Grigor Dimitrov w wieku 32 lat w końcu osiągnął swój cel

190

Powrót Grigora Dimitrowa do pierwszej dziesiątki również będzie dla Bułgara miłym wydarzeniem, gdyż 32-latek po raz pierwszy w karierze będzie najwyżej sklasyfikowanym zawodnikiem z jednoręcznym backhandem. Po awansie do finału Miami Masters Dimitrow, który do turnieju przystępował jako 12. zawodnik na świecie, zapewnił sobie powrót do czołowej dziesiątki po raz pierwszy od listopada 2018 roku.

Bycie w pierwszej dziesiątce dla Dimitrowa nie będzie niczym nowym, ponieważ miał 23 lata, kiedy po raz pierwszy znalazł się w pierwszej dziesiątce w 2014 roku, a także spędził tam większość czasu w sezonach 2017 i 2018. Jednak za każdym razem, gdy Dimitrov znajdował się w pierwszej dziesiątce, Roger Federer zawsze plasował się nad nim.

Pod koniec 2016 i na początku 2017 roku – kiedy Federer dopiero wracał po operacji kolana – Dimitrov na krótko znalazł się powyżej Szwajcara. Ale nadal nie był najwyżej sklasyfikowanym jednoręcznym backhandowcem, ponieważ Stan Wawrinka i Dominic Thiem byli przed nim.

Nawet po wygraniu ATP Finals 2017 i osiągnięciu najwyższego w karierze rankingu nr 3 20 listopada, Dimitrov nie był sklasyfikowany powyżej Federera, ponieważ szwajcarska ikona tenisa była wówczas sklasyfikowana na 2. miejscu na świecie.

To dość przypadkowa statystyka, ale w przyszłym tygodniu Dimitrov po raz pierwszy będzie najwyżej sklasyfikowanym jednoręcznym graczem backhandowym na świecie.

Ale teraz, gdy Federer przeszedł na emeryturę – Wawrinka i Thiem zajmują odpowiednio nr 83 i 90 – Dimitrov musiał po prostu wyprzedzić Stefanosa Tsitsipasa.

Przez lata Tsitsipas dzierżył koronę najwyżej sklasyfikowanego jednoręcznego gracza backhandowego. Ale po wyjściu z pierwszej dziesiątki po raz pierwszy od marca 2019 roku w lutym tego roku, Tsitsipas wszedł do Miami jako 11. gracz na świecie.

Po tym, jak Tsitsipas przegrał w drugiej rundzie w Miami, a Dimitrov dotarł do finału, Bułgar ma wyprzedzić Greka w rankingu i zdobyć tytuł najwyżej sklasyfikowanego gracza z jednoręcznym backhandem.

W poniedziałek Dimitrov zostanie sklasyfikowany na 9. miejscu na świecie. Z drugiej strony, Tsitsipas spadnie o jedno miejsce w rankingu i zostanie sklasyfikowany na 12. miejscu na świecie.

Gdy tak się stanie, Dimitrov – który w maju skończy 33 lata – oficjalnie osiągnie mały, ale miły wyczyn.

Dimitrov komentuje swój powrót do pierwszej dziesiątki Po zajęciu 33. miejsca w połowie 2023 roku, Dimitrov wszedł w sezon 2024 na 14. pozycji.

Trzy miesiące później Dimitrov powrócił do pierwszej dziesiątki po kilku dobrych występach, w tym zwycięstwie w Brisbane, wicemistrzostwie w Marsylii, dotarciu do półfinału w Rotterdamie i awansie do finału Miami Masters. Jak dotąd w tym roku Dimitrov ma bilans 21-4.

Po pokonaniu rozstawionego z nr 7 Holgera Rune w drodze do zwycięstwa w Brisbane, Dimitrov odniósł jeszcze trzy zwycięstwa w top-10 w drodze do finału w Miami, pokonując Carlosa Alcaraza, Alexandra Zvereva i Huberta Hurkacza. W finale w Miami Dimitrov nie zdołał odnieść kolejnego zwycięstwa w najlepszej dziesiątce w tym roku, po tym jak Jannik Sinner przegrał z nim 6-3 6-1.

Zapewniając sobie powrót do czołowej dziesiątki, 32-letni Bułgar podkreślił znaczenie swojej ciężkiej pracy i wytrwałości, a także znaczenie znalezienia sposobu na częstsze kończenie po zwycięskiej stronie przeciwko czołowym graczom.

„Udało mi się rozegrać te mecze jeden po drugim. Myślę, że konsekwencja w pokonywaniu najlepszych graczy jest dla mnie większym sukcesem niż cokolwiek innego” – wyjaśnił Dimitrov po pokonaniu Zvereva i zapewnieniu sobie powrotu do pierwszej dziesiątki.

„Chodzi mi o to, że jeśli to robisz, zdobywasz ranking. Jeśli to zrobisz, wszystko stanie się dla ciebie lepsze. Ale aby to zrobić, to właśnie tam wszystko się dzieje. Dyscyplina, ciężka praca, całe poświęcenie, dostosowanie się do bardzo różnych graczy w tym czasie, to znaczy, musisz być w stanie robić to stale.

„To działo się przez ostatnie 8, 9, 12 miesięcy. To było trudne. Miałem bardzo, bardzo trudny mecz, który przegrałem i o który w pewnym sensie wciąż jestem wkurzony. Ale nie przestawałem wierzyć, nie przestawałem pracować.

„Myślę, że dyscyplina doprowadziła mnie do tego momentu. Nie ma nic innego. Nie odszedłem od mojego celu, nawet od mojego celu. Miałem małe cele przez cały czas – w każdym tygodniu miałem cel, a także możliwość codziennego poddawania swojego ciała temu wszystkiemu była dla mnie bardzo ważna. Każdy dzień, w którym budzę się i nie odczuwam dużego bólu, który powstrzymywałby mnie przed treningiem na 100%, jest dla mnie sukcesem.

„Więc kiedy zaczynasz łączyć to wszystko razem, myślę, że to jest to, z czego jestem najbardziej, w pewnym sensie, dumny. Oczywiście rywalizacja z najlepszymi zawodnikami i pokonanie ich jeden po drugim, to zdecydowanie to, z czego jestem najbardziej zadowolony”

Artykuł wygenerowany na podstawie wyników oraz informacji udostępnionych przez Google News