Start w przyszłorocznej rywalizacji o Puchar Davisa polscy tenisiści rozpoczną od wyjazdowego spotkania ze Szwajcarią. Będzie to ich pierwszy występ w Grupie I Strefy Euroafrykańskiej tych rozgrywek od 15 lat, bowiem w 1992 roku opuścili ją po porażce z Węgrami – pisze Gazeta.pl
- Szwajcaria, to dziś brzmi mocno. Na pewno losowanie nie jest zbyt dobre, ale i nie możemy narzekać, bo tutaj nie ma słabych zespołów. Na pewno nie będzie wstydem przegrać ze Szwajcarami, a pokonanie ich będzie sporym sukcesem, nawet jeśli nie zagra Roger Federer – powiedział po losowaniu kapitan reprezentacji, Radosław Szymanik.
Dotychczas zespoły te spotykały się dwukrotnie w Szwajcarii, a bilans jest korzystny dla polskich tenisistów, którzy wygrywali po 4:1 w 1951 roku w Zurychu i w 1958 w Lozannie. Występowali wówczas Władysław Skonecki, Andrzej Licis, Józef Piątek i Jan Radzio.
- Plan minimum, jaki zakładamy na przyszły sezon, to utrzymanie się w Grupie I, a założenie najbardziej optymistyczne to oczywiście udział w fazie play off, czyli barażach o prawo gry w Grupie światowej – dodał Szymanik.
Szwajcarzy w ostatni weekend przegrali w barażach o utrzymanie w Grupę światową z Czechami 2:3, chociaż w ich składzie znalazł się Roger Federer. Lider obydwu rankingów ATP zdobył dwa punkty w singlu, ale w deblu poniósł porażkę, występując z Yves’m Allegro. Obydwa pojedynki singlowe przegrał w Pradze Stanislas Wawrinka.
- Pewnie Federer, tak jak dotychczas miał w zwyczaju, nie wystąpi w pierwszej rundzie, bo ten termin jest zbyt blisko po Australian Open, a po tym turnieju zawsze robi sobie przerwę przed kolejnymi startami. Jednak nawet bez niego to trudny rywal, więc zapowiada się bardzo ciekawy mecz – powiedział dyrektor działu szkolenia Polskiego Związku Tenisowego, Wojciech Andrzejewski.
Pod nieobecność Federera na pierwszej rakiecie w ekipie Szwajcarii występuje zazwyczaj Wawrinka, aktualnie 44. w rankingu ATP „Entry System”. W singlu wspiera go Marco Ciundelli, a także dobry deblista Yves Allegro.
- Ciundelli jest bardzo dobrym zawodnikiem, szczególnie na szybkich nawierzchniach, a pewnie na takiej będziemy grali. Wraca w tej chwili po kontuzji, ale i tak nie można go lekceważyć. Ja już z nim dwukrotnie przegrałem mecze, wiec wiem na co go stać – mówi najlepszy obecnie z polskich tenisistów, łukasz Kubot.
- Na pewno ciężki rywal i szkoda, że będziemy grali tam, bo w Polsce mielibyśmy za sobą publiczność. Ale po raz pierwszy możemy wyjść do gry na luzie, bo nie mamy nic do stracenia. Jeśli będziemy wszyscy zdrowi, w dobrej dyspozycji, wszyscy bardzo zmotywowani i będziemy silni jako drużyna, to być może uda nam się sprawić niespodziankę. Jeśli na przykład mnie i Michałowi Przysiężnemu udałoby się zdobyć po jednym punkcie w singlu, to o wszystkim zadecyduje debel, a tu bardzo liczymy na Mariusza Fyrstenberga i Marcina Matkowskiego – stwierdził Kubot.
Więcej w Gazeta.pl





