Wimbledon: Boli, ale wózek jedzie dalej

Wielkoszlemowy Wimbledon trwa w najlepsze. Pierwsze kilkanaście godzin turnieju obfitowały w niespodziewane rozstrzygnięcia, do których jednak podczas londyńskiej imprezy zdążyliśmy się przyzwyczaić. Nie ma Sloane Stephens, przecież mistrzyni US Open, nie ma finalistki z Eastbourne Aliny Sabalenki. Jest za to wracająca do wielkiej formy po urodzeniu dziecka Serena Williams, jest jej siostra Venus, która przez trzy sety męczyła się ze Szwedką Johanną Larsson, Wiktoria Azarenka, czy Karolina Pliskova. Widząc, co Czeszka wyprawiała dzień wcześniej na treningu nie można się dziwić, że biedna Harriet Dart nie uszczęśliwiła swoich rodaków.

Ale można długo opowiadać o tym co działo się na kortach Wimbledonu, a polscy kibice i tak będą pytać się: „Co z Radwańską?” Odpowiadamy: „Jest nieźle, ale będzie lepiej”. Wiadomo, że chciałoby się od razu widzieć miażdżącą wszystkie rywalki Agnieszkę, ale po kolei. Tydzień temu krakowianka jedzie na turniej do Eastbourne. Tam zaczyna od Timei Babos, szybkie dwa sety, dobre przetarcie przed Darią Gavrilovą. A Agnieszka, na przekór niektórym, wygrywa w trzech setach. Wiadomo ciężki mecz, powraca leczona w przyśpieszonym tempie kontuzja pleców, która później rozchodzi się także na biodra. Co tam, że boli. Zawodowy sportowiec nie powie, że nie wyjdzie, tylko zaciśnie zęby i będzie walczył dalej. Na szczęście (tylko dla Agnieszki) ma dzień przerwy, bo na spotkanie z nią nie wychodzi Petra Kvitova. Następnie Radwańska rozgrywa jedno z lepszych spotkań w ostatnim czasie przeciwko Jelenie Ostapenko. Jednak cały czas nie dają o sobie zapomnieć plecy. Wiele innych dolegliwości nadal daje o sobie znać. Co tak naprawdę dolega Polce?

Przeciążenie pleców, które później przeszło jeszcze na biodro. Było to ostre zapalenie kaletki w stawie biodrowym. Do tego jeszcze pogrubienie ścięgna i parę innych rzeczy, tak na bonusik. Ogólnie porozpadało się to wszystko, jak przeszłam na ziemię. Później głównie rehabilitacja. Oczywiście przez te dwa i pół miesiąca trenowałam cały czas, ale to nie było tak, że trenowałam godzinami, bo na to sobie nie mogłam pozwolić. 

Jakie jest lekarstwo na to, co przydarzyło się Radwańskiej?. Lekarze specjaliści, których na Wimbledonie nie brakuje, a których się o to zapytaliśmy podkreślają, że zbawienny jest w tym przypadku odpoczynek, aby pozwolić się zregenerować tkankom. W przypadku, kiedy do kolejnego spotkania dzielą sportowca tylko niespełna dwa dni to wtedy proponują tzw. blokery, które Radwańska stosowała już przed tygodniem podczas dla niej  pierwszego turnieju na kortach trawiastych. – Były środki przeciwbólowe, tabletki, ale nie w półfinale, wcześniej. Teraz jest ok, może i dobrze, że miałam jeden dzień więcej na odpoczynek, choć to i tak niewiele. 

Ale nie ma lekko. Tour jest bezlitosny, a Wimbledon jeszcze bardziej. Po jednym dniu treningów na kortach parku Aoragi All England Clubu już trzeba wyjść na mecz. A, że trawa znowu inna? A co tam! Dla Agnieszki kompleks przy Church Road to dla niej nie pierwszyzna. Gra już tutaj przecież nie pierwszy, a dwunasty raz. Choć i ten pierwszy warto przypomnieć. Dzika karta po wygraniu turnieju juniorek i zatrzymanie się dopiero w IV rundzie po 2:6, 2:6 z Belgijką Kim Clijsters. Później Polka będzie mówić, że niedawno wspominała to spotkanie z Łukaszem Kubotem i zaśmiewali się z tego, że wspominają to, co dla wielu dzisiejszych tenisistów na Wimbledonie jest prehistorią.

Ale treningi wykonane, zabiegi fizjoterapeuty Krzysztofa Guzowskiego jak zawsze na piątkę i… czekanie. Mecz Radwańskiej nie został tego dnia wyznaczony na żaden z kortów. W biegu niby dowiaduję się, że może uda się nawet zagrać na korcie centralnym. Ale ostatecznie krakowianka ląduje na korcie numer jeden. Przeciwniczka? Rumunka o bardzo rumuńskim imieniu: Elena Gabriela. Pani Ruse to w ogóle ciekawa osoba. Jeszcze trzy miesiące temu miała kończyć karierę. Mówiła, że niby nie starczyło chęci, cierpliwości i , no przecież, pieniędzy. Ale co tam, Wimbledon to Wimbledon, więc razem z bardzo ekspresyjnym i układającym ręce w bardzo ciekawe figury trenerem decydują się na dalszą grę. I co? No i 20-letnia dziewczyna z Bukaresztu się nie poddaje. Niby w rozgrywanych wcześniej przez nią meczach nie widać specjalnego błysku, bo jak nie wpada w uderzenie to jej tenis to jeden wielki double błąd. Ale jak powtarzają tenisiści Wimbledon rządzi się swoimi prawami. Któż by przypuszczał, że pod koniec spotkania tenisistka z Rumunii dostanie owacje na stojąco? No, przecież niewielu, prawda?

A jednak. Choć błędów było sporo, to Radwańska z wielu z nich nie skorzystała. Dość wspomnieć, że Polka przy tych słynnych sześciu piłkach chyba w każdym przypadku mogła zachować się lepiej. Jednak najważniejsze jest zwycięstwo. Przecież za kilka lat wspominając Wimbledon 2018 nie będziemy mówić nie o tym jak się zwyciężyło, tylko jak daleko się zaszło. Choć i tak rywalka wiele nie pokazała, to po meczu nie wyglądała, szczerze mówiąc, na przybitą.

Nie byłam w stanie zamknąć meczu, ale tak się dzieje, kiedy grasz z rywalką na takim poziomie. Strasznie cierpiałam w tym spotkaniu. Nie mogłam uwierzyć, jak silna psychicznie jest Radwańska. To jedyna rzecz, gdzie czułam się słabsza. W wielu momentach byłam po prostu przerażona tym, jak szybko i celnie Polka rozgrywa punkty. Czasem myślałam, że moja piłka jest nie do odegrania, a ona do tego dobiegała i zdobywała teren. Strałam się grać mocniej, ale prawie za każdym razem, gdy ryzykowałam, to nie trafiałam.

Już mówiliśmy, że kilka miesięcy temu Ruse rozważała porzucenie kariery tenisowej. Dziś podkreśla, że jest bardzo szczęśliwa, że jednak pozostała w tourze.

Mój trener powiedział mi, że jest ze mnie dumny i, jego zdaniem, nawet jeśli przegrywamy, dla niego wygrałem mecz, zwłaszcza, że trzy miesiące temu chcieliśmy się rozstać. Ale dobrze, że kontynuuję pracę z nim i wiem, że wyniki nadejdą. Czułam się ograniczona, moje ruchy nie były tak płynne po tej bardzo brzydkiej kontuzji kolana, ale mimo wszystko się cieszę, że cały czas rywalizuje na najwyższym poziomie. 

A może, po wyciągnięciu wniosków po spotkaniu z kimś takim jak Radwańska coś jeszcze można wywalczyć? Mimo przegranej, życzymy powodzenia.

Radwańska po spotkaniu była wyważona, ale spokojna.

Ona wyszła zdenerwowana, mało co pokazywała w pierwszych gemach i szybko to poszło. A potem się wyluzowała, bo nie miała nic do stracenia. Ale lepiej radziła sobie z wiatrem Bardzo dobrze returnowała. Mimo tego, że z moim serwisem było różnie, to gdy trafiałam jedynką to było to kluczowe uderzenie. Ale nie grałam aż tak agresywnie, jak bym chciała. Nie czułam się aż tak pewnie, żeby to robić. Były momenty, gdzie zaryzykowałam, ale na pewno ich było za mało. W większości wymian było tak, że to ona była tą stroną atakującą, więc to na pewno będzie trzeba zmienić w kolejnym meczu. 

A w spotkaniu II rundy Polka zagra w środę z zawsze niewygodną, ale ujmującą w bezpośrednim kontakcie Czeszką Lucie Safarovą.

Motywacja jest ogromna. Ale nie nakładam na siebie żadnej presji. Krok po kroku, ale podchodzę do wszystkiego na spokojnie. Agnieszka to świetna zawodniczka. Grałyśmy ze sobą kilka naprawdę świetnych spotkań. Mam z nią nawet pozytywny stosunek meczów (śmiech). Obserwuję ją tutaj od początku. Nawet po moim spotkaniu oglądałam jeszcze jej mecz z Ruse. Dawno ze sobą nie grałyśmy (Ostatnio siedem lat temu w Moskwie, gdzie wygrała Czeszka – przyp. red.). Ale dla mnie nic się nie zmienia, to nie będzie nic specjalnego. Mam tą samą rutynę przed każdym meczem, który gram. Agnieszka (cóż za piękny polski akcent! – przyp. red.) uwielbia mieszać grę, więc spróbuję odbierać piłki po mojej stronie kortu jak najszybciej. Będę na nią naciskać i jak najczęściej męczyć ją lewą ręką. To na pewno będzie dobre spotkanie. Ale wiesz, życie jest za krótkie, żeby się stresować, czy być smutnym, więc staram się zawsze patrzeć na jasną stronę (śmiech). – powiedziała bardzo lubiąca prywatnie polskich zawodników Lucie Safarova.

Z kolei Radwańska podziela zdanie koleżanki z kortu i nie ma wątpliwości, że będzie to dużo trudniejsze starcie, aniżeli to, które rozegrała w I rundzie.

Wszystko wyjdzie na korcie, ale będzie trzeba zagrać agresywnie. Lucie to też jest zawodniczka, która gra bardzo mocną, ostrą piłkę z obu stron. Bardzo dobry serwis, więc będzie trzeba się skupić przede wszystkim na pierwszej piłce, żeby nie być w obronie. Ale na szczęście zagrała świeżość, że mogę rozegrać tyle ciężkich spotkań z rzędu. To własnie dzięki temu byłam w stanie wygrać z Rumunką.

Mecz Agnieszki Radwańskiej z Lucie Safarovą w środę. A jak się uda to później najprawdopodobniej przyjaciółka nie tylko z kortu – Caroline Wozniacki.

Z Londynu dla TenisNET: Piotr Dąbrowski