Władysław Skonecki

Niektórzy  czytelnicy znają go z opowieści Bohdana Tomaszewskiego. Władysław Skonecki urodził się w 1920 roku w Tomsku na dalekiej Syberii.  Dwa lata później przybył wraz z rodzicami do Łodzi.

W młodości po ukończeniu szkoły i śmierci ojca, pracował na utrzymanie rodziny w fabryce zajmującej się produkcją naftalina i rozpuszczalnika. Za młodych lat trenował wiele dyscyplin: hokej, piłkę nożna, tenis stołowy i pływanie. Pierwszym wielkim osiągnięciem Skoneckiego było zdobycie mistrzostwa Polski juniorów, gdzie wygrał z dużo wyższym od siebie Janem Strzeleckim. Dobrze zapowiadającą się karierę przerwał wybuch wojny.

Rok po wojnie został  mistrzem Polski, w finale pokonując prawie 40-letniego Józefa Hebdę (gwiazda polskiego tenisa w latach przedwojennych). Rok później w ćwierćfinale pokonał gładko w trzech setach Bohdana Tomaszewskiego. Pierwszy raz zagrał w Wielkim Szlemie podczas Wimbledonu 1947, gdzie dotarł do 3. rundy.  Niestety z powodów politycznych jego starty zagraniczne było mocno ograniczone. Polak dusił się nie mając szans na rywalizację na światowych kortach. Dlatego gdy nadarzyła się okazja uciekł za granicę. W 1951 roku reprezentacja Polski grała mecz w ramach Pucharu Davisa w Zurychu. Po ostatnim niedzielnym spotkaniu Władek nie wrócił na noc do hotelu. Polak uciekł do Francji.

Tuż po ucieczce zagrał w Roland Garros i Wimbledonie gdzie dochodził do 3 rund. Największe sukcesy Polak odnosił w latach 1953-1955.  W 1953 roku zwyciężył w prestiżowym turnieju w Monte Carlo, pokonując zawodników światowej klasy takich jak: Sven Davidson (2. runda), Kurt Nilsen (półfinał) oraz Jaroslav Drobny (finał). W Roland Garros dotarł aż do 4. rundy, gdzie przegrał z późniejszym mistrzem imprezy 19-letnim Kenem Rosewallem. Skonecki zwyciężył w 13 z 23 finałów, był notowany na 4. miejscu w Europie.

W 1954 roku w Monte Carlo poszło mu trochę gorzej, przegrał w półfinale  z późniejszym zwycięzcą Kanadyjczykiem Mainem Lorne. Na paryskich kortach osiągnął 3. rundę. Rok później fantastycznie spisywał się na turniejach rozgrywanych na wiosnę. Zwyciężył pięć imprez z rzędu: Baealieu, Cannes, Menton, Monte Carlo i Nicea. W Księstwie w finale pokonał świetnego Budge’a Patty’ego.  W Rolandzie Garrosie wyrównał swój rekord dochodząc do 4. Rundy. Polak dotarł także do finału silnie obsadzonego turnieju w Hamburgu, gdzie musiał uznać wyższość Arta Larsena. Zwyciężył łącznie w 12 turniejach. Został sklasyfikowany na 3. Miejscu w Europie. Trzeba przypomnieć, że miał wówczas aż 35 lat.

W 1956 roku po odwilży gomułkowskiej w Polsce Skonecki powrócił do ojczyzny. Ponownie stał się podporą reprezentacji w Pucharze Davisa. W singlu odniósł 23 zwycięstwa w 36 spotkaniach. W wieku 42 lat zadebiutował w US Championship, gdzie dotarł do 3. rundy. Ostatni turniej zagraniczny zagrał w 1963 roku mając 43 lata. W turniejach Wielkiego Szlema odniósł 22 zwycięstwa w 40 meczach.

Jedną z przeszkód, która utrudniała Polakowi osiągnięcie większych sukcesów był jego rozrywkowy tryb życia.  Skonecki zbyt mocno kochał kobiety, alkohol,  hazard i nocne życie. Często przed ważnymi spotkaniami bawił się do białego rana.  Jeśli chodzi o styl gry prezentował elegancki i ładny do oglądania tenis. Bywał chimeryczny, jednego dnia potrafił grać świetnie, następnego snuł się niemrawo po korcie. Zmarł w nędzy w wieku niespełna 63 lat. Został pochowany we Wiedniu gdzie spędził ostatnie lata życia.