Z kim i jak często grać?

Takie dwa dość prozaiczne pytania ale bardzo istotne dla każdego kto chce się tenisowo rozwijać. Odpowiedzi? Niby proste – z lepszymi od siebie i jak najczęściej! Nie bardzo mogę się z tym zgodzić.

A więc z kim? Na to odpowiem najpierw. Ze słabszymi od siebie, z równymi sobie, z lepszymi od siebie. Też sobie wymyśliłem, nie?

Na wstępie jedna uwaga, podany poniżej podział jest dość płynny, trzeba go traktować jako pewne wyjście do analizy siebie. To z kim i jak często powinniśmy grać zależy też w dużej mierze od naszej mentalności, nastawienia i ogólnie rozumianych cech naszej psychiki. Każdy inaczej odbiera przegrane i wygrane oraz ich skalę i częstotliwość.

Proporcje jakie zaproponuję są takie:

Przeciwnicy słabsi – 20%

Przeciwnicy równi – 50%

Przeciwnicy mocniejsi – 30%

Pozostaje jeszcze kwestia wyjaśnienia, doprecyzowania co rozumiemy jako „mocniejszy”, „równy” i „słabszy” i co każdy z nich nam oferuje?

Mocniejszy

To ogólnie przeciwnik z jakim regularnie możemy przegrywać 3-6. Wtedy ma to jakiś sens. Przy regularnych wynikach 0-6 czy 1-6 robi się zwykła strzelnica i jak to mówi się potocznie – nie łapiemy się na grę. Nie ma to sensu ani dla nas ani dla rywala.

W takiej grze uczymy się głównie niepopełniania błędów, dokonywania tych właściwych wyborów, gry na maksimum przez dłuższy czas. Co więcej poznajemy konsekwencje naszych złych zagrań.

Tu nie ma zmiłuj, 80% niestarannych czy nieprzemyślanych zagrań kończy się odstrzałem, nas oczywiście.

Równy

To taki przeciwnik, z którym wygrywamy i przegrywamy do stosunku meczów 40-60 czy 60-40. Tu gramy na „swoim” poziomie. Utrwalamy nabyte umiejętności, dokonujemy korekt i wdrażamy meczowo nowe elementy. Ponieważ wynik jest wyrównany to pracuje też nasza psychika, radzimy sobie ze stresem meczowym.

Słabszy

To przeciwnik, z którym my regularnie wygrywamy 6-3 a jak dobrze przyciśniemy to i 6-2. To nasze pole treningowe. Tu ustawiamy sobie swoją grę, ćwiczymy nowe elementy, utrwalamy i szlifujemy już nabyte. To jest nasze pole badawcze. Chodzi jednak o to by też jak w przypadku odwrotnym do rywala mocniejszego nie było tej tzw. strzelnicy. Wtedy też nie ma to sensu. Piłka ma wracać, tylko ma wracać tak byśmy mieli komfort prowadzenia gry i duży margines błędu. Chodzi o to byśmy mogli obiec sobie piłkę i ją zagrać ale nie o to by jeszcze zdążyć zapytać się gościa za siatką gdzie chce dostać?

Vivid