Agnieszka Radwańska: Brakowało mi Wimbledonu!

397

Agnieszka Radwańska po kilku latach powróciła na trawiaste korty Wimbledonu, by wziąć udział w prestiżowym turnieju legend londyńskiej imprezy. Z byłą wybitną tenisistką rozmawiamy o tym, jak bardzo stęskniła się za zieloną nawierzchnią kortów przy Church Road.

Jak bardzo brakowało Ci Wimbledonu, jego otoczki, tradycji? Od początku zawodowej kariery był to przecież dla Ciebie bardzo ważny turniej!

Zawsze mi go troszkę brakowało, aczkolwiek zawsze jest z tyłu głowy, że „Ach, wyszłabym na ten kort centralny i zagrała na nim mecz. Nawet tak dla samej siebie, dla samego wyzwania i chętnie dowiedziałabym się, jak to by teraz wyglądało i jakby to było. Ale tak, żeby wrócić na Tour i być faktycznie na sto procent w nim to już absolutnie nie. Bardzo się cieszę, że tutaj mogę być. To jednak jest spory prestiż, zabawa, troszkę tenisa. Fajnie pobyć tutaj na obiekcie nie z taką presją, jak to było kiedyś przez wiele lat. Wszystko się okaże, jak to wygląda po paru latach, ale tak naprawdę bardzo się ucieszyłam z tego zaproszenia, więc niezależnie od wszystkiego bardzo fajnie, że tu jestem.

Jesteś w dobrej dyspozycji?

Staram się być. Nie wiem jednak, jak to będzie, bo mimo wszystko minęły już prawie cztery lata od ostatniego turnieju u zakończenia przeze mnie kariery. Na pewno jest inaczej. Z dziewczynami się śmiejemy w szatni, że to są inne czasy, z tej karuzeli się dość szybko wypada. Jeśli chodzi o kondycję, to tutaj trzeba zagrać trening i cały mecz przez półtorej godziny, co jest wyzwaniem. Jednak każda z nas ma swoje obowiązki, czy rodzinne, czy zawodowe. Lecąc tutaj byłam sama bardzo ciekawa, jak ten turniej będzie wyglądać.

Twoja gra zawsze cieszyła oko!

Ja się zawsze cieszyłam, że moja gra się podobała, kojarzył się z tenisem do oglądania, czy w telewizji, czy na żywo na korcie. Starałam się, żeby ludzie dobrze się bawili na trybunach. Na pewno taki tenis, jaki ja prezentowałam, był bardzo interesujący. Sama wolę taki styl gry. Zawsze byłam fanką Martiny Hingis, która grała podobnie, a którą może uda nam się zagrać w finale. Oby! Ale myślę, że z drugiej strony nie miałam wielkiego wyboru, bo jednak warunki fizyczne nie pozwalały mi na żaden inny tenis. Tylko na taki, który jest kwestią kombinacji, czyli co tu zrobić, żeby wygrać mecz.

Tutaj spotykasz się z praktycznie większością koleżanek z kortu, z którymi rywalizowałaś.

To jest tak naprawdę najfajniejsze w tym wszystkim, że możemy się spotkać po paru latach. Ja swojej partnerki (Serbka Jelena Jankovic – przyp. red.) nie widziałam chyba przez siedem lat, a spotkałyśmy się dopiero w poniedziałek, więc jest do obgadania wiele kwestii na różne tematy. Zawsze dobrze czułyśmy się w swoim towarzystwie, zagrałyśmy przeciwko sobie tak wiele spotkań w Tourze na każdej z nawierzchni. To zawsze były trudne, długie spotkania. Często zdarzało nam się wspólnie trenować, kiedy byłyśmy na Tourze. Fajnie spotkać się tutaj po latach. Gramy na spokojnie, ale przecież to Wimbledon! Dla mnie to takie trochę wakacje z rakietą, ale jak wchodzimy na kort, to każdy chce wygrać. I sama nie wiem, jak to będzie wyglądać, czy jest to takie granie na serio, serio, czy nie i z tego, co wiem, to każda z zawodniczek podchodzi do tego na swój sposób, więc wszystko się okaże na korcie.

Zaskoczyło Cię zaproszenie na turniej legend?

Bardzo ucieszyłam się, kiedy dostałam wiadomość z zaproszeniem. Zagram w nim po raz pierwszy i nie mogę się doczekać. Bycie tutaj sprawia mi wielką przyjemność. Przechadzanie się po obiekcie, oglądanie meczów, rozmawianie z zawodnikami, również polskimi, to naprawdę miłe. Jestem tu od piątku, więc mogłam się tym trochę nacieszyć i spojrzeć na tenis z zupełnie innej perspektywy już bez żadnego ciśnienia. Każdy dzień tutaj to wspaniała sprawa, po prostu uwielbiam tu być. A że jeszcze mogę zagrać trochę w tenisa? To świetna kombinacja! (śmiech). Trochę lat na trawie się spędziło. Pierwszy raz jestem w takiej roli, gdzie mogę i pooglądać tenis i nie myśląc o tym, że mam za chwilę mecz jest stres, presja, zmęczenie, zabiegi przed meczem, po meczu. Teraz jednak jest pełen luz i tak naprawdę wyjście na kort jest absolutnie ogromną przyjemnością.

Czego spodziewasz się po spotkaniu z Igą podczas charytatywnego meczu dla Ukrainy w Krakowie?

To na pewno będzie dla mnie największe z tegorocznych wyzwań! Na pewno będzie to coś wielkiego. Wydaje się, że to jedna z większych imprez w Polsce w tym roku i już nie mogę się doczekać. Oczywiście najważniejszy jest cel tego wydarzenia, czyli pomoc Ukrainie. Myśląc natomiast o samym spotkaniu, to co muszę zrobić, grając przeciwko numerowi jeden światowego rankingu i zawodniczce, która praktycznie nie przegrywa w tym roku meczów?Na pewno nie będzie to dla mnie łatwe wyzwanie (śmiech). Zawsze lubiłam oglądać tenis na najwyższym poziomie, tym bardziej teraz, kiedy prezentuje go moja rodaczka. Mamy Igę, Huberta Hurkacza, więc zawsze jest sporo świetnego tenisa do obserwowania. To nie jest tak, że odkąd skończyłam karierę to przestałam oglądać tenis. Wiem, że niektórzy zawodnicy tak robią, ale jak tak bym nie potrafiła. Tenis to całe moje życie odkąd byłam dzieckiem. Nadal bardzo lubię oglądać moje koleżanki z kortu i wspierać je, ale to świetne mieć kogoś z Polski grającego na takim poziomie i tak dobrze sobie w Tourze radzącego.

Widzisz siebie jeszcze w Tourze?

Nigdy nie chciałam być trenerką, czy kimś w tym rodzaju. Tenis nadal sprawia mi przyjemność, lubię pograć na spokojnie, ale teraz szczęście sprawia mi przebywanie w domu.

Masz jakąś faworytkę, jeśli chodzi o turniej pań?

Myślę, że Simonę Halep. Oglądałam z trybun jej spotkanie z Magdą Fręch i widać, że jest w świetnej formie i gra świetny tenis. Widać wyraźnie, że znowu ma wielką chęć wygrywania i ten ogień w oczach. Ona naprawdę chce znowu tego dokonać i wygrać ten turniej.

Rozmawiał i notował w Londynie: Piotr Dąbrowski