“RP” - Rafael Nadal - prosty chłopak z Manacor
To nietypowy mistrz tenisa. Wujek Toni mówi o nim: prosty, dobry chłopak. Taki, który lubi z kolegami łowić ryby, potem poleżeć na plaży, zjeść długi obiad z całą rodziną i obejrzeć w telewizji mecz piłkarski.
Sportowy rozwój Rafaela Nadala przebiegał błyskawicznie. Jako 14-latek zwyciężył w pokazówce z 36-letnim Patem Cashem. Wygrał pierwszy mecz w turnieju ATP, gdy nie miał 15 lat (pokonał Ramona Delgado z Urugwaju, wówczas 81. na świecie). Rok pó?niej debiut w Wielkim Szlemie i awans do III rundy Wimbledonu. W Sopocie wygrał w 2004 roku pierwszy turniej ATP i reprezentował Hiszpanię w Pucharze Davisa. Skończył się czas, który angielscy dziennikarze nazwali etapem Mowgli, bohatera „Księgi dżungli” Rudyarda Kiplinga. Firma Nike wymyśliła nowego Rafaela z opaską na głowie, w jaskrawej koszulce bez rękawów oraz spodniach za kolana, w tzw. stylu Capri. Pojawił się Rafa Barbarzyńca. Barbarzyńcą jest na korcie. Nie dla wszystkich, bo do dzieci podających piłki zawsze mówi proszę i dziękuję. Nie lubi tylko, gdy przestawią mu butelki pod krzesełkiem inaczej, niż chce. Jest przesądny. Nie staje na liniach, gdy wychodzi na kort.
Barbarzyńcą nie jest też dla swej dziewczyny, której obecność zdołał ukryć przed mediami przez prawie trzy lata. Maria Francisca Perello, ładna brunetka, jest z dobrej lokalnej rodziny. Ma 22 lata, studiuje biznes na uniwersytecie w Palmie. Rzadko bywa na turniejach, pojechała raz do Londynu podczas Wimbledonu 2007, ale jak jej chłopak nie znosi szumu wokół siebie, dyskotek i sklepów z drogimi ciuchami. Rodziny się znają, Maria Francisca najbardziej lubi rozmawiać z babcią Rafaela. Czas spędzają razem na plaży w Porto Cristo. Wszyscy mówią na nią Xisca.
Pytany o najlepszy dzień życia Rafael Nadal opowiedział kiedyś tak: – Wstaliśmy z tatą o 6.30 rano w domu w Porto Cristo, po śniadaniu poszliśmy do Club Nautico, gdzie tata trzyma łód?, wzięliśmy ze sobą jeszcze dwóch moich najlepszych przyjaciół Miguela Cabora i Bartolomeo Salvę-Vidala, łowiliśmy pięć godzin ryby. Wróciliśmy, zrobiliśmy filety na lunch, a potem po jedzeniu i kolejnej gorącej debacie wujka Toniego z wujkiem Miguelem Angelem (oni zawsze się spierają), poszliśmy rozstrzygnąć różnice na polu golfowym. Pole Son Severa jest 20 minut drogi od Porto Cristo. Wróciliśmy i zagraliśmy jeszcze wszyscy wieczorem w piłkę. Potem był prysznic i wspólna kolacja, która skończyła się o 3 nad ranem. To był wspaniały dzień.
– Bez seksu? – dopytywał się dziennikarz. – Bez. Seks jest ważny, ale w takim dniu nie było dla niego miejsca – mówił tenisista i widząc zdziwienie pytającego dodał: – To nie jest dziwne. Ja kocham rywalizację, absolutnie każdą. I bardzo lubię zwyciężać.
Więcej w Rzeczpospolitej
