Na pierwszym treningu po przylocie do Pekinu Agnieszka Radwańska miała kryzys. – Musiała leżeć z nogami w górze i chłodzić się lodem. Po tych kilku dniach widzę, że złoto olimpijskie zdobędzie dziewczyna, która nie zemdleje na korcie – twierdzi ojciec dziewiątej tenisistki świata, Robert Radwański.
11 rano, kort numer 7 w wielkim centrum tenisowym obok Stadionu Olimpijskiego. Obok, jak na chińskie standardy, bo sprzed stadionu jedzie się tam 10 minut autobusem. Agnieszka trenuje na korcie z Chinką Shuai Peng. Przez smog i ogromną wilgotność powietrza jest aż szarawo, więc nad kortem zapalono potężne jupitery. Nie ma czym oddychać, ubrania, nawet bez wysiłku fizycznego, lepią się do ciała. – Panowie, to jest koszmar – mówi do dziennikarzy Radwański. – Jak to możliwe, żeby o tej godzinie trzeba było grać przy światłach? Tutaj rano jest goręcej niż po południu, odwrotnie niż u nas. Szaleństwo!
Przed igrzyskami Radwańska nadal ma dwa treningi dziennie. W tych warunkach to duża dawka. Jak duża, przekonała się dzień po przylocie do Pekinu. – Agnieszka nie spała dwie noce, bo jedną spędziła w samolocie z Europy, a drugą, po zmianie czasu, przemęczyła się w wiosce olimpijskiej. No i w tym koszmarze prawie zemdlała na treningu. Ale spokojnie, teraz jest już w porządku – zapewnia Radwański.
Na szczęście Agnieszka wie, jak wytrzymać cały turniej w takim klimacie. W Pattayi grała tak dobrze, że została mistrzynią. – Ale to nie znaczy, że się tam dobrze czułam – mówi.
Według jej ojca turniej olimpijski będzie zawodami dla długodystansowców. – O zwycięstwie nie zdecydują umiejętności tenisowe, a silna psychika. Jeżeli ktoś będzie na tyle silny, by przełamać kryzys, wygra. Nikt go nie zatrzyma. A kryzys dopadnie tu każdego. Jak w maratonie: tam też każdy ma kryzys, a jednak są tacy, którzy dobiegają do mety – mówi Radwański.
Agnieszka jest optymistką. Nie boi się przyznać, że do Pekinu przyleciała po medal. – Jest jak najbardziej w moim zasięgu, ale bardzo dużo zależy od losowania. Turniej trwa tylko tydzień, więc trzeba będzie grać codziennie. Jeżeli pierwsze dwa mecze będę miała w miarę lu?ne, żeby za bardzo się nie zmęczyć i mieć czas na odpoczynek, to powinno być dobrze – zapowiada.
„Przegląd Sportowy”





