Ranking bez tajemnic – podsumowujemy sezon 2016. Część ósma

Już za chwilę rok 2016 przejdzie do przeszłości. My jednak jeszcze w trzech tekstach powrócimy do tego, co działo się na światowych kortach przez ostatnie 12 miesięcy. Jeśli sylwestra zamierzasz spędzić przed telewizorem i cierpisz na brak zajęć podczas przerw reklamowych, albo fajerwerki za twoim oknem generują taki hałas, że sen nie wchodzi w grę, to zachęcamy do przeczytania poniższego tekstu. Obiecujemy, że trzecia dziesiątka rankingu ATP od tej pory nie będzie skrywała przed wami żadnych tajemnic.

Miejsca 30-21

30. Pablo Carreno Busta – o tym, że dla 25-latka z Gijon rozgrywki challengerowe nie są dobrym miejscem, wiedzieliśmy już dawno. Hiszpan udowodnił to chociażby w zeszłym (czyt. 2015) roku w Poznaniu, gdzie nie dał rywalom najmniejszych szans i pewnie zgarnął główną nagrodę. W trakcie ostatniego sezonu Carreno Busta przekonał nas, że z równie pożądanym efektem może sobie radzić w zawodach z cyklu ATP World Tour. Przeskoczył jeden poziom wyżej, a wyniki zupełnie na tym nie ucierpiały. Hiszpan dotarł do czterech finałów, w dwóch pierwszych musiał jeszcze uznać wyższość rywali, ale dwie kolejne okazje potrafił już bezbłędnie wykorzystać. Carreno-Busta ma za sobą zdecydowanie najlepszy sezon w karierze, ale coś nam podpowiada, że to dopiero początek jego przygody z wielkim tenisem. Rozczarowania? Raczej brak, jeśli się uprzemy to wskażemy na występ we French Open. Carreno Busta zupełnie niespodziewanie przegrał w II rundzie z Aljazem Bedene.

Najcenniejszy wynik: 6:7(6) 7:6(1) 6:4 z Roberto Bautistą Agutem w finale w Winston-Salem

Wynik do zapomnienia: 6:7(4) 3:6 6:4 7:5 2:6 z Aljazem Bedene w II rundzie French Open

Ocena: 9/10

29. Viktor Troicki – Serb upodobał sobie imprezę w Sydney do tego stopnia, że dwa z trzech turniejowych zwycięstw wywalczył właśnie w największym australijskim mieście. W tym roku obronił tytuł i bez wątpienia było to dla niego największe osiągnięcie w okresie ostatnich dwunastu miesięcy. Troicki poprzedni sezon zakończył siedem pozycji wyżej, ale z tego powodu szat rozrywać raczej nie będzie. Ustabilizował formę na dość wysokim poziomie i ciężko zapracował na miejsce w trzeciej dziesiątce. O jego solidności może świadczyć fakt, że w każdym z turniejów wielkoszlemowych przeszedł przez I rundę. Najlepiej spisał się na kortach Rolanda Garrosa, gdzie pokonał m.in. Grigora Dimitrowa i Gillesa Simona, a w 1/8 finału urwał seta broniącemu tytułu Stanowi Wawrince. Miał pecha na Igrzyskach Olimpijskich, już w I rundzie trafił na Andy’ego Murray’a, który dość dosadnie wskazał mu miejsce w szeregu.

Najcenniejszy wynik: 2:6 6:1 7:6(7) z Grigorem Dimitrowem w finale w Sydney

Wynik do zapomnienia: 3:6 5:7 z Karenem Chaczanowem w półfinale w Chengdu

Ocena: 7/10

28. Feliciano Lopez – lata lecą, a madrytczyk nie zamierza ustępować pola młodszym kolegom. Może się pochwalić, że w wieku 34 lat był w stanie pokonać ówczesnego lidera rankingu ATP (Novaka Djokovicia), choć było to zwycięstwo nieco przypadkowe, Serb poddał się po porażce w pierwszym secie. Lopez odniósł jednak szereg innych zwycięstw, które dziełem przypadku na pewno już nie były. W turniejach wielkoszlemowych sprzyjało mu szczęście w losowaniach i potrafił to wykorzystać, rok zakończył z siedmioma zwycięstwami w najważniejszych imprezach tenisowych. Analizując wyniki można też zauważyć, że nieco lepiej spisywał się w trakcie pierwszej części sezonu. Może mieć to związek z jego wiekiem. 35 lat na karku to bagaż, którego dźwiganie przez dziesięć miesięcy w roku może być wyzwaniem ponad siły efektownie grającego Hiszpana.

Najcenniejszy wynik: 7:6(3) 4:6 7:6(4) z Davidem Ferrerem w I rundzie w Szanghaju

Wynik do zapomnienia: 3:7 7:5 5:7 z Feliciano Lopezem w II rundzie w Madrycie

Ocena: 6/10

27. Albert Ramos-Vinolas – już trzeci Hiszpan w dzisiejszym zestawieniu, jego historia różni się od dwóch poprzedzających. Przy Carreno Buscie napisaliśmy, że życiowe sukcesy dopiero przed nim, przy Lopezie daliśmy do zrozumienia, iż czasy świetności ma za sobą, natomiast przy Ramosie-Vinolasie należy chyba napisać, że właśnie znajduje się w najlepszym dla siebie okresie. Dość nieoczekiwanie z przeciętnego gracza stał się kimś, kogo mogą się obawiać nawet zawodnicy z drugiej dziesiątki. Może nie porywa tłumów swoją grą, ale jest na pewno nieprzyjemnym przeciwnikiem, a fakt, że trzyma rakietę w lewym ręku jest jego dodatkowym atutem. Sezon zakończył startem w paryskiej hali Bercy, gdzie w I rundzie rozbił 6:1 6:4 Stephane’a Roberta. Ten mecz doskonale pokazał, że Ramos-Vinolas wyniósł się ponad przeciętność i jest obecnie graczem z wyższej półki. Skok w rankingu zawdzięcza przede wszystkim turniejowemu zwycięstwu w Bastad i osiągnięciu fazy ćwierćfinałowej we French Open.

Najcenniejszy wynik: 6:7(2) 6:4 6:4 4:6 6:4 Jackiem Sockiem w III rundzie French Open

Wynik do zapomnienia: 7:6(4) 6:7(3) 3:6 z Karenem Chaczanowem w finale w Chengdu

Ocena: 8/10

26. Bernard Tomic – inaczej zapewne wyobrażał sobie tegoroczne zmagania niesforny Australijczyk. W trzech pierwszych turniejach przed własną publicznością zaprezentował się bardzo dobrze, ale były to tylko miłe złego początki. Praktycznie z każdym miesiącem Tomic prezentował się coraz gorzej, a w ostatnich pięciu imprezach już tylko raz mógł cieszyć się ze zwycięstwa. Australijczyk sowicie zapunktował na kortach trawiastych, tylko utwierdzając swoich kibiców w przekonaniu, że czuje się na nich jak ryba w wodzie. W Wimbledonie był o kroczek od ćwierćfinału, ale sprzed nosa zabrał mu go Lucas Pouille. Na 1/8 finału zakończył również swojego zmagania w Melbourne, tam na jego drodze stanął Andy Murray. Australijczyk mile będzie też wspominał Cincinnati, osiągnięty ćwierćfinał, po zwycięstwach nad Goffinem i Nishikori, to wynik więcej niż przyzwoity, szczególnie, że właśnie takich wartościowych zwycięstw bardzo mu w tym sezonie brakowało.

Najcenniejszy wynik: 7:6(1) 7:6(5) z Kei Nishikori w 1/8 finału w Cincinnati

Wynik do zapomnienia: 4:6 6:4 6:3 4:6 8:10 z Lucasem Pouillem w 1/8 finału Wimbledonu

Ocena: 6/10

25. Gilles Simon – trudno nie oprzeć się wrażeniu, że doświadczony Francuz skupia się na największych imprezach. W turniejach z mniejszą pulą nagród często zdarzają mu się wpadki, natomiast najważniejsze turnieje wyzwalają w nim dodatkowe pokłady energii. W Australian Open poważnie zagroził Djokoviciowi, Serb był jednak wówczas sam dla siebie najgroźniejszym przeciwnikiem, a jego 100 niewymuszonych błędów jeszcze długo będzie mu wypominane. O mały włos, a brak regularności Serba zaprowadziłby Simona do ćwierćfinału w Melbourne, co byłoby dla niego jednym z największych sukcesów w karierze. 32-latek z Nicei zakończył obecny sezon bez turniejowego zwycięstwa, do czego na pewno nie przyzwyczaił swoich kibiców, wszak ma ich już dwanaście na swoim koncie. Jeśli mowa już o kibicach Francuza to szczególnie źli musieli być ci z Marsylii. Simon przyjechał bronić tytułu, a już w I rundzie poza burtę turnieju wyrzucił go Tejmuraz Gabaszwili, który w minionym sezonie spisywał się bardzo słabo.

Najcenniejszy wynik: 6:4 6:4 ze Stanem Wawrinką w 1/8 finału w Szanghaju

Wynik do zapomnienia: 6:3 3:6 6:7(7) z Tejmurazem Gabaszwilim w I rundzie w Marsylii

Ocena: 6/10

24. Alexander Zverev – zawodnik, przy którym eksperci czekający na zmianę tenisowej generacji pieją z zachwytu. Młody Niemiec osiągnął kilka fenomenalnych wyników, dzięki czemu uchodzi obecnie za najzdolniejszego nastolatka, a to wiąże się również z dodatkową presją. Wiele osób zapowiada, że Zverev już niedługo przebojem wedrze się do światowej czołówki i wpuści do niej nieco świeżego powietrza. Ten sezon Zverev zakończył na 24. miejscu, więc w najbliższym czasie do czołowej 10 raczej nie awansuje, choć należy zaznaczyć, że wielokrotnie pokazywał olbrzymi potencjał. Federer, Wawrinka, Berdych, Thiem – cała ta grupka musiała w pewnym momencie minionego sezonu podejść do siatki i pogratulować zdolnemu hamburczykowi zwycięstwa. Sam Zverev najmilej będzie chyba wspominał triumf nad Wawinką, ponieważ to on zagwarantował mu pierwsze turniejowe zwycięstwo w karierze. Na razie nie miał sobie równych w Sankt Petersburgu, ale nie mamy wątpliwości, że już w 2017 roku zdobędzie trofeum w mieście, która znaczy nieco więcej na tenisowej mapie świata.

Najcenniejszy wynik: 6:2 3:6 7:5 ze Stanem Wawrinką w finale w Sankt Petersburgu

Wynik do zapomnienia: 5:7 6:7(2) z Inigo Cervantesem w I rundzie w Hamburgu

Ocena: 8/10

23. Jack Sock – na krajowym podwórku ustępuje tylko Johnowi Isnerowi. Kiedyś tak wysoka pozycja w Stanach Zjednoczonych niemal gwarantowała miejsce w ścisłej światowej czołówce. Amerykanie od pewnego czasu potęgą już nie są, a Sock ma być jednym z tych tenisistów, który przywróci ojczyźnie zatracony blask. Troszkę martwi jego nieporadność w finałach. Na tym poziomie, jeśli wypracowuje się trzy szanse, przynajmniej jedną należy wykorzystać. Z drugiej strony, należy docenić sam fakt, że Amerykaninowi udało się awansować do trzech finałów w przeciągu dwunastu miesięcy. Po stronie plusów należy również zapisać dobrą grę w dużych turniejach przed własną publicznością, a także udane występy w Sztokholmie i Paryżu, którymi zwieńczył swoje zmagania w sezonie 2016. Nie zapominajmy także o rozgrywkach deblowych. Z Igrzysk Olimpijskich Sock przywiózł brązowy medal, partnerował mu wówczas Steve Johnson.

Najcenniejszy wynik: 6:4 6:3 6:3 z Marinem Ciliciem w III rundzie US Open

Wynik do zapomnienia: 6:3 3:6 5:7 z Juanem Monaco w finale w Houston

Ocena: 6/10

22. Pablo Cuevas – człowiek z cienia. Na najważniejszych imprezach odgrywa najczęściej drugoplanowe role i daje się wyszaleć innym. Sam dochodzi do głosu, kiedy największe gwiazdy robią sobie wolne – to też nie lada sztuka, bo przecież jest całe grono tenisistów, którzy próbują budować swój ranking na dobrych wynikach w nieco słabiej obsadzonych turniejach. Doskonale czuje się na swoim kontynencie. W Sao Paulo obronił tytuł, a tydzień później nie miał sobie równych w Rio de Janeiro. Rzecz jasna, mowa tu o zawodach rozgrywanych na kortach ziemnych w lutym, a nie o turnieju olimpijskim, który odbył się kilka miesięcy później, wtedy Cuevas przegrał w II rundzie. Co ciekawe, Urugwajczyk dotarł również do finałów w Nottingham i Hamburgu, szczególnie o pierwszy wynik byśmy go nie podejrzewali, biorąc pod uwagę, że w Wielkiej Brytanii panowie rywalizowali na nawierzchni trawiastej. Cuevas osłabł w ostatniej fazie sezonu, w dziesięciu turniejach z rzędu nie był w stanie wygrać więcej niż jednego meczu.

Najcenniejszy wynik: 6:7(5) 6:3 7:6(4) z Gaelem Monfilsem w II rundzie w Madrycie

Wynik do zapomnienia: 3:6 6:3 7:5 3:6 4:6 z Andriejem Kuzniecowem w I rundzie Wimbledonu

Ocena: 8/10

21. David Ferrer – widzimy obecnie dla niego dwie drogi. Albo Hiszpan wróci do światowej czołówki i sezon 2016 uznamy za wypadek przy pracy, albo będzie notował coraz gorsze rezultaty i sezon 2016 uznamy za początek końca. Ferrer to, zachowując wszelkie proporcje, taki tenisowy Noriaki Kasai. Nigdy nie dotarł na sam szczyt, ale zawsze był groźny dla najlepszych. Gdyby miał nieświeży oddech to zawodnicy ze ścisłej czołówki już dawno zbankrutowaliby z konieczności kupowania masek gazowych, od ponad 10 lat czują go bowiem na swoich plecach. W tym roku napór ze strony Ferrera był znacznie słabszy, bo i wyniki pozostawiały wiele do życzenia. Aż pięciokrotnie kończył swoją przygodę z turniejami na pierwszej rundzie. Nie można się za to przyczepić do wyników osiąganych przez 34-latka z Walencji w turniejach Wielkiego Szlema. W Australian Open dotarł nawet do ćwierćfinału. Rok zakończył bez turniejowego zwycięstwa, taka sytuacja zdarzyła mu się po raz ostatni w 2009 roku.

Najcenniejszy wynik: 6:4 6:4 7:5 z Johnem Isnerem w 1/8 finału Australian Open

Wynik do zapomnienia: 6:4 6:2 4:6 z Julienem Benneteau w I rundzie w Cincinnati

Ocena: 6/10