Iga Świątek: Będę coraz silniejsza!

Z jedną z najlepszych polskich tenisistek Igą Świątek rozmawiamy o zakończonym US Open oraz m.in o tym jak poradzić sobie… z matematyką.

 

Podczas US Open rozegrałaś cztery spotkania, po dwa w singlu i deblu. Jesteś zadowolona, czy oczekiwałaś po sobie nieco więcej?

Generalnie po turnieju jest pewien niedosyt. Zdawałam sobie sprawę, że jeśli chodzi o same umiejętności tenisowe to mogłabym wygrać z Sevastovą. Musiałabym tylko utrzymać taki sam poziom koncentracji, jaki miałam w pierwszym secie przez cały mecz. Ale mimo wszystko od turnieju w Toronto wiem na co mnie stać mentalnie i co potrafię zrobić. Myślę, że w Nowym Jorku faktycznie dużo rzeczy złożyło się na to, że straciłam koncentrację i po prostu nie byłam w stanie do niej wrócić. Chociażby zmęczenie, albo to, że się trochę przeziębiłam, ale to prawda, że przegrałam faktycznie przez głowę. To, że nie mogłam się skoncentrować było spowodowane też różnymi rzeczami na które nie do końca miałam wpływ. Jak myślę o tym teraz, z perspektywy czasu, to uważam, że przeszkodziło mi to, że inaczej traktuję turnieje wielkoszlemowe w porównaniu do innych turniejów. Może miałam na sobie trochę więcej presji, którą sama sobie narzuciłam i po prostu nie starczyło mi paliwa do końca meczu.

Co to znaczy, że inaczej traktujesz turnieje wielkoszlemowe? Jakieś większe napięcie?

Dla mnie one są po prostu wyjątkowe, podobnie jak dla większości zawodniczek. Ale z drugiej strony wiem, że to jest trochę złe myślenie i zdaję sobie sprawę, że muszę dalej pracować nad tym, żeby traktować te mecze właściwie tak samo jak w mniejszych turniejach. Mimo wszystko na pewno ciężko jest grać z takim obciążeniem. I też prawda jest taka, że gdy wychodzi się na kort to każdy mecz wygląda tak samo. Trzeba przebić jedną piłkę więcej, wygrać z przeciwnikiem i skoncentrować się tylko na tym, a nie na tym, co się dzieje naokoło. Nad tym trzeba popracować.

Widziałaś, że była szansa ugrać więcej w meczu z Sevastovą?

Na pewno, szczególnie w I secie było to wyraźnie widać. Byłam trochę zaskoczona jej stylem gry, bo grała o wiele wolniej, niż reszta dziewczyn z czołówki z którymi grałam. Ale jednak mimo tego, że grała wolniejszym tempem to ma w sobie coś takiego, że jej przeciwniczki pękają i przecież właśnie z jakiegoś powodu jest w Top 20 rankingu WTA. W pierwszej partii to była moja przewaga, że gram szybszym tempem, ale im dłużej trwało spotkanie zaczęłam trochę więcej strzelać i przestałam czuć dystans do piłki. A było to spowodowane tym, że ten rytm był kompletnie inny niż zwykle. Mimo wszystko to bardzo ciężko obiektywnie ocenić.

Czujesz, że sezon na amerykańskich kortach twardych dużo Cię nauczył, czy cały czas wiesz, że jeszcze jest dużo do poprawy?

To na pewno, ale jednak zawsze jest dużo do poprawy. Przecież mimo wszystko ja wciąż mam osiemnaście lat. Jestem bardzo zadowolona z całego wyjazdu i z tego jak grałam, oraz z wniosków, które wyciągnęliśmy, bo właściwie to umówmy się, że od grass season niewiele się zmieniło w mojej grze i umiejętnościach czysto tenisowych. To co się zmieniło to to, że zupełnie inaczej podeszłam do tego mentalnie i to na pewno ma znaczenie.

Widzisz, że pozostałe tenisistki z Touru dzięki twoim coraz lepszym występom zaczęły Cię bardziej szanować i po prostu zauważać?

Trochę tak, ale to wynika bardziej z tego, że po prostu wszystkie się lepiej poznałyśmy. To był ostatni turniej wielkoszlemowy w tym roku i nie byłam niczym zaskoczona. Od stycznia jestem już na Tourze, więc czułam się jeszcze swobodniej niż wcześniej. Wiele się nie zmieniło, ale zaskoczyło mnie to, że było tak chłodno. Pamiętam, że trzy lata temu była pod tym względem masakra. To wszystko następowało stopniowo. Wcześniej, kiedy prawie nikt mnie nie znał i ja nie znałam zbyt wielu dziewczyn, to nie było nawet jak ?cześć? powiedzieć. Natomiast teraz poznałam trochę osób i dzięki temu czuję się w tym środowisku na pewno dużo swobodniej. I na pewno czuję, że coraz więcej dziewczyn zwraca na mnie uwagę, na przykład Naomi Osaka traktuje mnie bardziej przyjaźnie, mówi mi ?cześć?, ale to pewnie dlatego, że wcześniej się po prostu za dobrze nie znałyśmy i nie miała okazji mnie zauważyć. Za dobrze Jeśli chodzi o sam Nowy Jork to nie mieliśmy okazji zbyt dużo zobaczyć, raczej klasycznie: treningi, hotel, mecz. Dopiero po turnieju przeszliśmy się, zrobiliśmy taki trzygodzinny spacer. Ale to naprawdę niewiele czasu, szczególnie patrząc na to jak duże jest to miasto. Potrzeba znacznie więcej, żeby je lepiej poznać. A my mieliśmy go naprawdę niewiele.

Czujesz się fizycznie zmęczona po tak długim czasie poza domem?

Nawet powiedziałabym, że ciężko nie czuć się zmęczonym po sześciu tygodniach. Ale na pewno jest lepiej niż po wyjeździe do Indian Wells i Miami, czy do Australii. Chyba po prostu przyzwyczajam się do dłuższych wyjazdów. Teraz też przez ostatnie dwa tygodnie miałam ze sobą po raz pierwszy fizjoterapeutę, więc to na pewno pomogło i dzięki temu czułam się dużo pewniej i po prostu lepiej.

Powoli stajesz się też coraz lepszą deblistką. Z Magdą Linette tworzycie zgrany duet, a przy tym wiele zachowań i nawyków wypracowanych podczas treningu deblowego możesz później przenieść na występ singlowy, prawda?

Na pewno. Oczywiście, ja uważam, że to jest bardzo ważne i przydatne. Jednak podczas całego sezonu mieliśmy tak napięty grafik, musiałam przecież grać też kwalifikacje do większości turniejów, przez co gra w debla byłaby w pewnym sensie za bardzo męcząca, albo nie było na nią po prostu czasu. Dopiero niedawno, pod koniec pobytu daliśmy sobie trochę miejsca na granie debla i bardzo prawdopodobne jest, że wystąpię w grze podwójnej także podczas pobytu w Azji. A z Madzią grało mi się super i naprawdę bardzo się cieszę, że podjęliśmy taką decyzję. I mimo tego, że obie jesteśmy singlistkami to myślę, że jeżeli chodzi o takie czysto deblowe umiejętności to naprawdę wyszło to super. Jeszcze kilka meczów i trochę treningu i będziemy mogły grać już o wyższe cele.

Jak duży komfort mentalny daje Ci nie tyle pozycja w rankingu, ale fakt, że do wielu największych imprez dostaniesz się bezpośrednio do turnieju głównego, bez przebijania się przez często męczące kwalifikacje?

To na pewno bardzo ważne, ale w sumie jeszcze tego nie doświadczyłam. Dopiero od niedawna mam taki ranking, który mi na to pozwala. Ale z pewnością jest o wiele łatwiej. To, że nie muszę grać często przecież trzech dodatkowych meczów jest naprawdę świetne. Jedyne pytanie jest takie, czy ten ranking utrzymam (śmiech). Ale mimo wszystko bardzo się cieszę. Dla mnie każdy mecz to jest wartość dodana i okazja do nauki. To, że jestem trochę wyżej w rankingu to po prostu skutek dobrych występów. Nie mam z tym problemu i też za bardzo się nie ekscytuje tym, że jestem teraz od razu w głównym, bo przecież każde zagrane eliminacje też mnie czegoś nauczyły.

Widziałem, że w mediach społecznościowych opublikowałaś zdjęcie na którym w czasie trwania US Open wkuwasz matematykę. Wytrwała jesteś.

To dlatego, że nie zaliczyłam dwóch testów jeszcze z drugiej klasy. Nie chodzi o to, że sobie z nimi nie poradziłam, tylko bardziej o to, że ich nie napisałam. Jeśli nauczyciele będą pamiętać to napiszę je teraz, ale jeżeli chodzi ogólnie o szkołę to będzie na pewno ciężko, bo mam rok maturalny i olimpijski i to się tak niefortunnie trochę zlało, ale dam radę, poradzę sobie. Poza szkołą teraz czas na trochę odpoczynku. Na pewno on mi się trochę przyda. Co więcej zdrowotnie nie jestem teraz w najwyższej formie, więc i tak potrzeba czasu na regenerację. Później ostra praca i wyjazd do Azji.

 

Rozmawiał: Piotr Dąbrowski