Adam Chadaj dla Tenis NET

chadajSezon zakończony, coraz bliżej kolejnego… Polski tenis ma za sobą najlepszy rok w historii. Nasi tenisiści odnosili liczne sukcesy na arenie międzynarodowej. Wśród triumfatorów turniejów ITF jest także Adam Chadaj, z którym miałem przyjemność spotkania się i przeprowadzenia wywiadu. 28-latek z Warszawy wygrał w tym sezonie futuresy w Dausze i Czerkasach w deblu, a do tego dołożył kilka finałów: w singlu w Doha i Legnicy, a w grze podwójnej w Doha, Antalyi oraz w Herzlii.

Zacznijmy od bardzo standardowego pytania, jak rozpoczęła się Twoja przygoda z tenisem?
W wieku około 8 – 9 lat dostałem pierwszą rakietę od rodziców. Przed blokiem miałem ściankę, więc czasami odbijałem tam, bardziej bawiłem się, a potem tata zapisał mnie na Legię.
[exec]include(“https://tenis.net.pl/in/wywiady.inc”);[/exec]
Niemalże zawsze pytam o to moich współrozmówców? Kto jest Twoim tenisowym idolem? Czy w czasie trwania Twojej kariery ten idol zmienił się?
Na początku moim idolem był Andre Agassi, a teraz trochę to się zmieniło, bowiem Amerykanin już nie gra… Obecnie jest nim Roger Federer.

Czy wyrzeźbiona sylwetka, praca na siłowni pomaga w grze, czy w Twoim przypadku jest to element raczej ?nietenisowy?
Na pewno pomaga. Wiadomo, że siłownia to pewna forma przygotowania fizycznego.

Na pewno wzmacnia się siłowo…
Nie chodzi ty o body building (śmiech), tylko raczej o to, żeby jak najlepiej wykonywać swój zawód, w tym przypadku grać w tenisa. Moim zdaniem siłownia jako forma przygotowania fizycznego powinna się odbyć.

chadaj200Jeżeli powiedziałeś mi już co nieco o przygotowaniu fizycznym, to chciałem się zapytać o przygotowanie mentalne. Wiadomo, że trening fizyczny jest ważny, a czy głowa również ma spory wpływ w Twoim przypadku?
Dla mnie głowa to ok. 80 – 90 %.

A czy w jakiś specjalny sposób przygotowujesz się psychicznie?
Obecnie współpracuję z psychologiem. Mam pewien osobisty zestaw do treningu mentalnego. Staram się poświęcić temu czas, może nie aż tyle, co pracy na korcie, ale codziennie ok. 45 minut.

Przez długi czas zmagałeś się z różnymi kontuzjami, zwłaszcza problemy z kostką. Czy teraz wychodzisz na prostą w tej kwestii?
Na razie nic mnie nie boli i to mnie cieszy. Wiadomo, że jestem teraz trochę starszy i bardziej staram się dbać o regenerację.

Ostatnio zanotowałeś bardzo dobre start w Katarze. Przypomnijmy: zwycięstwo oraz finał w deblu, a także finał i półfinał w grze pojedynczej. Można powiedzieć, że ostatnie tygodnie należą do Ciebie. Czy ostatnimi czasy wprowadziłeś jakieś zmiany w swojej grze, albo przygotowaniach?
Tylko podejście do gry.

Należy pamiętać, że w 2005 roku byłeś 202. zawodnikiem świata. Ostatnio plasowałeś się w okolicach sześćsetnego miejsca, a dobre wyniki w ostatnim czasie pozwoliły na skok na 533. pozycję (obecnie 559.) w rankingu ATP. Co się przez te lata wydarzyło?
Kontuzje, kontuzje, kontuzje… Przez te wszystkie lata miałem na pewno sporo kontuzji. Jakby to wszystko zsumować to byłem wyłączony z gry przez około 2 – 3 lata. Sporo mi zajęło dojście do siebie i to nie fizycznie, ale bardziej psychicznie. Można powiedzieć, że teraz gram tak samo, jak dawniej. Staram się trenować i mecze grać tak samo, ale na razie to jeszcze nie jest to, co w 2004 i 2005 roku.

Idąc dalej za myślą… Czy zgodzisz się ze stwierdzeniem, że dojrzewałeś na korcie?
Wydaje mi się, że podejście miałem cały czas takie same. Wiadomo, nie zawsze coś wychodzi. Czasami pewne rzeczy przeszkadzają. Tak jest po kontuzji, że niektóre rzeczy mogą się nie układać. No, mi akurat dość długo się nie układało. Nie mogłem wejść w pewien rytm. Jak się przegrywa to też nie pomaga, więc? Im jestem starszy to trochę inaczej na to patrzę.

Czy w Polsce istnieje coś takiego jak “tenisowa rodzina”? Jak wyjeżdżasz na różnego rodzaju turnieje, to jak wyglądają relacje między Polakami? No i… z kim Ty “trzymasz sztamę”?
Ostatnio najwięcej z Andrzejem Kapasiem, byliśmy razem właśnie w Katarze. Ale generalnie to różnie. Wiadomo, że startujemy w imprezach różnej rangi, ale jak są futuresy w Polsce, to pewne jest, że trzymamy się wszyscy razem.

Słyszałem, że trenowałeś niegdyś w Hiszpanii, a ostatnią zimę spędziłeś w ośrodku w Stanach Zjednoczonych?
Tak, trenowałem w Miami, w akademii Guillermo Canasa (Canas Tennis Academy przyp. red.) przez półtora miesiąca. To było moje przygotowanie do tego sezonu. No i sądzę, że to był dobrze przepracowany okres.

Podejrzewam, że taka akademia w Stanach Zjednoczonych odbiega od polskich standardów. Moje pytanie to, czy Polsce daleko do tenisowych potęg, jeżeli chodzi o przygotowanie? Wiadomo, że nie mamy wyspecjalizowanych ośrodków, baz tenisowych, a czy coś poza tym?
To prawda, w Polsce nie ma takiego miejsca. Wszyscy zawodnicy są porozrzucani. Brak obiektu, w którym wszyscy mogliby trenować razem. Czy ja wiem, czy odbiegamy poziomem? Po prostu nie mamy, gdzie trenować.

No właśnie, w końcu nasi juniorzy są dobrze postrzegani w świecie jako wymagający sparingpartnerzy, jednak nie ma późniejszego wybicia.
Wiadomo, że jak ktoś jest młodszy to trener jest bardziej potrzebny, ponieważ zawodnik nie ma takiego obycia i doświadczenia. Sparingi, bardzo ważna rzecz. Jak się trenuje, to ma się pewne cele. Trenuje się po to, żeby wygrywać.

Jak udaje Ci się znajdować środki na “tenisowe życie”? Czy poza tenisem musisz mieć jakieś źródło utrzymania, aby było Cię stać na podróżowanie na turnieje, treningi, sprzęt itp.
Akurat ze sprzętem nie mam problemu, ponieważ rakiety dostaję od Heada. Generalnie jeszcze mam pewne pieniądze z meczów klubowych.

Żeby uzmysłowić czytelnikom pewne sumy powiem, że finał futuresa to nagroda rzędu 700 euro. No więc gdybyś miał żyć z samych futuresów to…
Dodam, że bilet do Kataru kosztował 4000 złotych, hotel kolejne 700. Podsumowując, pomimo dobrego wyniku to nadal finansowo jestem na minusie.

W zeszłych sezonach grałeś w ligach. Zdecydowanie więcej takich lig jest np. w Niemczech. Czy istnieje w Polsce możliwość, żeby zorganizować w Polsce coś na wzór tych lig? Czego nam najbardziej brakuje?
Ja grałem w lidze w Polsce, ale zauważ, że jak w finale może grać 8 drużyn, a gra 6, no to ciężko? Czegoś nam chyba brakuje, zaczynając od samych drużyn i zawodników.

Ja myślę, że to jest zbyt słabo promowane. Myślisz, że to wina samych drużyn, brak sponsorów, a może PZT nie dokłada starań?
Moim zdaniem w ogóle brakuje na to pieniędzy. Np. we Francji czy w Niemczech przez 3 czy 4 dni można wygrać na takich turniejach ok. 1000 euro. U nas takich imprez nie ma, a u nich takich turniejów jest naście, a jeszcze na pewno są mniejsze turnieje. We Francji odbywa się mnóstwo takich imprez.

Jak ostatnio byłem we Francji, to zwróciłem uwagę na promocję samego tenisa. Idąc parkiem, możemy grać na otwartych kortach za darmo.
Tak, tam są również korty publiczne.

No właśnie, a u nas wyjęcie kortu, zwłaszcza przy obecnej aurze, dla zawodnika czynnie trenującego to na pewno spory wydatek.
Przed chwilą zapłaciłem za kort 120 zł. Jak się robi przygotowanie do sezonu to trzeba grać ok. 4 godzin dziennie.

A dochodzą do tego jeszcze inne koszty, np. trener.
No, trener, masażysta, piłki?

Całkowicie na koniec? Jakie są Twoje marzenia tenisowe?
Marzenie na dzień dzisiejszy, to wejść do setki. Może nie w tym roku, ale w połowie następnego.

Tego Ci życzę oraz żebyś wytrwał w zdrowiu.