Wszystkie zawodniczki z czołówki na turnieje wielkoszlemowe zabierają swoich szkoleniowców. Wszystkie oprócz Marty Domachowskiej.
Tenisistka Warszawianki nie wzięła ze sobą Pawła Ostrowskiego, bo postanowiła oszczędzać i nie chciała pokrywać wydatków związanych z jego pobytem w Londynie. Ta decyzja zastanawia o tyle, że przed igrzyskami Polski Związek Tenisowy zapewnił jej 20 tys. złotych na przygotowania do Pekinu.
- Może je wydawać między innymi na wyjazdy i na trenera. Dlatego trochę zdziwiłem się, gdy przed tak ważnym startem nie chciała korzystać z pomocy Ostrowskiego – mówi dyrektor PZT Wojciech Andrzejewski.
A skorzystać powinna. Domachowska kiepsko czuje się na trawie i na Wyspach Brytyjskich wskazówki dotyczące taktyki oraz sposobu poruszania się po korcie na pewno przydałyby się jej. Sytuacja wydaje się dziwna również z innego powodu. Przecież wyjazd na Wimbledon to jedna z najtańszych imprez w sezonie. Bilety lotnicze na Wyspy Brytyjskie można kupić za kilkaset złotych, w dodatku organizatorzy zapewniają całkiem przyzwoite hospitality (hotel oraz wyżywienie).
Z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że na osobę towarzyszącą nasza zawodniczka nie musiałaby wydać ani złotówki ze środków własnych. Poza tym za występy w grze pojedynczej, podwójnej i mieszanej klasyfikowana na 65. miejscu w rankingu WTA Polka dostanie w sumie około 100 tysięcy złotych. Przy takich dochodach naprawdę wypada mieć opiekę szkoleniową z prawdziwego zdarzenia…
Więcej w Przeglądzie Sportowym





