Serwis, część druga – budujemy arsenał

Że niby jak? Że spieszę się zbyt mocno? Bo nie tak znowu dawno publikowałem odcinek z podstawami serwisu, zdecydowanie niełatwymi do opanowania, i już pcham w świat wyższą szkołę serwisowej jazdy? Pewnie, doprowadzenie serwisu do stanu swobodnej używalności wymaga czasu i wysiłku, ale po pierwsze niektórzy zdążyli zapewne już podstawy opanować przynajmniej dostatecznie, a po drugie – zawsze warto znać ścieżkę rozwoju, nawet jeżeli wyda się Tobie odległa. Wcale przecież nie jest powiedziane, że musisz opanować niuanse pierwszoczęściowe do absolutnej perfekcji (aczkolwiek pewien poziom zaawansowania jest wskazany), by ruszyć z ćwiczeniami doskonalącymi wszechstronność i, w konsekwencji, skuteczność podania.

Po pierwsze, rzecz oczywista – w każdym punkcie serwujący ma do dyspozycji dwa podania, z czego jedno może bezkarnie zepsuć. Właściwie to może tych podań mieć i więcej, jeżeli zażyczy sobie w międzyczasie trafić neta, czyli prawidłowo umieścić piłkę w karze serwisowym rywala, jednak ocierając po drodze piłką o brzeg siatki. Zdarzało mi się w takich przypadkach widzieć po cztery podania i więcej, bo każdy net serwisowy dodatkowo należy powtórzyć.
Wróćmy jednak do meritum – taktyka serwującego zasadza się na założeniu, że do dyspozycji są dwa uderzenia i tu od razu dwa wnioski:

1. Zazwyczaj nie są to uderzenia identyczne. O rotacjach będę jeszcze pisał, tu załóżmy, że pierwszy serwis może wiązać się z większym ryzykiem błędu, stanowiąc jednocześnie większe zagrożenie dla odbierającego. Drugie podanie obarczone jest taką samą odpowiedzialnością, jak każde inne uderzenie w wymianie – ewentualny błąd kosztuje stratę punktu. Czyli zazwyczaj jest tak, że im pewniej czuje się zawodnik przy swoim drugim serwisie, tym większe ryzyko może ponieść przy pierwszym. Rzecz w tym, by zawsze odpowiednio skalkulować potencjalne ryzyko i korzyści, o czym też jeszcze będzie.

2. Bezpieczniejszy wariant drugiego serwisu bynajmniej nie oznacza, że cała mechanika uderzenia ma się w tym przypadku zmienić! Zmienić się mogą, w mojej ocenie, tylko dwa drobiazgi: praca nadgarstka w momencie kontaktu naciągu z piłką i ewentualnie wyrzut. Widzisz, jak szybko można uprościć sprawy pozornie trudne?
Dobra, ja wiem, że prosto to jest może i napisane, a w praktyce mówimy o kolejnym, bardzo trudnym elemencie nauki serwisu.

ALERT: bardzo wielu graczy, nawet całkiem zaawansowanych, popełnia poważny błąd przy drugim serwisie. O ile pierwszy uderzają swobodnie, na pełnej dynamice, o tyle drugi usztywniają, zwalniają ruch ręki i ciała (albo i całkowicie ciało blokują). Dlaczego tak się dzieje? Rzecz jasna, aby zwiększyć prawdopodobieństwo trafienia, w swojej ocenie. Nic to, że takie uderzenie zaprasza odbierającego do ostrego kontrataku, nierzadko znacznie groźniejszego w skali meczu niż kilka nawet podwójnych błędów serwisowych.
Im szybciej wyplenisz w sobie usztywniony drugi serwis, tym łatwiej to będzie uczynić. Jeżeli nie wyplenisz wcale – zapomnij o korzyściach z serwisu. To nie będzie Twoja silna broń, a im wyższe będą Twoje aspiracje w zakresie poziomu zaawansowania, tym większym problemem będzie dla Ciebie podanie.

Za młodych, pięknych czasów, u schyłku szkoły podstawowej, doczekałem się w domu nowiuteńkiego cudeńka – magnetowidu VHS, prosto z Berlina! Dobra, żaden powód do dumy to nie był, niemal wszyscy wokół od dawna byli posiadaczami video. Ja w każdym razie wówczas mogłem zacząć katować jedyną kasetę, jaką wówczas dysponowałem, czyli „Tenis z Wojtkiem Fibakiem”. I jakkolwiek rad udzielanych tam przez pana Wojtka było sporo, mnie najbardziej w pamięć zapadła jedna: serwis pierwszy i drugi wykonujemy z taką samą siłą! Wtedy chyba jeszcze nie do końca rozumiałem jej sens.

Dziś rozumiem i nalegam – trenuj serwis płaski (jeżeli chcesz włączyć taki do swojego arsenału) i rotacyjny z identyczną dynamiką. I niech tylko od skrętu nadgarstka w momencie uderzenia zależy, czy będzie to ryzykowna bomba, czy bezpieczne, pewne, ale wcale nie mniej kłopotliwe dla odbierającego podanie z rotacją.

Napisałem – trenuj serwis płaski, jeżeli chcesz. Nie do końca może tak… Trenuj serwis płaski, bo warto go mieć w zanadrzu. Nawet jeżeli nie będzie takie uderzenie stałym elementem Twojej taktyki, bo i niektórzy świetnie sobie radzą bez niego, warto mieć serwis wszechstronny za pazuchą. W żadnym za to wypadku nie wolno zaniedbać treningu i wykorzystania w meczach serwisu rotacyjnego. Szczegóły? Już w następnym odcinku!

—-
zapraszam na http://tenisowy.bloog.pl