Ranking bez tajemnic – podsumowujemy sezon 2016. Część druga

Mamy nadzieję, że nasza nowa seria przypadła wam do gustu. Za nami dopiero pierwsza część podsumowania, a do szczytu jeszcze daleko. Choć zawodniczki z miejsc 40-31 są zapewne innego zdania. W nadchodzącym sezonie będą chciały zaatakować z drugiego szeregu i dogonić czołówkę. Czy im się uda? Czas pokaże, na razie oceniliśmy je za to co zdążyły zaprezentować przez ostatnie dwanaście miesięcy.

Pierwszą część naszego podsumowania znajdziecie w tym miejscu.

Miejsca 40-31

Miejsce 40: Misaki Doi – Zawodniczka, która miała olbrzymi wpływ na to jak wyglądał cały sezon. Każdy może dziś pójść na łatwiznę i powiedzieć, że Angelique Kerber była zdecydowanie najlepszą zawodniczką w 2016 roku. Zabawmy się jednak w grę pod tytułem ,,co by było gdyby”. Przypomnijmy, że obecna liderka rankingu WTA musiała bronić piłki meczowej w 1. rundzie Australian Open. Jej przeciwniczką była wówczas niepozorna Japonka. Co by się stało gdyby ten jeden jakże ważny punkt padł łupem Doi? No właśnie? można tylko gdybać.

Skupmy się już jednak na samej Doi i jej tegorocznych występach. Patrząc na jej wyniki od razu rzuca się w oczy brak regularności. Finał turnieju WTA? Owszem, jest, ale poprzedzony trzema porażkami w pierwszych rundach. Taka sama seria przytrafiła się Japonce już po  fantastycznym występie w Kaohsiung. Warto wyróżnić też doskonały występ niziutkiej Azjatki w Wimbledonie, gdzie w pierwszych trzech meczach nie straciła ani jednego seta.

Najcenniejszy wynik: 6:0 6:2 z Su-Wei Hsieh w półfinale turnieju w Kaohsiung

Wynik do zapomnienia: 4:6 1:6 z Cariną Witthoeft w 1. rundzie US Open

Ocena: 6/10

Miejsce 39: Alison Riske – Pani Alison, wykonała Pani kawał dobrej roboty. Strach pomyśleć, gdzie zaszłaby w rankingu 26-letnia Amerykanka gdyby miała pojęcie o grze na kortach ziemnych. Nawierzchnia twarda i trawiasta na szczęście nie sprawiają jej już takich problemów. Niezwykle agresywny styl gry sprawia, że na szybkim podłożu rywalki nie są w stanie dobiec do kolejnych pocisków lecących od strony podopiecznej Ywesa Boulaisa. Przed startem obecnego sezonu Riske miała na swoim koncie tylko jeden finał turnieju WTA. Obecnie jej dorobek jest czterokrotnie większy, choć wszystkie tegoroczne finały zakończyły się nie po jej myśli. Na wygrywanie najważniejszych meczów może przyjdzie jeszcze czas. Na razie zostały położone solidne fundamenty pod przyszłe sukcesy. Coś nam się zdaje, że jeszcze nie raz i nie dwa zrobi się o niej głośno.

Najcenniejszy wynik: 6:4 5:7 6:4 ze Swietłaną Kuzniecową w półfinale turnieju w Tiencinie

Wynik do zapomnienia: 6:7(3) 2:6 z Shuai Peng w finale turnieju w Tiencinie

Ocena 8/10

Miejsce 38: Monica Niculescu – Domyślamy się, że w życiu zawodowych tenisistek występują czasami momenty zwątpienia. ,,Co ja wyprawiam?”, ,,Trenuję tyle lat, a nie jestem w stanie przebić najprostszej piłki.” Niculscu jest chyba mistrzynią w doprowadzaniu przeciwniczek do użalania się nad sobą. Biorąc pod uwagę jej styl gry, można zaryzykować stwierdzenie, że jest przybyszem z innej planety, a na Ziemię przyleciała tylko po to, żeby nieco zdenerwować rywalki. Lata mijają, a w szerokiej czołówce wciąż jest miejsce dla doświadczonej Rumunki. Początek 2016 roku miała niemrawy, na dobre rozkręciła się dopiero we wrześniu, choć już wcześniej zanotowała kilka ciekawych rezultatów, jak choćby zwycięstwo nad Petrą Kvitovą w Pucharze Federacji. Niculescu ma za sobą także świetny sezon w grze podwójnej. Doszła aż do czterech finałów i co ciekawe, za każdym razem z inną partnerką. Trzy wywalczone trofea zaowocowały pewną pozycją w drugiej dziesiątce deblowego rankingu WTA.

Najcenniejszy wynik: 6:4 6:0 z Petrą Kvitovą w finale turnieju w Luksemburgu

Wynik do zapomnienia: 0:6 6:2 0:6 z Larą Arruabarreną w finale turnieju w Seulu

Ocena: 7/10

Miejsce 37: Jarosława Szwedowa – bardzo miła niespodzianka. Niewiele zabrakło, a zostałaby na koniec sezonu pierwszą rakietą swojego kraju. Kazachowie o wiele większe nadzieje muszą wiązać z Julią Putincewą, ale na chwilę obecną Slava ustępuje jej bardzo nieznacznie. Oczywiście, Szwedowa większe sukcesy osiągała w deblu (m.in. finał Wimbledonu), ale nie wynika to z tego, że zawodziła w grze pojedynczej. Kazaszka wyprowadziła trzy potężne ciosy, które znacznie poprawiły jej dorobek punktowy, a także stan konta bankowego. Tak należy oceniać ćwierćfinały w Londynie i Pekinie oraz 1/8 finału w Nowym Jorku. Były pochwały to teraz czas na zarzuty. Sześć przegranych pojedynków z rzędu w pierwszej części sezonu i pięć porażek z zawodniczkami spoza pierwszej setki to rezultaty, przy których trudno marzyć o kolejnym kroku w przód. W 2016 roku Szwedowa taki krok na pewno wykonała. Awans o 45 pozycji nie może być dziełem przypadku.

Najcenniejszy wynik: 6:2 6:4 z Martiną Hingis i Sanią Mirzą w ćwierćfinale Wimbledonu (partnerka ? Timea Babos)

Wynik do zapomnienia: 1:6 3:6 z Danielą Hantuchovą w 1. rundzie w turnieju na Majorce.

Ocena 6/10

Miejsce 36: Coco Vandeweghe – kolejna z Amerykanek, która ma za sobą udany sezon. Była podopieczna Macieja Synówki powróciła po rocznej przerwie na tron w holenderskim Den Bosch. Już niemal tradycyjnie z bardzo dobrej strony zaprezentowała się na turniejach rozgrywanych na nawierzchni trawiastej. Oprócz wspomnianego tytułu był także półfinał w Birmingham i 4. runda Wimbledonu. Analizując kolejne tegoroczne wyniki Coco można dostrzec, że miała wyjątkowo mało szczęścia w losowaniach. Ktoś jej może zarzucić, że zakończyła sezon czterema porażkami z rzędu, ale warto zauważyć, że miała niezwykle wymagające przeciwniczki. Naomi Osaka, Elina Switolina, Kristina Mladenovic i Caroline Wozniacki to nie są tenisistki, przy których Vandeweghe mogłaby się czuć faworytką. Amerykanka ma też za sobą jeden olbrzymi sukces w grze podwójnej. Wraz z Bethanie Mattek-Sands wygrała prestiżowe zawody w Indian Wells.

Najcenniejszy wynik: 7:5 7:5 z Kristiną Mladenovic w finale turnieju w Den Bosch

Wynik do zapomnienia: 4:6 1:6 z Monicą Niculescu w 3. rundzie w Miami

Ocena 6/10

Miejsce 35: Sloane Stephens – zabijcie nas, ale nie wiemy jak ją ocenić. Patrząc na jej tegoroczne wynik można dostać zawrotów głowy. Oto rezultaty Stephens w pierwszych trzech miesiącach tegorocznych startów: turniejowe zwycięstwo, porażka w 1. rundzie, turniejowe zwycięstwo, porażka w 1. rundzie, porażka w 1. rundzie, turniejowe zwycięstwo. Jeśli Amerykanka posiada niezwykle żywiołowo reagujących kibiców to szczerze im współczujemy. Biedacy wylewają całe morze łez, nie mogą spać po nocach, mija tydzień, a oni już wyprawiają ucztę i świętują do rana, wznosząc toasty za swoją ulubienicę. Statystyki są wyjątkowo bolesne. Stephens wygrała trzy turnieje – zgoda, ale oprócz tego zwycięsko zakończyła tylko? sześć pojedynków. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę, że z powodu kontuzji prawej stopy zakończyła sezon na początku sierpnia to jest to wyjątkowo słaby wynik.

Najcenniejsze zwycięstwo: 6:4 4:6 7:6(5) z Dominiką Cibulkovą w finale turnieju w Acapulco

Wynik do zapomnienia: 2:6 1:6 z Risą Ozaki w 1. rundzie turnieju w Waszyngtonie

Ocena 5/10

Miejsce 34: Anastazja Sewastowa – łotewscy reżyserzy mogą brać się do roboty. Scenariusz najlepszy z możliwych, bo napisało go życie. Sewastowa kończy karierę, a po trzech latach zostaje? ćwierćfinalistką US Open. Może nie porywa przy tym tłumów i nie ma setek tysięcy fanów na całym świecie, ale jej historia musi budzić podziw. Skupmy się jednak na tegorocznych wynikach. A te wcale nie były nadzwyczajne w pierwszych kilku miesiącach. Przełamanie nastąpiło dopiero na początku czerwca, kiedy to Łotyszka po sześcioletniej przerwie zdołała awansować do finału turnieju WTA. Na kolejny taki sukces musiała już czekać tylko miesiąc. Później przyszła pora na US Open i wspomniany ćwierćfinał. 26-latka z Lipawy nie wytrzymała trudów całego sezonu i w czterech ostatnich imprezach, w jakich wzięła udział nie wygrała żadnego meczu. No cóż, koniec może i słaby, ale środkowa część sezonu na naprawdę wysokim poziomie.

Najcenniejsze zwycięstwo: 6:4 7:5 z Johanną Kontą w 1/8 finału w US Open

Wynik do zapomnienia: 6:7(7) 4:6 z Francescą Schiavone w 1. rundzie Wimbledonu

Ocena: 7/10

Miejsce 33: Julia Putincewa – do Kazaszki zdążyliśmy się już nieco przyzwyczaić, ma ona jednak dopiero 21 lat. Śmiało więc można napisać, że znajduje się na początku swojej tenisowej drogi. Sił ma jeszcze sporo i nie zamierza ich oszczędzać. W tym roku wystartowała w aż 27 zawodach ? żadna z wyżej sklasyfikowanych tenisistek nie może się z nią równać pod tym względem. Być może właśnie duża liczba startów była przyczyną znacznej obniżki formy w końcówce sezonu. Na szczęście jesteśmy w stanie sięgnąć pamięcią nieco głębiej i przypomnieć sobie zwycięstwa Putincewej nad Caroline Wozniacki i Venus Williams, czy zażarte boje z Carlą Suarez Navarro i Sereną Williams podczas zmagań na kortach Rolanda Garrosa. Ale czemu tych rezultatów nie było więcej? Julia, przecież udowodniłaś, że stać cię na stawianie oporu najlepszym na świecie. W przyszłym roku liczymy na zdecydowanie więcej!

Najcenniejsze zwycięstwo: 7:5 7:5 z Carlą Suarez Navarro w 1/8 finału we French Open

Wynik do zapomnienia: 1:6 7:6(1) 1:6 z Cariną Witthoeft w 2. rundzie US Open

Ocena: 5/10

Miejsce 32: Monica Puig – nic odkrywczego raczej nie napiszemy. Jeszcze kilka miesięcy temu pojęcia ,,mistrzyni olimpijska” i ,,Monica Puig” zupełnie do siebie nie pasowały. To znaczy to nam się tak tylko wydawało. Nie ma jednak wątpliwości co do tego, że nieoczekiwany sukces przytłoczył Portorykankę. Od zdobycia złotego medalu Puig zdołała wygrać tylko cztery mecze w pięciu turniejach. Był to dla niej najlepszy rok w karierze, ale paradoksalnie chyba dobrze, że dobiega już końca. Puig miała chwilę, żeby odetchnąć, oswoić się z nową sytuacją i wyruszyć na podbój światowych kortów w 2017 roku. Już w styczniu będzie musiała bronić prawie pół tysiąca punktów. To efekt bardzo dobrego początku minionego sezonu. Szczególnie zaimponowała nam w Sydney, gdzie jako zawodniczka z kwalifikacji zdołała awansować do finału. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy do czego jest zdolna.

Najcenniejszy wynik: 6:4 4:6 6:1 z Angelique Kerber w finale turnieju olimpijskiego

Wynik do zapomnienia: 4:6 2:6 z Saisai Zheng w 1. rundzie US Open

Ocena: 9/10

Miejsce 31: Laura Siegemund – czyli lekcja o tym, że nigdy nie jest za późno na sukces. Co prawda Niemka ma 28 lat i lada moment nie stanie się sportową emerytką, ale rzadko kiedy na ten wiek przypadają pierwsze poważne sukcesy. Siegmund nie zdążyła zaktualizować swojej biografii na stronie WTA (tak przynajmniej nam się wydaję) i wciąż możemy przeczytać, że jej najlepszym tenisowym wspomnieniem jest zakwalifikowanie się po raz pierwszy do turnieju głównego Wielkiego Szlema. Czytając ten fragment rok temu nie widzielibyśmy w nim nic dziwnego. Przez ostatnie dwanaście miesięcy Niemka poczyniła jednak olbrzymie postępy i dziś znajduje się w zupełnie innym świecie. Obecnie jest triumfatorką turnieju WTA w Bastad, finalistką prestiżowych zawodów rozgrywanych w Stuttgarcie (to był moment przełomowy), ćwierćfinalistką turnieju olimpijskiego. W kategorii ,,bomba z opóźnionym zapłonem” przyznajemy reprezentantce naszych zachodnich sąsiadów pierwsze miejsce.

Najcenniejszy wynik: 6:1 6:2 z Simoną Halep w 1/8 finału turnieju w Stuttgarcie

Wynik do zapomnienia: 2:6 2:6 z Eugenie Bouchard w 1. rundzie French Open

Ocena: 8/10