Więcej pracy dla talentu

Tenis zawodowy to ciężki kawałek chleba. Trzeba się mocno napracować aby podnieść pieniądze z kortu. Co ciekawe pracę tę trzeba rozpocząć jeszcze będąc dzieckiem, przetrwać wszystkie zawirowania związane z dojrzewaniem organizmu i dopiero po latach skapitalizować swoje wysiłki w zawodowym tourze.

W ciągu ostatnich 6 lat zawodnik przez nas trenowany zdołał między 15-tym a 20-tym rokiem życia:
-wykonać 400 000 brzuchów;
-podnieść na siłowni ciężar równy 5 wieżom Eiffla;
-przebiec 1\4 obwodu kuli ziemskiej;
-spędzić trenując na korcie 10 miesięcy życia;
-przesiedzieć w samochodzie 2 miesiące życia okrążając pięciokrotnie kulę ziemską;
-zagrać w 80 turniejach zawodowych rozgrywając około 200 meczy.

Nie warto już wspominać tych wszystkich dni spędzonych na ćwiczeniach kompensacyjnych, rozciąganiu, pływaniu, ćwiczeniach z gumami czy ćwiczeniach korekcyjnych.
To wszystko miało na celu przygotowanie naszego wychowanka do rozpoczęcia kariery profesjonalnej. Przez następnych dziesięć lat, w ten sposób przygotowany zawodnik będzie musiał nieustannie pracować nad swoim ciałem aby tydzień w tydzień udowadniać całemu światu, że jest wart pieniędzy, które kibice będą mu płacić za morderczą walkę na korcie.

Dlaczego wcześniej wspomniany zawodnik musiał wykonać całą tą pracę i poświęcić dla tenisa tak wiele?

Ponieważ był utalentowany.

Im więcej w człowieku talentu tym więcej będzie mógł wynieść korzyści z dziedziny życia w której jest utalentowany. Jednak aby uniwersalna zasada zachowania energii mogła znaleźć swój wyraz, by móc brać trzeba tyle samo dać. Podczas gdy nie namaszczeni talentem śmiertelnicy oglądają w telewizji przy piwie i orzeszkach wyczyny zawodowych tenisistów a komentatorzy silą się na krytykę podjętych przez profesjonalistów decyzji, utalentowani ludzie toczą pięciogodzinne batalie w skwarze australijskiego lata, odwadniając się do utraty przytomności, zdzierając sobie stopy mimo tryskającej spod paznokci i gromadzącej się pod odciskami krwi, maltretując swoje mięśnie do momentu gdy te oderwą się od kości. Ten wysiłek zostanie oczywiście odpowiednio wynagrodzony. Wielu z tych geniuszy sportu zwanych zawodowymi tenisistami przejdzie na emeryturę w wieku 30 lat, zabezpieczając niejednokrotnie przyszłość swoją, swoich dzieci i wnuków. Kumulują oni pracę kilku dekad w tej jednej gdy są piękni, młodzi i niezniszczalni.

Mało kto jest do tego zdolny. Utalentowany czy nie, człowiek ma swój próg odporności na ból. Tenis zawodowy wcześniej czy później poprosi tenisistę o przeskoczenie nad tym progiem i to jeszcze ze stukilogramowym balastem na plecach. Najwięksi wirtuozi białego sportu, odbierający wielomilionowe premie za parę godzin pracy, dokonują niewyobrażalnych rzeczy. Są warci każdego centa jaki wypłaca im ATP czy WTA. Może właśnie dlatego winniśmy im bezwarunkowy szacunek i wdzięczność, że jest nam dane ich oglądać, komentować ich grę czy pomagać w ich karierze.

Można by zadać sobie pytanie: czy tak wielkie poświęcenie w imię tenisa ma sens? Czy rzeczywiście warto jest poświęcić swoją młodość, bezgranicznie oddać się katorżniczej pracy i odroczyć zażywanie przyjemności do czwartej dekady życia aby móc utrzymać się przez parę lat wśród elity wojowników rakiety? Cóż zależy to od tego czego się pragnie. Utalentowany, wybitnie wytrenowany i wypracowany tenisista jest dumą swojego kraju. Może dzięki swojej pracy wpływać na los i pragnienia milionów ludzi, kształtować swoją postawą otaczający go świat. Nawet wiele lat po zakończeniu kariery najwięksi tenisiści wciąż otoczeni są glorią chwały dorównującą głowom państw. Ich imionami są nazywane największe tenisowe stadiony świata. Stają się ambasadorami sportu i ekspertami w swojej dziedzinie, wiecznymi zwycięzcami zawsze kojarzonymi ze szlachetną walką.

Jeśli więc masz talent, nie marnuj go tylko weź się do pracy. Nie sztuka zostawić po sobie jedynie zużyte powietrze.

Krystian Pfeiffer
www.sikorski-pfeiffer.pl