Przepis na porażkę

Normalnie zajmowalibyśmy się przepisem na sukces, ale bardzo przydatne jest zdanie sobie sprawy czym jest przepis na porażkę w walce z przeciwnikiem. Z chwilą gdy go zobaczysz, rozpoznasz go w zachowaniu swoim lub innych zawodników. Jest to dość ogólna koncepcja i może znale?ć zastosowanie w innych dziedzinach życia.

Oto ona:

Moje (w mojej opinii) słabe strony + mocne strony mojego przeciwnika ( tak jak je postrzegam) + okoliczności ( postrzegane przeze mnie w negatywny sposób ) > moja wiara ( nadzieja, pewność siebie ) w zwycięstwo.

Rozłóżmy tą nierówność na poszczególne składowe:

Moje słabe strony — zawodnik zdaje sobie sprawę, że ma jakieś słabe strony — mogą one być realne lub wymyślone. Prawdziwą słabością może być: nie jestem zbyt wysoki i mój drugi serwis nie jest zbyt szybki. Mało realistyczna opinia na temat twojego serwisu może być taka: ponieważ zrobiłem już dwa deble w tym secie i mój przeciwnik zagrał trzy winnery z returnu przy stanie 3:2, to mój serwis jest do niczego i przegram większość moich gemów serwisowych.

To oczywiście nie jest prawdą. Dwa podwójne błędy serwisowe na set to jedynie statystyka i nie oznacza, że nieuchronnie będziesz dalej serwował słabo. Trzy winnery twojego przeciwnika to jego ryzyko. Gdyby granie winnerów z returnu nie było dla niego ryzykowne to grałby je z każdego returnu.

Podobnie sprawa ma się z mocnymi stronami twojego przeciwnika — niektóre są prawdziwe: porusza się naprawdę szybko i ma dobry forehand, podczas gdy inne istnieją tylko w twojej głowie: skończy mnie z każdej krótszej piłki jaką mu zagram.

Okoliczności mogą być po lewej stronie naszej nierówności największym problemem. Przystępując do meczu, tenisiści porównują siebie do swojego przeciwnika, i mają cień nadziei; „Jeśli wszystko pójdzie jak zaplanowałem, będę grał dobrze, mój przeciwnik popełni parę prostych błędów, to mam sporą szansę.”
Jednak gdy sprawy nie pójdą po ich myśli np. pomyłka sędziego, szczęśliwe zagranie przeciwnika, zawodnicy silniej zaczynają postrzegać swoje słabości, mocne strony przeciwnika wydają się niemożliwe do pokonania i na dodatek gwiazdy przestają im sprzyjać. Szala przechyliła się na lewą stronę nierówności i tenisista przestaję wierzyć w zwycięstwo.

Wielu zawodników zaczyna się wściekać gdy taka sytuacja ma miejsce. Jednak gdy posłuchasz i przyjrzysz im się naprawdę uważnie, usłyszysz strach ukryty za maską gniewu. Jest to strach przed porażką, strach przed byciem krytykowanym, strach przed bólem itd.

Problem leży w umyśle, oczywiście. Umysł ma tendencję do przewidywania przyszłych zdarzeń. Zbiera informacje i dane, wyciąga logiczne wnioski bazując na tych faktach. Aha, jeśli on gra winnera po moim drugim serwisie to nie mam szans. Aha, jeśli nie mogę skończyć tej wystawki, nie mam szans w rywalizacji z nim. Aha, jeśli on jest w stanie zmusić mnie do takiego biegania w tym gemie, to nie mam wystarczająco dużej wytrzymałości aby przetrwać tego rodzaju wysiłek przez następne dwa lub trzy sety.

Tak właśnie postępuje umysł. Bierze mały skrawek informacji i powiększa go do nieskończoności. Umysł lubi generalizować. Jeśli stanie się A, to A będzie prześladowało nas już zawsze. Dlatego czasem warto zatrzymać się, i zastanowić nad naszym sposobem myślenia.

Tenis nie jest logiczny. To nie matematyka czy fizyka. Jeśli zdarzy się A, to nie ma żadnego prawa które określałoby przyszłość. Wszystko jest otwarte — jeśli na to pozwolisz. Mamy w tenisie zmiany passy, okresy słabszej koncentracji, nerwy, hebel, złość, szczęśliwe i pechowe okoliczności i inne czynniki wpływające na mecz. Nie ma ostatecznych wniosków, które można by wyciągnąć. Jeśli zrobisz jeden podwójny błąd serwisowy, nie ma żadnego fizycznego równania, które sugerowałoby większe prawdopodobieństwo popełnienia następnego. Jedyne połączenie między przeszłością a przyszłością jest w naszych głowach.

Rozwiązaniem jest przeprogramowanie naszego umysłu. Powinieneś przyswoić sobie daną informację, ale nie musisz od razu czynić swoich wniosków „jedynymi prawdziwymi”. Podczas meczu dobrze jest wiedzieć co kto komu robi na korcie, ale nie łącz emocji z wnioskami jakie wyciągasz i nie czyń ich ostatecznymi. Wszystko jest jedynie prawdopodobieństwem.

Nie generalizuj. Może się to skończyć grą z wyimaginowanym super bohaterem. Takiego pojedynku nie wygrasz, prawda? To jest właśnie moment w którym twoja motywacja i zaangażowanie opada, przez co faktycznie przegrywasz i masz gotowy dowód na to, że miałeś rację. Tak to właśnie idzie.

Im bardziej pewny siebie jest zawodnik, tym dłużej może sobie radzić z presją, jaką wywierają na niego niesprzyjające okoliczności. To nie jest jednak ostateczne rozwiązanie. Pewność siebie bazuje na wierze — a ta jest zmienna. Nie jest ona czymś stałym u większości zawodników, nawet z pierwszej setki ATP. Czasem jest a czasem jej nie ma. Wiara wywodzi się z emocji, a te nie są godne zaufania podczas meczu. To czego ci potrzeba to zaakceptowanie samego siebie i wszystkiego co ci się przytrafia.

Gdy grasz mecz, musisz dać z siebie 100%, akceptować wszystko ( albo tak dużo jak tylko możesz ) i grać. Nie możesz przewidzieć przyszłości. Jedyna przyszłość jaką masz, to ta którą stworzył twój umysł. To co faktycznie się dzieje, dzieje się teraz. Tworzysz swoją przyszłość dopiero wtedy, gdy jesteś całkowicie skoncentrowany na tym, co dzieje się w tej chwili.

Czas tera?niejszy to jedyny czas w którym możemy działać i nad którym mamy kontrolę. Choć nawet i to nie jest w 100% prawdą. Mamy kontrolę nad naszymi działaniami
( gram w backhand, uderzam zdecydowanie, atakuję po linii…) ale nie nad efektem tych działań. Nie mam 100% kontroli nad tym, że zagram z tej wystawki winnera. Niektóre takie uderzenia lecą na out.

Zdawać sobie sprawę z tego wszystkiego i wciąż pracować, by być tak dobrym jak to tylko możliwe i wygrywać większość tego, co możesz wygrać, oto jest wyzwanie. Jak mu sprostać? Poprzez akceptację, siebie i każdego zdarzenia na korcie. To pozwala grać na najwyższym poziomie bez emocjonalnej huśtawki. Gdy doświadczysz czym jest akceptacja, z łatwością poradzisz sobie z negatywnymi wydarzeniami, emocjami czy innymi przeszkodami na drodze do życiowej gry. Będziesz wtedy mógł grać na luzie i ze 100% zaangażowaniem.

Tłumaczył Krystian Pfeiffer ( www.pfeifferteam.pl )