Gdy na początku ostatniego gema Jurij Szarapow nerwowo upychał po kieszeniach telefony, wiedzieliśmy, że jego córka już nie będzie gro?na. Tata-trener opuścił kort, a za chwilę było po wszystkim…
To był najbardziej niezwykły tegoroczny mecz na Flushing Meadows. Mecz, który obfitował w zwroty akcji, wzloty, upadki, momenty szczęścia i strachu. Tylko w tenisie kobiecym możliwe są takie niesamowite serie jak w sobotę. Gdy na stadionie imienia Arthura Ashe’a Agnieszka Radwańska wygrała pierwszą partię z drugą rakietą świata Marią Szarapową 6:4, a w drugiej prowadziła 1:0 chyba nikt nie spodziewał się, że przegra osiem kolejnych gemów. Nawet Rosjanka! Tymczasem po chwili to gwiazda zupełnie wyhamowała. Od stanu 0:2 w trzeciej partii niezwykle skoncentrowana Polka nie dała obrończyni tytułu absolutnie żadnych szans. Jej łupem padły wszystkie najważniejsze piłki – kluczowy okazał się koszmarnie długi siódmy gem, a taktyczne zagrywki wybijające rywalkę z równowagi były najwyższej próby.
- Ona nie lubi, jak ktoś przeszkadza jej przed serwisem. Wiedziałam o tym i tę wiedzę wykorzystałam – opowiadała szczęśliwa „Isia”. Krakowianka miała rywalkę doskonale rozpracowaną. Wcześniej już z nią sparowała i w nieformalnej, lu?niejszej atmosferze poznała wszystkie zwyczaje Maszy.





