Ranking bez tajemnic – podsumowujemy sezon 2017. Część pierwsza

Nie tylko tenisiści zasłużyli na odpoczynek po długim i wyczerpującym sezonie. Chwila wytchnienia dobrze zrobiła też dziennikarzom i kibicom. Pora jednak na nowo wpaść w wir tenisowych wydarzeń, ponieważ światowa czołówka już przebiera nogami, szykując się do pierwszych startów w nowym sezonie. Na szczęście jeszcze trochę czasu zostało, dlatego zanim skupimy się na relacjach z meczów rozgrywanych w Australii, podsumujemy zakończone niedawno rozgrywki.

Ranking bez tajemnic to cykl artykułów tworzonych przez Szymona Adamskiego i Marcina Stańczuka, którzy dokładnie przeanalizują, jak prezentują się listy ATP i WTA na koniec sezonu 2017. W każdym z tekstów zostanie przedstawiona grupa dziesięciu zawodników. Zaczynamy od tenisistów zajmujących miejsca od 50 do 41, następnie stopniowo będziemy podążali w górę rankingu, aż wreszcie dotrzemy na jego szczyt. Zaczynajmy!

Miejsca 50-41

Miejsce 50: Kyle Edmund – 22-letni Brytyjczyk ma za sobą pierwszy sezon, w którym ani na moment nie zszedł poniżej poziomu ATP World Tour. Nie był jednak znaczącą postacią w głównym cyklu, choć początek miał niezwykle obiecujący – w Brisbane urwał seta Stanowi Wawrince. Jeśli ktoś liczył na przełom w wynikach Edmunda, po upływie kilku kolejnych miesięcy musiał być zawiedziony. Podopieczny Fredrika Rosengrena jeszcze ani razu nie dobrał się do skóry zawodnikowi z czołówki. Jego tegoroczny bilans z zawodnikami z TOP 10 jest wymowny – 0 zwycięstw i 7 porażek. Widoczne jest jednak światełko w tunelu. W drugiej połowie sezonu Edmund trzykrotnie meldował się w półfinałach turniejów ATP. Wcześniej takich wyników nie notował.

Najcenniejszy wynik: 6:4 6:1 z Jackiem Sockiem w ćwierćfinale w Atlancie

Wynik do zapomnienia: 6:7(4) 6:4 4:6 z Denisem Shapovalovem w 1. rundzie w Quenn’s

Ocena: 6/10

Miejsce 49: Aljaz Bedene – W całym sezonie zgromadził tylko jeden punkt więcej od poprzednika, z którym ścigał się o pozycję numer dwa w brytyjskim tenisie. W przeciwieństwie do Edmunda pozwolił sobie na udział w trzech turniejach z serii ATP Challenger Tour, co w pewien sposób go uratowało. Dzięki tym trzem startom uzbierał 295 punktów. Stanowi to niemal 1/3 jego całego dorobku! Od sierpnia Bedene wziął udział tylko w czterech turniejach. To pokłosie jego problemów zdrowotnych, dotyczących głównie kolana. Jeśli urodzony w Słowenii tenisista na początku nowego sezonu powróci do pełni zdrowia, jest w stanie powalczyć o awans na najwyższe miejsce w karierze. Na razie jego rekordem jest 45. pozycja, którą zajmował w listopadzie 2015 roku. Brakuje bardzo niewiele.

Najcenniejszy wynik: 6:7(5) 7:6(6) 6:7) 7:6(7) 8:6 w 1. rundzie Wimbledonu z Ivo Karloviciem

Wynik do zapomnienia: 6:7(7) 5:7 6:0 3:6 w 1. rundzie Australian Open z Victorem Estrellą Burgosem

Ocena: 7/10

Miejsce 48: Borna Coric – Najniżej sklasyfikowany tenisista, który w sezonie 2017 uzbierał ponad tysiąc rankingowych punktów. Zaczął jednak niemrawo – w styczniu i lutym wygrał łącznie trzy mecze. Odblokował się na nawierzchni ziemnej w Marrakeszu, gdzie sięgnął po pierwsze trofeum w profesjonalnej karierze. Miesiąc później, również na mączce, w pokonanym polu zostawił Andy’ego Murraya. Ale Borna Coric to tenisista, który przy dobrym wietrze potrafi sprawić niespodzianki też na nawierzchni twardej. Jego spotkanie z Alexandrem Zverevem w US Open dostarczyło widzom wielkich emocji. Z tego starcia Chorwat również wyszedł zwycięsko. Za często zdarzają mu się jednak wpadki. W aż 15 turniejach przegrał już pierwsze spotkanie. Na przykładzie Corica widać, że często najtrudniejszy jest pierwszy krok.

Najcenniejszy wynik: 3:6 7:5 7:6(1) 7:6(4) w 2. rundzie US Open z Alexandrem Zverevem

Wynik do zapomnienia: 6:3 4:6 2:6 z Henrim Laaksonenem w 1. rundzie w Indian Wells

Ocena: 6/10

Miejsce 47: Ryan Harrison – Poprzedni sezon zakończył na 90. miejscu, a jeszcze gorzej wiodło mu się w grze podwójnej. Minęło dwanaście miesięcy i można przecierać oczy z wrażenia. Harrison ma za sobą najlepszy sezon w karierze, a zawody w Paryżu i Memphis na zawsze pozostaną w jego pamięci. Właściwie są dowodem na to, że w tenisie niemożliwe nie istnieje, bo przecież wielu ekspertów i kibiców zdążyło postawić na Harrisonie krzyżyk. Amerykanin ma jednak dopiero 25 lat, a druga młodość, którą obecnie przeżywa, wcale nie musi okazać się ostatnią. Rolę nie do przecenienia w procesie odrodzenia Harrisona odegrał Michael Venus, przy którym Amerykanin stał się deblistą światowej klasy z trofeum wielkoszlemowym na koncie.

Najcenniejszy wynik: 7:6(5) 6:7(4) 6:3 z parą Gonazalez/Young w finale Rolanda Garrosa (partner: Michael Venus)

Wynik do zapomnienia: 6:7(5) 3:6 z Peterem Gojowczykiem w 1. rundzie w Paryżu

Ocena: 9/10

Miejsce 46: Gael Monfils – Raz na wozie, raz pod wozem. To w jakim przedziale rankingowym znajduje się w danym momencie Francuz, w największej mierze zależy od stanu jego zdrowia. Przez ostatnie miesiące było z nim krucho, stąd miejsce w połowie piątej dziesiątki nie może specjalnie dziwić. Monfils skreczował z powodu urazu kolana w 3. rundzie US Open i od tamtej pory nie rozegrał ani jednego spotkania. Wrócić ma na Australian Open, gdzie będzie bronić punktów za 1/8 finału. Identyczny rezultat osiągnął przed własną publicznością w Paryżu, co wystarczyło do uzyskania miana najlepszego reprezentanta gospodarzy. Ten fakt dobitnie pokazuje, jak dobrze ma się tenis we Francji, ponieważ popularny ,,Lamonf” nie rozegrał w 2017 roku ani jednego spotkania w Pucharze Davisa. Mimo to trofeum trafiło nad Sekwanę.

Najcenniejszy wynik: 6:2 6:7(7) 7:6(4) z Richardem Gasquetem w półfinale w Eastbourne

Wynik do zapomnienia: 6:0 0:6 6:7(0) z Gillesem Simonem w 1. rundzie w Madrycie

Ocena: 4/10

Miejsce 45: Karen Chaczanow – Przez moment był już w trzeciej dziesiątce, ale na końcówkę sezonu zabrakło mu paliwa, wskutek czego zimę spędza kilkanaście pozycji niżej. Chaczanowowi brakuje jeszcze regularności na przestrzeni miesiąca, turnieju, a często nawet jednego meczu. Może oczekiwania względem jego osoby są za duże, w maju skończył dopiero 21 lat. Wydaje nam się jednak, że utalentowany Rosjanin nie wyciągnął maksimum z ostatniego sezonu. Stać go na więcej takich startów jak ten na kortach Rolanda Garrosa, gdzie wygrał trzy mecze, a następnie wypadł całkiem nieźle na tle Andy’ego Murraya. Gra o wysoką stawkę ewidentnie go uskrzydla. W turniejach niższej rangi jest cieniem samego siebie, stąd nie może dziwić, że tylko w jednym turnieju z cyklu ATP World Tour dotarł do półfinału.

Najcenniejszy wynik: 7:5 6:4 6:4 z Tomasem Berdychem w 2. rundzie Rolanda Garrosa

Wynik do zapomnienia: 6:4 2:6 3:6 3:6 z Yen-Hsunem Lu w 1. rundzie US Open

Ocena: 5/10

Miejsce 44: Steve Johnson – Niezły rok za Amerykaninem, ale zabrakło w nim spektakularnego sukcesu. A tak się akurat złożyło, że trzech jego rodaków ma za sobą najlepszy sezon w karierze. Johnson pozostawał zatem w cieniu Socka, Querreya i Harrisona, ale nie uczynił zbyt wiele, by się z niego wydostać. Turniejowe zwycięstwo w Houston to wynik godny odnotowania, ale na długo w pamięci kibiców nie pozostanie. Przeciętnie prezentował się też w największych turniejach. W każdej imprezie wielkoszlemowej przedarł się przez pierwszą rundę, ale mecze 1/16 finału były już dla niego wyzwaniami ponad siły. Liczymy na poprawę efektywności gry, bo efektowności Johnsonowi nigdy nie można było odmówić.

Najcenniejszy wynik: 4:6 7:6(5) 6:4 z Dominiciem Thiemem w 1. rundzie w Tokio

Wynik do zapomnienia: 6:3 1:6 1:6 ze Stefanem Kozlovem w 1. rundzie w Quenn’s

Ocena: 6/10

Miejsce 43: Paolo Lorenzi – Niewielu wierzyło, że Lorenzi wytrzyma tempo, które sam sobie narzucił w poprzednim sezonie. Zwłaszcza że w grudniu poprzedniego roku stanął na ślubnym kobiercu, więc można było się spodziewać, że jego głową będą zaprzątać myśli o rodzinie. Lorenzi to jednak profesjonalista co się zowie, dlatego kontynuacja kariery była równoznaczna z kontynuacją gry na wysokim poziomie. 35-latek ze Sieny dwukrotnie dotarł do finału zawodów głównego cyklu. Jak dobry był to sezon dla Włocha, niech świadczy fakt, że po raz pierwszy w karierze wygrał mecz w turnieju głównym Wimbledonu. Zresztą w każdym turnieju wielkoszlemowym przedarł się w 2017 roku przez 1. rundę.

Najcenniejszy wynik: 7:6(3) 4:6 7:6(8) 7:5 z Horacio Zeballosem w 1. rundzie Wimbledonu

Wynik do zapomnienia: 6:4 3:6 6:7(4) z Zhizhen Zhangiem w 1/8 finału w Shenzhen

Ocena: 7/10

Miejsce 42: Robin Haase – Człowiek, który pokochał Montreal. Gdyby nie zawody w Kanadzie, Haase nie znalazłby się w naszym zestawieniu. Do półfinału turnieju z serii ATP Masters 1000 nie awansował jednak przypadkiem, jego wyższość musieli uznać m.in. Grigor Dimitrow i Diego Schwartzman. Po stronie plusów należy zapisać też udane występy w Pucharze Davisa. Haase zdobył dla reprezentacji ,,Oranje” pięć punktów i poprowadził ją do awansu do Grupy Światowej. Zawiódł za to w Kitzbuhel, gdzie w przeszłości dwukrotnie wznosił trofeum do góry. Dawny czar już chyba prysł, bowiem w ostatniej edycji Haase przegrał w 1. rundzie z przeciętnym Santiago Giraldo.

Najcenniejszy wynik: 7:6(3) 4:6 6:1 z Grigorem Dimitrowem w 1/8 finału w Montrealu

Wynik do zapomnienia: 6:3 6:7(6) 6:7(4) z Yannickiem Hanfmannem w półfinale w Gstaad

Ocena: 7/10

Miejsce 41: Benoit Paire – Polscy kibice dobrze go pamiętają, ponieważ dwukrotnie w zakończonym sezonie stawał na drodze Jerzego Janowicza. Obie batalie zakończyły się po myśli Paire’a, który nie stracił w nich nawet jednego seta. Taki to był właśnie sezon dla ekscentrycznego Francuza, że większość rzeczy mu wychodziła pozornie bez większego wysiłku. O jego sile przekonali się choćby Stan Wawrinka i David Goffin. Jeśli weźmiemy pod lupę zawody wielkoszlemowe, Paire nie odniósł zwycięstwa tylko przed własną publicznością. Za to można go akurat rozgrzeszyć – losowanie miał najgorsze z możliwych, czyli pojedynek z Rafaelem Nadalem w 1. rundzie. Francuskim kibicom mógł się odpłacić w Metz, ale w finale niespodziewanie przegrał z Peterem Gojowczykiem. Sezon zakończył z kontuzją pleców, ale przez przerwę zimową zdołał dojść do pełnej sprawności. Na korty powróci w Sydney.

Najcenniejszy wynik: 7:5 4:6 6:2 ze Stanem Wawrinką w 2. rundzie w Madrycie

Wynik do zapomnienia: 5:7 2:6 z Peterem Gojowczykiem w finale w Metz

Ocena: 6/10