Łukasza Kubota nie skupiając się na ogóle, tylko na szczególe. Nie ma znaczenia jak daleko zaszła, to tylko kolejna runda i najważniejsze jest dobrze przygotować się do starcia z kolejnym przeciwnikiem.

Spotkanie Igi z Portorykanką Monicą Puig zostało poprzedzone spotkaniem Stana Wawrinki z Grigorem Dimitrovem, więc kiedy Polka weszła na kort, ten był zapełniał się z minuty na minutę. Mecz obserwowały legendy polskiego tenisa. Obecna była Agnieszka Radwańska wraz z mężem Dawidem Celtem oraz Wojciech Fibak, który siedem razy docierał do 1/8 finału French Open. Polkę wsparła także duża grupa polskich kibiców, którzy o swojej obecności przypominali po każdym udanym zagraniu Igi wymachując biało-czerwonymi flagami, które rozsiane były po całym korcie numer jeden.

W pierwszym secie pełnię swoich możliwości pokazała Monica Puig, podobnie jak w poprzednim spotkaniu z Darią Kasatkiną, z którą uporała się w dwóch setach. Konsekwencja, cierpliwość, uważna i ofensywna gra pozwoliła Portorykance na objęcie prowadzenia. Iga natomiast powoli wchodziła w mecz, może nieco za szybko chciała kończyć poszczególne akcje, ale kiedy przy stanie 0:4 powoli wchodziła na właściwe sobie tempo i jakość gry Puig nie zamierzała rezygnować z seta i domknęła go 0:6. Chwila przerwy została przez Igę spożytkowana na odpoczynek i konsultacje medyczne. Jak się później okazało nie był to żaden taktyczny chwyt, tylko realna potrzeba pomocy. Później 18-latka stopniowo przejmowała kontrolę nad wydarzeniami na korcie. Co nie mniej ważne, starała się spokojnie i bez zbędnych emocji rozgrywać poszczególne punkty, często nawet wstrzymując rękę, aby piłka po ofensywnym zagraniu “załapała” się na linię i została w korcie. Natomiast w poczynania sympatycznej i prawie zawsze uśmiechniętej Puig wkradła się niepewność, która coraz dłuższymi fragmentami meczu przeradzała się w bezradność i chaos. Duży wpływ na to miała także coraz lepsza dyspozycja serwisowa Polki. Iga była skuteczna i po prostu bezwzględna w wykańczaniu akcji, czasem z wcale nie takich prostych pozycji. Frustracja w Portorykance narastała i coraz częściej zamiast cierpliwie budować wymianę i zdobywać punkty sfrustrowana wyrzucała kolejne piłki. Puig zaczęła zauważać, że aby nadal mieć szansę w tym spotkaniu będzie musiała wejść na wyższy poziom koncentracji. To w pewnym stopniu jej się udało, bo już na początku świetnie weszła w gema serwując trzy asy. Jednak właśnie w tym decydującym, trzecim secie Iga udowodniła, że jak to mówi Łukasz Kubot “Ma papiery na grę”. Nie zrażała się wcześniejszymi niepowodzeniami, nie było w jej poczynaniach widać niepewności, a w trudnych chwilach pomagał jej skuteczny serwis w parze z nie mniej przydatnymi returnami. I, co tu dużo mówić, wygrała w ładnym stylu.

Mecz się skończył, ale w Polce wybuchły emocje. Przystanęła, uklękła i uroniła łzy wzruszenia. W końcu po raz pierwszy mierzyła się w meczu o tak wysoką stawkę w seniorskim tenisie. Mówiłem wcześniej o realnej potrzebie pomocy. Tutaj jednak oddajmy głos 18-letniej tenisistce.

Nie było to dla mnie łatwe spotkanie, nie wiem co się działo w pierwszym secie. Dzisiaj nie zwracałam za bardzo uwagi na przyziemne sprawy, bo byłam za bardzo zajęta moimi plecami. W drugim secie uznałam, że moje błędy wynikają nie z tego, że mnie plecy bolą tylko dlatego, że boję się zrobić jakieś ekstremalne ruchy. Po prostu miałam pewną blokadę w głowie i w drugim secie udało mi się ją pokonać, co właściwie po raz pierwszy mi się zdarzyło, bo zazwyczaj miałam problem z graniem w jakimkolwiek bólu. To dla mnie super doświadczenie, że udało mi się odkręcić to wszystko. Nic więcej nie zrobię, jedyne co, to mogłabym cofnąć czas sprzed kontuzji.

Jak to się stało? Jak się okazuje tego typu groźne kontuzje przytrafiają się nawet na …treningach.

Wczoraj na treningu nie zamortyzowałam mojego wślizgu i miałam takie wrażenie, jakby noga wbiła mi się w plecy. To nie jest zbyt lekarskie wytłumaczenie, ale po prostu miałam takie wrażenie i teraz bolą mnie plecy, ale jestem na środkach przeciwbólowych. Na meczu mi to raczej nie przeszkadzało, przeszkadzało mi to, że w głowie zrobiłam sobie taką blokadę. Musiałam sobie to spokojnie wyjaśnić i skoncentrować się na tenisie. Wyszło 0:6 w pierwszym secie, bo przy 4:0, gdy miała taką przewagę to już małe było prawdopodobieństwo, że uda mi się odkręcić tego seta. Zebrałam siły i się skoncentrowałam na maksa podczas drugiego seta.

Polka zwraca jednak uwagę na bardzo dobrze funkcjonujący tego dnia serwis.

Serwis bardzo mi się podobał, a mam naprawdę mało turniejów, gdzie tak mi się podobał. Ostatni raz to był chyba ubiegłoroczny Wimbledon. Jestem bardzo zadowolona, a jeżeli chodzi o cały mecz nie tylko tenisowo to po prostu podoba mi się to, że przestałam się koncentrować na plecach i po prostu się wzięłam w garść. Nie zrobiłam nic takiego specjalnego i zaczęłam po prostu grać. Potraktowałam pierwszy set jako pewną rozgrzewkę i w ogóle nie przejmowałam się tym, że przegrywam. Po nim powiedziałam sobie po prostu “Zacznij grać i nie użalaj się nad sobą”.

Dalsze słowa Polki świetnie oddają jej ducha walki i pokazują w jaki sposób zawodowy sportowiec musi sobie radzić z tym wszystkim, co dzieje się wokół niego.

Byłam skoncentrowana, żeby się nie koncentrować na kontuzji. Tak szczerze to wydaje mi się, że grałam po prostu bez kompleksów. Ciężko to opisać, ale przestały dla mnie istnieć wszystkie małe problemy, które sprawiają, że zawodnik wstrzyma rękę, czy zagra coś nie tak jak to sobie wymyślił. Po prostu grałam swoje, jak mnie nie bolało to grałam na maksa. Nie jestem za bardzo rozemocjonowana i nie muszę schodzić z wysokiego poziomu emocjonalnego bo póki turniej się nie skończył to dosyć naturalnie mi to przychodzi, że staram się nie rozpraszać. Gdyby ktoś powiedział mi przed turniejem, że będę w IV rundzie to powiedziałabym, że pewnie po prostu dobre losowanie miałam. Czasami to pomaga. (śmiech).

Teraz przed Igą mecz z Simoną Halep. – Dociera do mnie, że zagram z Halep. Nie mam obaw, bo nawet jak przegram, to nie będzie wstyd. Przed turniejem pomyślałam, że mam super losowanie, ale z drugiej strony chciałam zagrać z gwiazdą. Mam nadzieję, że Magda ją trochę wymęczyła i będę w stanie powalczyć.

Całe spotkanie z uwagą obserwowała tuż obok mnie Annabel Croft. Była pod wrażeniem postawy Polki – Jest bardzo silna fizycznie i mentalnie, potrafi myśleć nieszablonowo, na pewno ma szansę na to, żeby znaleźć się bardzo wysoko. Z taką grą jak pokazała przeciwko Puig może powalczyć z Halep. Wszystko jest możliwe.

Polska znalazła się wśród dziesięciu krajów mających swoją przedstawicielkę w IV rundzie Roland Garros. Na tym etapie zameldowało się aż trzy nastolatki. Poza Igą to Amanda Anisimova oraz Marketa Vondrousova. Co ciekawe, po raz ostatni taka sytuacja miała miejsce podczas Roland Garros 2008, kiedy to na tym etapie rywalizowały Victoria Azarenka, Petra Kvitova, Carla Suarez Navarro… oraz Agnieszka Radwańska. Historia kołem się toczy ;) A, że w ostatnich dwunastu edycjach Roland Garros widział aż dziesięć nowych mistrzyń to nic nie stoi na przeszkodzie, aby nawet jedna z tych nastoletnich dam stanęła na szczycie.

Mecz obserwowały legendy polskiego tenisa. Obecna była Agnieszka Radwańska wraz z mężem i kapitanem reprezentacji Polski w Pucharze Federacji Dawidem Celtem oraz Wojciech Fibak, którego spotykam tuż przy wyjściu z ostatniego obiektu “starego” Roland Garros – kortu numer jeden.

Iga zachwyca, dalej pokazuje wielką siłę charakteru. 0:6 przegrywa pierwszego seta. Przede wszystkim wytrzymuje nerwowo. Okazuje się, że Portorykanka nie ma jednak tej rutyny na kortach ziemnych. Znacznie lepiej gra na kortach twardych. Znakomicie to wykorzystała Iga, nie tylko siłowymi zagraniami, ale przede wszystkim technicznymi, miękkimi, różnymi skrótami, To nie są tylko cztery, czy pięć punktów przegranych, co deprymuje Portorykankę Monicę Puig, która później oddaje punkty, inicjatywę, a także popełnia wiele błędów. Skróty wytrącają ją z równowagi i ten mecz przechyla się zdecydowanie w II secie na szalę naszej tenisistki. Losowanie było bardzo korzystne i tak się ułożyło, że znając już Igę i wiedząc jaka ona jest z tymi tenisistkami mogła już wygrać.

Polka opowiada też jak przez lata radziła sobie z narastającym zainteresowaniem jej osobą.

Wydaje mi się, że odkąd byłam mała dużo ludzi koncentrowało na mnie swoją uwagę. O wiele mniej niż teraz, ale myślę, że to idzie stopniowo z moimi sukcesami. Właśnie wtedy, kiedy jeszcze nie aż tyle osób się mną interesowało, miałam okazję się tego nauczyć. Myślę, że po tym co wydarzyło się rok temu na Wimbledonie jestem gotowa na wszystko.

Wielkiego rozczarowania nie kryła Monica Puig, która ma za sobą całkiem udany sezon na kortach ziemnych i m.in. z tego powodu liczyła na znacznie lepszy wynik podczas tegorocznych zmagań na kortach Rolanda Garrosa.

W drugim secie zaczęła grać znacznie lepiej. Lepiej serwowała i nie popełniała tak wielu błędów, co w pierwszej partii. Była nie do zatrzymania od drugiego seta i niestety na mnie i moją grę to wystarczyło. Na pewno zagrałam kilka fajnych punktów w pierwszym secie, ale później coraz lepiej wychodził jej serwis i nie mogłam sobie też poradzić z jej returnami. Natomiast mój serwis nie był tak czysty, jak w pierwszej partii. Gratuluję jej, znalazła po prostu drogę do zwycięstwa, była lepszą zawodniczką. To bardzo gorzka porażka, szczególnie po tym wszystkim co się wydarzyło. Kort numer jeden jest bardzo ładny, grałam tutaj dwa razy, ale niestety ani razu nie wygrałam. Wykonałam duży postęp, ale nigdy nie jest przyjemnie opuszczać taki turniej, szczególnie po tym co się stało. Dla mnie to bardzo rozczarowujące. Nie jestem zadowolona z mojego poziomu gry. Nie opuszczam Paryża szczęśliwa i w dobrym humorze, ale takie jest życie, a na pewno taki jest tenis. Muszę zdać sobie sprawę, że miałam całkiem niezły sezon na kortach ziemnych i mam nadzieję, że poradzę sobie lepiej na trawie. To niesamowicie rozczarowujące przegrać mecz w ten sposób.

Portorykanka zwraca uwagę na element, który mógł zdecydować o zwycięstwie.

Bardzo dobrze serwowała, jeśli znalazłabym sposób żeby ją przełamać i nieco lepiej radziłabym sobie z pierwszym podaniem to wszystko mogłoby potoczyć się zupełnie inaczej. Serwowała po prostu za dobrze, szczególnie w najważniejszych momentach. A ja właśnie wtedy nie mogłam za nią nadążyć.

Nieco wcześniej mecz w grze podwójnej zakończył Łukasz Kubot. Polak jest pod ogromnym wrażeniem postępów, które poczynili wszyscy młodzi polscy tenisiści.

Zawsze kibicuję Polakom, szczególnie teraz tym młodym, którzy wchodzą i potrzebują wsparcia. Pokazują i potwierdzają swoimi treningami i swoją pracą, że zasługują na to, by być w miejscu w którym są. Czwarta runda Igi to kapitalny wynik. Świetny Hubert w pierwszej pięćdziesiątce świata. Ta dwójka będzie nam dostarczać wspaniałych emocji. Dzięki temu będziemy mieli w następnej, przynajmniej, dekadzie dużo radości na korcie i wierzę, że się wszystko im poukłada. Najważniejsze, żeby byli zdrowi. Iga potwierdziła, pierwszy turniej wielkoszlemowy w turnieju głównym z rankingu i od razu IV runda i pokazuje, że po prostu ma zdecydowanie inną grę, inny styl gry niż Agnieszka Radwańska. Ona jest silna, mocno bije piłkę, chodzi na siatkę i jest bardzo ułożona atletycznie. Jej atletyzm na korcie pokazuje, że fantastycznie pasuje do dzisiejszego tenisa kobiecego, który opiera się przede wszystkim na sile gry. Ona może bardzo szybko pójść w górę, ja jej tego życzę i w to wierzę, że będziemy mieli dzięki niej dużo radości przez kolejne lata.

Za awans do IV rundy Iga Świątek otrzymała 240 punktów do rankingu WTA. To pozwoli jej stać się najwyżej notowaną Polką w tym zestawieniu. Od 10 czerwca będzie (na razie) 63. tenisistką świata. Co więcej, Polka awansowała na siódmą lokatę w historii polskiego tenisa pod względem miejsca zajmowanego w rankingu WTA. Wyprzedziła Iwonę Kuczyńską, a do Magdy Linette traci osiem “oczek”. Bezsprzeczną liderką tego zestawienia jest Agnieszka Radwańska, która była wiceliderką światowych list w 2012 roku.

1/8 finału Rolanda Garrosa to także odpowiednia premia finansowa. Ten etap turnieju wiąże się z uposażeniem w wysokości 243 tys. euro. Jest to kwota znacznie przewyższająca wszystkie dotychczasowe premie Igi Świątek, które do momentu startu Roland Garros wynosiły 165,571 dolarów.

Przygoda z turniejem trwa. Teraz przed Polką największe wyzwanie z możliwych. Zmierzy się z ubiegłoroczną mistrzynią Roland Garros – Simoną Halep. Rumunka jest w formie, co potwierdziła w ostatnich spotkaniach, a po przegranych Naomi Osaki i Karoliny Pliskovej jest najwyżej rozstawioną tenisistką pozostałą w drabince zmagań. Iga, podobnie jak we wcześniejszych spotkaniach nie ma nic do stracenia, a wszystko do zyskania. Cierpliwie więc czekamy na poniedziałek i kolejne karty historii polskiego tenisa, które swoimi występami pięknie zapisuje zaledwie 18-letnia Iga Świątek.

Z Paryża dla TenisNET: Piotr Dąbrowski