Gdy Roger Federer zwyciężał w swym czarnym stroju w finale tegorocznego US Open z megafonów na stadionie Artur’a Ashe’a płynął tak dumny, jak mroczny Marsz Imperium.
Znany wszystkim miłośnikom Gwiezdnych Wojen lajt-motyw zapowiadający pojawienie się złowrogiego Imperatora Ciemnej Strony grano na cześć dwunastokrotnego triumfatora turniejów zaliczanych do cyklu Wielkiego Szlema, po raz czwarty z rzędu zwycięzcy rozgrywek na nowojorskich Flushing Meadows. Tenisisty, który zburzył i podeptał dotychczasowy ład tenisowego świata. Od kiedy w 2003 roku zwyciężył w turnieju na kortach Wimbledon’u rozpoczeła się jego era dominacji w męskim tenisie. Wiecej »