W przededniu French Open…
Finał turnieju Masters Series w Hamburgu ponownie ukazał nam niezaprzeczalną prawdę - jak dużą rolę we współczesnym tenisie odgrywają detale. Skrzyżowało w nim rakiety dwóch obecnie najlepszych tenisistów cyklu.
„Odrodzony” po ostatnich porażkach i rozstaniu z trenerem Roche’m Roger Federer i kontynuujący nieprzerwane (od kwietnia 2005) pasmo zwycięstw na nawierzchni ziemnej Rafael Nadal.
Jak już wspomniałem, korty w Hamburgu posiadają nawierzchnię ziemną, jednakże są one jednymi z „szybszych” w cyklu ATP kortów tego rodzaju. Ma na towpływ zarówno gramatura nawierzchni, jak i osłonięcie od wiatru i wilgoci (zadaszenie).
Jak wiemy, im szybsza nawierzchnia tym bardziej rosną atuty atakującego Federera a maleją przewagi mistrza skutecznej obrony – Nadala. I tak też było tym razem. Pierwszy set zdawał się zapowiadać kolejne proste zwycięstwo Nadala, pogłębiające kompleksy Federera. Jednakże w drugim secie nastąpił istotny przełom w meczu, po którym Federer rozpoczął koncert gry na najwyższym poziomie.
Był to chyba najlepszy tenis jaki jest w stanie grać Federer na ziemnej nawierzchni. Dodajmy - tenis poparty mądrą taktyką i mistrzowską jej realizacją. Wspaniałe returny, kąśliwe bite mocno i płasko na samą linię końcową uderzenia forehandowe pozbawiały skutecznie Nadala chęci do gry. Skończyło się na tym iż trzeci set (6:0!) stanowił w praktyce spektakl jednego aktora - Federera, w którym Nadal pełnił rolę bezsilnego statysty. Znamienne tu były grane na linie boczne z chirurgiczną precyzją niewiarygodnie nieosiągalne piłki, które Nadal odprowadzał jedynie wzrokiem.
Czy należy zatem wyciągać z tego pojedynku dalekosiężne wnioski dotyczące ewentualnego pierwszego zwycięstwa Federera na Roland Garros? Moim skromnym zdaniem – stanowczo nie. Dla mnie Rafa Nadal pozostaje wciąż faworytem do zwycięstwa w Paryżu. Sądzę iż w Hamburgu dało mu się po prostu we znaki chwilowe przemęczenie spowodowane graniem zbyt wielu turniejów pod rząd (w każdym z nich dochodził do finału).
A więc czekamy już teraz na drugie rozwiązanie tegorocznej wielkoszlemowej zagadki.
Jacek Szok
jacekszok@gazeta.pl
