“RP” - W cieniu Wielkiego Szlema
20 lat po powrocie białego sportu na igrzyska można powiedzieć, że olimpijski medal ma swoją wartość, choć zapewne nigdy nie będzie tak ważny jak zwycięstwo w Wimbledonie czy turnieju Roland Garros.
Gwiazdy na pewno przyjadą. Najlepsi dali się przekonać do startu dla sławy, medalu, punktów rankingowych i ewentualnych premii od narodowych komitetów olimpijskich, obie organizacje tenisa zawodowego WTA i ATP w końcu uznały, że promocja olimpijska też ma znaczenie dla ich biznesu. Z okazji igrzysk przypomina się, że tenis był sportem, który włączono do ich programu na początku – czyli w 1896 roku.
Rozkwit zawodowego tenisa na długo zablokował olimpijskie nadzieje i trzeba było odejścia lorda Killanina i nadejścia markiza Samarancha, by pieniądz, zamiast odpychać tenis od igrzysk, zaczął mieć siłę olimpijskiego przyciągania. Po drodze było kilka nieoficjalnych prób wskrzeszenia turniejów o medale, w tym celu zorganizowano pokazowe turnieje w Guadalajarze i Meksyku (1968) oraz Los Angeles (1984). Działacze ITF z ówczesnym prezydentem Philippem Chartierem i sekretarzem generalnym Davidem Grayem osiągnęli cel w 1988 roku w Seulu.
W Atenach dopracowano standard turniejów olimpijskich i powtórzono go w Pekinie:
64 kobiety, 64 mężczyzn, dwa razy po 32 deble (wyłącznie w składzie narodowym). Tak jak w Grecji nawierzchnia twarda typu Deco Turf II – to ukłon pod adresem zbliżającego się US Open. Tylko w 1992 roku w Barcelonie grano na kortach ziemnych, bo Hiszpanie chcieli dać większe szanse swoim tenisistom.
Skład turniejów nie powinien nikogo zawieść. 16 z 20 najlepszych mężczyzn, 18 z 20 kobiet. Zabraknie Andy’ego Roddicka, Richarda Gasqueta, Fernando Verdasco, Jo-Wilfrieda Tsongi, Anny Czakwetadze i Marion Bartoli. Cztery lata temu oprócz Chilijczyków tytuły zdobyły Belgijka Justine Henin i Chinki Ting Li i Tian Tian Sun w deblu. Roger Federer był już raz blisko medalu, ale w Sydney przegrał mecz o brąz z Francuzem Arnaudem di Pasquale, jednak zdobył wtedy partnerkę życiową Miroslavę Vavrinec.
Polska wystawia najliczniejszą reprezentację w historii – cztery kobiety, dwóch mężczyzn – dwie singlistki i dwa deble. W Pekinie będzie także Polka na stołku sędziowskim – nominację zdobyła Gabriela Załoga. Debiutantami nie są tylko Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski – zagrali w parze w Atenach.
Więcej w Rzeczpospolitej

