10 pytań przed Australian Open 2020 – zapowiedź turnieju panów

Już w poniedziałek na kortach Melbourne Park startuje pierwszy wielkoszlemowy turniej sezonu. W naszej zapowiedzi stawiamy najistotniejsze pytania dotyczące zmagań panów i zastanawiamy się, co mogą przynieść zbliżające się dwa tygodnie rywalizacji.

1. Czy Novak Djoković ponownie okaże się nietykalny?

Serb przybył do Melbourne w glorii chwały mistrza premierowej edycji zawodów ATP Cup, gdzie dał wyraźny sygnał, iż po raz kolejny to w nim należy upatrywać głównego faworyta całych zmagań. Wyszarpane zwycięstwo nad Daniłem Miedwiediewem i stosunkowo pewne ogranie Rafaela Nadala, zwieńczone triumfem wraz z drużyną narodową z pewnością dobrze nastroiły belgradczyka przed walką o ósmy triumf w Australian Open. Występy w swoim ulubionym turnieju wielkoszlemowym Djoković rozpocznie od starcia z Janem-Lennardem Struffem i choć Niemiec to wysoko notowany oponent jak na pierwszą rundę, to obrońca tytułu nie powinien mieć z nim większych kłopotów. Podążając za rozstawieniem, w dalszych fazach jego rywalami mogą być m.in. Stefanos Tsitsipas oraz Roger Federer i to oni powinni stanowić największe zagrożenie na drodze Serba do finału.

2. Czy Rafael Nadal znowu musi wyjechać z Australii rozczarowany?

Choć Hiszpan zawitał do Melbourne jako lider rankingu ATP oraz zwycięzca ostatniej imprezy wielkoszlemowej, to jego głowa z całą pewnością nie jest wolna od zmartwień. 33-latek z Majorki przed tygodniem po raz dziewiąty z rzędu uległ Djokoviciowi na korcie twardym i do 19 przedłużył serię przegranych setów w tych starciach, co pokazuje jak ciężko może być mu wygrać całe zawody bez “pomocy” przeciwników. W pierwszej kolejności Nadal musi jednak sam zadbać o to, by ponownie wystąpić w meczu o tytuł. A nie zapowiada się na łatwe zadanie, bowiem, by tak się stało, być może będzie musiał się przeciwstawić Nickowi Kyrgiosowi, Dominikowi Thiemowi oraz Daniłowi Miedwiediewowi.

3. Czy Hubert Hurkacz rzuci wyzwanie legendzie?

Wrocławianin z przytupem rozpoczął 2020 rok i bez wątpienia rozbudził nadzieje fanów tenisa nad Wisłą. Trzy wygrane w ATP Cup z wyżej notowanymi tenisistami (w tym z Dominikiem Thiemem) oraz półfinał w Auckland pokazały, że przedsezonowa współpraca Polaka z Craigiem Boyntonem szybko wydała owoce i Polak skutecznie podąża we właściwym kierunku. Na podkreślenie zasługuje szczególnie poprawa walorów ofensywnych i znakomite przygotowanie sprawnościowe, co zdaje się być świetną mieszanką na sukces. Na horyzoncie, w trzeciej rundzie, Hurkacz ma potyczkę z Rogerem Federerem, lecz musi twardo stąpać po ziemi i z należytą uwagą i koncentracją podejść już do meczu pierwszej rundy, gdyż tam czeka na niego numer jeden z kwalifikacji, Dennis Novak. W drugim meczu poprzeczką powinna pójść znacznie wyżej, bo w przypadku wygranej “Hubi” zagra z Ugo Humbertem, który w Auckland wygrał właśnie swój pierwszy tytuł w karierze lub solidnym reprezentantem gospodarzy, Johnem Millmanem. Nagrodą za dwie wygrane może być wspomniane spotkanie z 20-krotnym mistrzem zawodów Wielkiego Szlema, co byłoby ogromnym testem dla reprezentanta Polski. A skoro już jesteśmy przy Szwajcarze, to zastanówmy się…

4. Jaką formę wypracował Roger Federer?

38-latek z Bazylei po raz pierwszy od siedmiu lat postanowił zrezygnować z gry w jednej z imprez podprowadzających pod Australian Open i rozpocznie tegoroczne starty (nie licząc pokazowego seta z Nickiem Kyrgiosem) dopiero w Melbourne. Decyzja Szwajcara z uwagi na jego wiek nie powinna szokować, choć trzeba zauważyć, że po poprzednim sezonie nie zafundował sobie długiego odpoczynku, tylko zdecydował się na pokazowe tournée po obu Amerykach i Azji. W związku z tym niewiadomą jest dyspozycja jaką przygotował, choć wielkie doświadczenie i ciągle duże możliwości mogą dawać nadzieje jego sympatykom na zameldowanie się w decydujących fazach rozgrywki. Sam Federer przyznał jednak, że nie ma wygórowanych oczekiwań wobec swojego występu, więc może jest to sygnał dla jego rywali, w tym Hurkacza, że to właśnie jego kosztem będzie można osiągnąć w Australii naprawdę wartościowy rezultat.

5. A może już czas na kogoś nowego?

Przedstawiciele “Wielkiej Trójki” rozdzielili między sobą aż 12 ostatnich turniejów wielkoszlemowych i tak jak przed wieloma poprzednimi zawodami z tego cyklu, fachowcy z całego świata zastanawiają się, czy to może już nadszedł czas na zmianę warty i mistrza urodzonego w latach 90-tych. Jeśli szukać “nadziei” na przełamanie obecnego układu, to w pierwszej kolejności na myśl przychodzi osoba Daniła Miedwiediewa. Rosjanin miał wyśmienitą drugą połowę ubiegłego roku i o mały włos nie pokonał Rafaela Nadala w finale US Open. Na początku obecnego sezonu zanotował z kolei cztery zwycięstwa i jedną porażkę, po zaciętym meczu z Novakiem Djokoviciem w półfinale ATP Cup, czym zasygnalizował, iż należy go traktować jako jednego z głównych kandydatów do końcowego triumfu. Być może właśnie nadchodzi jego czas i ten decydujący krok do mistrzostwa w Wielkim Szlemie postawi już teraz.

6. Czy Stefanos Tsitsipas nawiąże do zeszłorocznej dyspozycji?

A jeśli nie na Miedwiediewa, to być może należy spojrzeć na południe Europy. Mistrz Finałów ATP bez wątpienia wiąże z Melbourne jedne z najlepszych dotychczasowych wspomnień w swojej karierze. To właśnie przed 12 miesiącami ograł tu Rogera Federera i osiągnął swój pierwszy półfinał w Wielkim Szlemie. Od tego momentu wiodło mu się różnie, miał swoje wzloty, jak wspomniany finisz poprzedniego sezonu w Londynie, ale i bolesne upadki, jak porażki w pierwszych rundach Wimbledonu i US Open. Wygrana w O2 Arenie bez wątpienia podbudowała Greka i potwierdziła jego duży potencjał, jednak stykowe porażki z Shapovalovem i Kyrgiosem w ATP Cup oraz wybuch złości skutkujący zranieniem własnego ojca w meczu z tym drugim, każą ostrożnie podchodzić do jego szans, tym bardziej, że na etapie ćwierćfinału spotkać może Novaka Djokovicia. Jeśli do takiej potyczki dojdzie, to powinniśmy otrzymać odpowiedź na jakim etapie  na drodze do wielkości obecnie znajduje się Tsitsipas.

7. Ile sił pozostało Andriejowi Rubliowowi?

22-latek z Moskwy był bez wątpienia jednym z najjaśniejszych punktów rozgrywek w ostatnich dwóch tygodniach. Osiem wygranych spotkań i dwa turniejowe skalpy w Doha i Adelajdzie to najlepszy start do sezonu od 16 lat, kiedy to Dominik Hrbaty również przybył do Melbourne z dwoma tytułami na koncie. Rosjanin, który sieje spustoszenie wśród swoich rywali przede wszystkim za pomocą piorunującego forhendu, z pewnością będzie chciał udowodnić, że stać go również na wielką grę w największych imprezach. Podstawowe pytanie związane z jego występem dotyczy jednak paliwa pozostającego w jego tenisowym baku. Czy po dwóch pełnych tygodniach gry w pewnym momencie jego organizm nie wystawi mu rachunku za ten wysiłek? Dla atrakcyjności zawodów dobrze byłoby, aby tak się nie stało, gdyż moskwianin ma na pozór korzystną drabinkę i nawet wyżej notowany David Goffin w trzeciej rundzie wydaje się być przeszkodą do pokonania. W swojej ćwiartce Rubliow ma także rodaka Daniła Miedwiediewa i ich mecz o miejsce w półfinale z pewnością byłby mile widziany przez wielu sympatyków tenisa.

8. Co z tym Alexandrem Zverevem?

Choć Niemiec nie jest już “liderem” nowego pokolenia zawodników, to wciąż należy do grona kandydatów do zadomowienia w ścisłej czołówce na lata i warto też pochylić się nad jego przypadkiem. Każdy kto widział choć urywki występów 22-latka z Hamburga w ATP Cup miał przed oczami prawdziwy obraz tenisowej nędzy i rozpaczy. “Sasza”, tak jak przez część poprzedniego sezonu, zmagał się z problemami z serwisem oraz brakiem pewności gry, dając przy tym upust swojej frustracji, która doprowadziła do łez nawet jego ojca. Zverev, mimo wielu sukcesów na koncie, ciągle nie zaliczył prawdziwego przełamania w Wielkim Szlemie i ciężko oczekiwać, że będzie ono miało miejsce w najbliższych dniach. Ponadto przerwa międzysezonowa upłynęła hamburczykowi pod znakiem serii pokazowych meczów z Rogerem Federerem i operacji oka, co z pewnością nieco zaburzyło przygotowania do nowej kampanii. Wszystko to każe przypuszczać, że Niemca mogą czekać problemy już w drugiej rundzie, jeśli przyjdzie mu się w niej mierzyć z Casperem Ruudem.

9. Czy Nick Kyrgios zadba o dobre humory gospodarzy?

Ogromnym ciosem dla miejscowej kibiców tenisa było wycofanie się z imprezy numeru jeden w tym kraju Alexa de Minaura. Australijczyk, który w ATP Cup mocno postraszył Rafaela Nadala, start w tych zawodach okupił jednak kontuzją mięśni brzucha i turniej przeżyje jedynie z perspektywy widza. W związku z tym “Aussies” licząc na wartościowy rezultat, któregoś ze swoich reprezentantów muszą spoglądać przede wszystkim na niesfornego Nicka Kyrgiosa. Jak nieprzewidywalna jest to postać nie trzeba nikomu przypominać, lecz warto odnotować, iż w Pucharze ATP 24-latek z Canberry zaprezentował się z dobrej strony i stronił od wszelkich wybryków. Problemem w pewnym momencie okazały się jednak obecne możliwości czysto tenisowe, które choć są nieprzeciętne, to zostały mocno zweryfikowane przez Roberto Bautistę Aguta. Na co więc może liczyć Kyrgios w Melbourne? Na pewno “obowiązkiem” jest trzecia runda i możliwy pojedynek z Karenem Chaczanowem, który również bez wątpienia znajduje się w jego zasięgu. Dalej zapewne czekać będzie niedarzony zbyt dużą sympatią przez niego Nadal i za pewnik można przyjąć, że nawet jeśli Hiszpan odprawi Australijczyka, to przy okazji tego starcia nie będziemy skazani na nudę.

10. Jak wypadnie zwycięzca finałów NextGen?

Na koniec warto również wspomnieć o jednym z największych objawień ubiegłego roku, Janniku Sinnerze. 18-letni Włoch, który w listopadzie w świetnym stylu wygrał w swoim kraju imprezę dla najlepszych młodych graczy, zadebiutuje Australian Open i będzie szukał premierowej wygranej w Wielkim Szlemie. Widoki na to ma całkiem niezłe, bowiem zmagania otworzy meczem z australijskim kwalifikantem, Maxem Purcellem, który klasyfikowany jest w trzeciej setce rankingu ATP. W przypadku zwycięstwa Sinner najprawdopodobniej zmierzy się z Denisem Shapovalovem i z pewnością będzie to jeden z hitów drugiej rundy i niewykluczone także, że pierwsza odsłona rywalizacji, która kontynuowana będzie na szczytach męskiego tenisa w następnych latach.